Kaufland nie może sugerować, że jest polskim sklepem. Postarała się o to posłanka Pawłowicz
Z badań wynika, że Polacy stają się coraz smutniejsi i coraz bardziej zalęknieni. Decyzja UOKiK to dowód na to drugie.
„Czy w POLSCE, już przecież nie komunistycznej, musimy ciągle stosować sowieckie nowe nazwy historycznie POLSKICH miast i miejsc?” – pisze na swojej stronie Krystyna Pawłowicz.
Tomasz Korzewski/Polityka

„Czy w POLSCE, już przecież nie komunistycznej, musimy ciągle stosować sowieckie nowe nazwy historycznie POLSKICH miast i miejsc?” – pisze na swojej stronie Krystyna Pawłowicz.

O tym, że wdawanie się w dyskusję z panią profesor Pawłowicz jest niebezpieczne, przekonałam się, pisząc tekst o kobietach z PiS.
 
Pani profesor zaatakowała mnie na portalu Fronda.pl: „Wybredna E. Turlej, autorka paszkwilu w POLITYCE, zarzucając dzielnym kobietom prawicy »antysalonowe«, »niemodne w stolicy garsoneczki«, sama ubiera się w tanim lumpeksie w Mińsku Mazowieckim, kupując tam ciuchy na kilogramy”.
 
Było ciężko, jakoś się podniosłam. I teraz znów odważę się, mimo że inni – w tym prezes UOKiK i władze sieci Kaufland – są nad wyraz spolegliwi. Ale od początku. We wrześniu pani profesor publikuje na swoim profilu FB informację, że prosi UOKiK o interwencję w sprawie niemieckiej sieci sklepów.

Czy Kaufland oszukuje polskich klientów?

Uznaje, że Kaufland wprowadza w błąd polskich konsumentów hasłem: „Odkryj i rozkoszuj się NASZYMI RODZIMYMI produktami”. Sieć w ten sposób sugeruje – jej zdaniem – że jest polskim przedsiębiorcą i sprzedaje głównie polskie produkty. W połowie lutego prezes UOKiK Marek Niechciał uznaje zarzuty Krystyny Pawłowicz i informuje o nich spółkę. Ta zobowiązuje się do zmiany sloganów reklamowych. Czyli rezygnuje ze słowa „nasze” w odniesieniu do haseł reklamowych zawierających zwroty: „rodzime produkty”, „polskie produkty” czy „rodzimi dostawcy”. Mimo że takie produkty ma „na stanie”.
 
Zwycięstwo nad Kauflandem – podobnie jak rozpoczęcie batalii – pani profesor ogłasza na FB. I na swoim fanpejdżu dzielnie rozprawia się z krnąbrnymi obywatelami.
 
Krzysztof K. uderza: „Nobel?”. Pani poseł odpiera: „A pan w jakiej lidze odnosi sukcesy trampkarskie? W piątej czy w szóstej?”. Krzysztof K.: „Kobieto, byłem mistrzem i wicemistrzem Polski! A Pani ma jakieś sukcesy sportowe oprócz dzielenia Polaków?”. Krystyna Pawłowicz: „Gościu, mając 14 lat byłam w pierwszej setce najlepszych sprinterek Polski! Masz pytania trampkarzu z 6 ligi?”. Mateusz Ch. atakuje: „Nie mamy większych problemów?”.
 
Krystyna Pawłowicz osłania się: „Jako lewicowiec, na pewno Pan ma”. Jarkoo P. uderza nieśmiało: „Może Kaufland powinien zatrudniać osoby z Niemiec?”. Krystyna P. oddaje od niechcenia: „Umie osoba czytać?”. Walce przyglądają się – wirtualnie – zwolennicy pani profesor. Zagrzewają do walki lajkami, ale też wpisami: „Oni nie mieli litości strzelając do naszych ojców”. I pochwałami: „Brawo! Jesteśmy z Panią”. A kiedy pył bitewny opada, zasypują propozycjami, co dalej. Otóż teraz pani profesor powinna zdobyć dla Polaków odszkodowanie za slogan: 10 mln zł.

Pora wziąć się za produkty z godłem „Teraz Polska”

A potem wziąć się za produkty z godłem „Teraz Polska” (sprawdzić, czy nie są produkowane za granicą). Na końcu doprowadzić do prywatyzacji pracowniczej. Wszystko po polsku, po naszemu. Lidia I.: „Alleluja i do przodu!”. Jan. O.: „Alleluja to słowo hebrajskie używane w Biblii i podczas liturgii. Proszę w języku potocznym używać naszego, polskiego Chwalmy Pana”.
 
Że pani profesor bierze do serca wołanie internautów, widać na dzisiejszym wpisie na FB. Otóż wyszarpnięte niemieckiej sieci słowo „nasze” ma wrócić na swoje miejsce. Czyli – do czego wzywa prof Pawłowicz – nie powinniśmy używać nazwy Obwód Kaliningradzki, tylko Prusy Książęce. I nie mówmy Kaliningrad, mówmy Królewiec.
 
„Czy w POLSCE, już przecież nie komunistycznej, musimy ciągle stosować sowieckie nowe nazwy historycznie POLSKICH miast i miejsc; nazw, których celem było WYMAZANIE z polskiej pamięci ich istnienie i wielkość w polskich granicach?” – pisze na swojej stronie Krystyna Pawłowicz. Tym razem naród jest mniej podzielony.
 
Większość reaguje ironią: „Nie ma to jak pojechać w weekend po wachę i koziołki do Prus Książęcych!”, „Nie Londyn a Lądek!”, „Polska od Atlantyku do Pacyfiku!”. Pani Profesor tym razem nie fechtuje, nie uderza, nie walczy. Czyli nie widzi przeciwnika. Z jednej strony cieszę się, że poczucie humoru to słaba strona pani profesor.
 
Z drugiej strony marna to pociecha, bo z badań wynika, że Polacy stają się coraz smutniejsi i coraz bardziej zalęknieni. Decyzja UOKiK to według mnie dowód na to drugie. 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną