Internetowy Frankenstein
Jak politycy wykorzystują algorytmy, by zdobyć nasze głosy
Jacek Żakowski: – To pan rozwalił świat!
Michał Kosiński: – W jakim sensie?
Przez pana Trump będzie prezydentem.
Nigdy nie pracowałem dla Trumpa ani dla żadnego innego polityka.
Wystarczy, że pana metoda pracowała. Podobno za sukcesem Brexitu i Donalda Trumpa stoi firma Cambridge Analytica, która zaskoczyła konkurencję, stosując innowacyjny psychograficzny mikrotargetingowy marketing oparty na pańskich badaniach.
Jeżeli to poprawi humor liberałom na całym Zachodzie, mogę wziąć tę odpowiedzialność na siebie. Chociaż od dawna w kółko piszę i mówię, że również ta wiedza może być wspaniale użyteczna, ale może też być groźna, jeśli się jej użyje w złym celu.
Jak oni to zrobili?
Najpierw trzeba powiedzieć, jak się to robiło dotychczas. Bo tradycyjny marketing, także polityczny, oparty był na danych demograficznych. Można było kierować komunikat do kobiet, do młodych, do zamożnych, do wykształconych, do ludzi z dużych miast albo ze wsi. To są wielkie i zróżnicowane grupy.
Albo do młodych zamożnych kobiet z wielkich miast.
Nawet jeśli się te cechy krzyżowało, były to wielkie i wciąż mocno zróżnicowane grupy. To przypominało strzelanie do stada wróbli ze śrutu. Któryś pocisk któregoś ptaka trafił. A większość odlatywała. Bo młode, wykształcone kobiety z wielkiego miasta statystycznie mają pewne wspólne ważne marketingowo cechy, ale jedne z nich wolą, kiedy się do nich mówi szybko i wesoło, inne kiedy mówi się wolno i poważnie. Jedne lubią muzykę soulową, a inne hard rock. Jedne wolą kolor zielony, a drugie brązowy. Jedne lubią mężczyzn dużych i umięśnionych, a inne wrażliwych i delikatnych.
I jedne głosują na PO, a drugie na PiS.