Społeczeństwo

Miasta bez M

Jak miasta rozwiążą problem mieszkań komunalnych

Nawet przy wyjątkowej, 90-proc., zniżce kupno mieszkania od gminy to kilkanaście tysięcy złotych. Nawet przy wyjątkowej, 90-proc., zniżce kupno mieszkania od gminy to kilkanaście tysięcy złotych. PantherMedia
Polityka lokalowa miast sprowadza się do zasady: jak najmniej lokali. I lokatorów.
Pani Małgorzata z Łodzi. Przy ul. Więckowskiego od lat mieszka na walizkach i wśród kartonów.Dariusz Kulesza Pani Małgorzata z Łodzi. Przy ul. Więckowskiego od lat mieszka na walizkach i wśród kartonów.

Helena od trzech lat jest spakowana. Talerze, sztućce, ubrania ma poupychane po kartonach. Halina (siedem lat czekania) zastanawia się, czy w nowym mieszkaniu będzie musiała biegać do kibelka przez dwa piętra. Agnieszka (sześć lat czekania) marzy, by w nowym domu mieli choć pięć metrów na osobę. Dziś dla siebie, Roberta i trzech synów ma 20 m – razem z kuchnią i łazienką.

Tak w Łodzi czeka na lokal socjalny 5,5 tys. rodzin. W całym kraju: 61 tys. Często to ludzie wyrzuceni z domów za długi. Gminy muszą dać im lokum socjalne, czyli o obniżonym standardzie. Na te nowe domy jeszcze sobie poczekają.

Helena szafę w stołowym od tyłu obłożyła folią, żeby nie wchodził grzyb. Jakby wiedziała, kiedy ją wyrzucą, toby zerwała boazerię, wyłożyła watą szklaną, ułożyła kartongips i nową tapetę. A tak grzyb za szafą rośnie sobie w spokoju. Ostatnio jej piesek pogryzł tapetę. Też nie wymienia. Po co? Zaraz może jej tu nie być.

Mąż Ryszard prowadził zakład samochodowy. Wcześniej mieszkali w bloku. Po wylewie męża przenieśli się do mieszkania socjalnego. Helena przez chore nogi mogła pracować tylko w domu. Żeby zarobić 700 zł, składała 25 200 zamków do pralek w miesiącu. Ale zlecenie się skończyło.

Prawo do zwykłego domu

A wydatki rosły. Cewnik dla męża: 5 zł sztuka (zakłada się rano i wieczorem). Pampersy 100 zł miesięcznie, do tego leki – 300 zł.Prąd, gaz, węgiel. Czynsz to już było za dużo. I tak zadłużyli mieszkanie na 1,3 tys. zł. Z odsetkami zrobiło się 3 tys. zł. Dostali eksmisję. Sąd przyznał im jednak prawo do lokalu socjalnego. Gdyby miesięcznie mieli chociaż z tysiąc, to na pewno by długu nie było. Jak to wytłumaczyć, że człowiek, który ciężko pracował przez 35 lat, dorobił się tylko 535 zł renty?

Trochę się z tym sądem urzędnicy pospieszyli. Mogli poczekać lub w ogóle nie zakładać sprawy. Ale urząd miasta Łodzi nie czekał. Nie czekają też w innych miastach. Według GUS 70 proc. wykonanych eksmisji dotyczy mieszkań gminnych. Jolanta Baranowska z łódzkiego magistratu tłumaczy, że dłużnicy zalegają miastu 250 mln zł, które trzeba jakoś odzyskać. A zdarzają się tacy, którzy od razu wpłacili 38 tys. zł, gdy zajrzała im w oczy eksmisja. Dlaczego nie płacili regularnie?

Po trzech latach dla Heleny i męża lokal się znalazł. Mur przed oknem, po sąsiedzku – speluna. Na zewnątrz – masakra. Jak wewnątrz – tego Helena nie wie, bo urzędnicy zwykle nie pozwalają oglądać mieszkań. Sąsiadce zaproponowali kwaterę z jedną toaletą na osiem rodzin. Jakie to są warunki? Helena marzy tylko o centralnym ogrzewaniu. Na elektryczne jej nie stać, a węgla do swojego kopciucha nie ma już siły nosić. Tamtego lokalu nie przyjęła.

Pod Heleną żyło małżeństwo, które wyprowadziło się osiem lat temu. Wciąż dostają listy z administracji. Jak to możliwe, że ludzie czekają, a mieszkania stoją puste? – myśli.

Ryszard nie doczekał przeprowadzki. Helena, jak tylko dostała odszkodowanie po mężu (4 tys. zł), połowę oddała do mieszkaniówki. Żeby już się pozbyć długu. Żeby nie myśleć o nim bez przerwy. Żeby miała prawo do zwykłego domu, nie socjalnego. Dzwoniła do magistratu, ale telefon odbierają tam najszybciej po pół godzinie. Pojechała więc z koleżanką do mieszkaniówki. Jak już wystała swoje, usiadła przed młodym panem w okularach. A ten jej mówi, że do kolejki po mieszkanie wróci, ale jak będzie regularnie płaciła czynsz. Czyli do dziesiątego. Helena pyta, czy on swoją urzędniczą mocą może sprawić, żeby dostawała rentę wcześniej? Bo do niej listonosz zagląda na dwudziestego piątego. Nie będzie mieszkania.

Jak wyjaśnia Jolanta Baranowska, w dwa lata przybędzie w Łodzi ponad dwieście lokali socjalnych. Miasto więc buduje. Ale też sprzedaje. W 2012 r. łódzki magistrat miał 60 tys. mieszkań. Dziś tylko 46 tys. W urzędniczych strategiach napisano: dążeniem miasta jest pozbycie się własnych lokali.

Nie jest to łódzka specjalność. Przez 10 lat liczba mieszkań należących do samorządów spadła z 1,2 mln do 886 tys. Chodzi nie tylko o lokale socjalne, ale też zwykłe mieszkania z takimi luksusami jak łazienka i centralne ogrzewanie. Ubywa ich w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu, Białymstoku czy Gdańsku.

Gminy sprzedają po atrakcyjnych cenach i z ogromną zniżką. W ten sposób osoby, które dotąd wynajmowały lokum od miasta, mają cztery ściany na własność. A urzędnicy mają problem z głowy. Nie muszą martwić się remontami ani ponosić kosztów utrzymania. Nawet przy wyjątkowej, 90-proc., zniżce kupno mieszkania od gminy to kilkanaście tysięcy złotych. Dla Heleny – kwota z kosmosu.

W całym kraju na dach nad głową od samorządu czeka 164 tys. rodzin. To nie tylko dłużnicy. Także ci, których nie stać na czynsz rynkowy. W niektórych miastach (Łódź, Wrocław) przybywa co prawda lokali o najniższym standardzie, ale to ułamek potrzeb. Dlatego siedem lat w kolejce to norma. – Urzędy sprzedają budynki, bo to najprostszy sposób na szybki dochód. Ustawa o ochronie praw lokatorów mówi, że samorządy mają obowiązek zapewnić mieszkania dla potrzebujących. Nikt ich z tego obowiązku nie zwolnił. Same się więc zwalniają, po cichu wyprzedając lokale. W końcu mieszkaniami ciężko pochwalić się w kampanii wyborczej – mówi Agnieszka Wojciechowska van Heukelom z Europejskiego Centrum Inicjatyw Obywatelskich.

Ale mieszkań brakuje też, bo samorządy nie mogą poradzić sobie z oszustami. Z definicji lokale od gminy mają trafiać do najuboższych. A w praktyce urzędnicy nie są w stanie sprawdzić, czy lokator zarabia już tyle, że stać go na prywatny wynajem, albo czy nie posiada innych mieszkań.

Małgorzacie z ul. Więckowskiego zasady polityki lokalowej osobiście wykładała prezydent Łodzi. Małgorzata poszła na jej dyżur, bo też ma dość życia na walizkach. Jest tak: razem z siostrą mają 120 m na drugim piętrze w kamienicy. Wchodzi się jednym korytarzem, od razu są dwie pary drzwi. Osobne pokoje, kuchnie i łazienki (to znaczy – ubikacja i prysznic w kuchni, odgrodzone od reszty sprzętów dyktą). Czyli – dwa mieszkania. W jednym urzęduje Małgorzata, która czynsz płaci sumiennie. W drugim – siostra, która nie płaci wcale. Mówi, że z emerytury nie ma, wnukom musi pomagać. Małgorzata od 10 lat w podaniach prosi, by lokal oficjalnie podzielić. Usankcjonować to, co w przestrzeni widać gołym okiem. W odpowiedziach czyta, że obie panie mają obowiązek płacenia. Bez względu na stosunki rodzinne czy sposób korzystania z lokalu.

Łatwo się zadłużyć

W takim wypadku ona, pisze, mieszkanie opuści i przeprowadzi się do mniejszego. Nie bez żalu, w końcu spędziła tu 60 lat, ale rozumie politykę miasta. Tylko prosi łaskawie, żeby jej coś dali, bo z jej zasiłkiem nic innego nie wynajmie. Niestety, to niemożliwe. Wszyscy lokatorzy będą i tak wyprowadzani. Kamienica idzie do generalnego remontu. Muszą czekać na swoją kolej.

Może więc prezydent prawnie oddzieli ją od siostry? Hanna Zdanowska, owszem, była miła, i wyglądała nawet lepiej niż w gazecie. Powiedziała, że polityka miasta jest taka, żeby mieszkania łączyć. Takie są atrakcyjniejsze. Ze swoją sprawą Małgorzata wybiera się do posłów z PiS. Miała być za ich rządów sprawiedliwość. Co to za sprawiedliwość? Ona płaci, a nic z tego nie ma. Córka i sąsiadka na nią krzyczą, żeby już przestała. Ale Małgorzacie po nocach się śni, że przychodzi komornik i wszystko jej zabiera.

Na wyprowadzkę czekają też na Włókienniczej. To w tej scenerii powstawał ostatni film Wajdy. Zaoszczędził na scenografii, bo od końca wojny niewiele się tu zmieniło. Halina już mogłaby nawet płacić czynsz. Podnieśli rentę z 300 do 600 zł. Na dole mieszka Karolina z siódemką dzieci. Jedno z autyzmem. Pięć lat temu Karolina znalazła na Włókienniczej w miarę duże, puste lokum i wyłamała zamki. Wniosła meble, wprowadziła dzieci. Inaczej byliby na ulicy. Administracja przekonuje do rewitalizacji. W czerwcu było spotkanie w urzędzie. Balony, cukierki krówki, gry i zabawy dla dzieci. Rozmowa o tym, jak teraz będzie pięknie. Do czasu, aż Karolina zapytała, co z zadłużonymi. Usłyszała, że urząd znajdzie im domy, ale poza centrum.

– Magistrat remontuje kamienice, żeby wprowadzić tam klasę średnią i urządzić tu modelowe śródmieście dla bogatych – twierdzi Marcin Wawrzyńczak ze stowarzyszenia Bratnia Pomoc. Marcin od rana do nocy jeździ po mieście. Staje przed drzwiami dłużników i zabrania wyrzucać ich na bruk. Pisze pisma. Domaga się mieszkań z ciepłą wodą, ubikacją na tym samym piętrze co mieszkanie. Lokalu na parterze dla osoby na wózku. Ma masę roboty. Codziennie po kilka interwencji. Urzędnicy tłumaczą, że przyznają po prostu lokale tam, gdzie są wolne.

Agnieszka z Piłsudskiego nie siedzi na walizkach. Byłoby to trudne, bo nie ma gdzie walizek wstawić. Po mieszkaniu biegają siedmioletni Fabian i czteroletni Hubert. Gdy gimnazjalista Janek odrabia lekcje, to zajmuje jedyny stół w mieszkaniu. Wtedy bracia się nudzą. Miejsca tyle, żeby pokręcić się wokół własnej osi. Mieszkają w piątkę – partner i dzieci. Na nowy dom czekają sześć lat. Zgodnie z prawem w lokalu socjalnym przypada pięć metrów na osobę. Gdy wpisywano Agnieszkę na listę oczekujących, miała jednego syna, a drugiego w drodze, a więc się nie liczył. Nowych dzieci nie można było dopisać do wniosku.

Agnieszka w starym domu starała się płacić czynsz, jak tylko mogła. Ale pewnego dnia mieszkańcy dostali do skrzynek pisma. Kamienicą przestaje zarządzać gmina, a zaczyna biuro nieruchomości. Czynsz skoczył jej do 330 zł. Za dużo. Im mniej mieszkań mają samorządy, tym więcej osób skazanych jest na prywatny rynek i rynkowy czynsz. Jak się zarabia 1000 zł, to łatwo się zadłużyć. Stąd krok do eksmisji i kolejki do socjalnego. Którego miasto nie ma, bo przecież sprzedaje mieszkania. Za to ręce zacierają prywaciarze. Jeśli sąd przyznał dłużnikowi lokal, nie można go wyrzucić na bruk. Zajmuje dotychczasową kwaterę, nawet jeśli jest prywatna. Gospodarz może żądać pieniędzy od magistratu. Na odszkodowania dla prywatnych właścicieli duże miasta wydają po kilka milionów złotych rocznie.

W mieszkaniówce Agnieszka od kolejnych pań słyszy, że „będą mieli na uwadze”. Gdy raz zrobiło się nerwowo, usłyszała też: „To my musimy pracować na takich jak wy!”. Agnieszka pracowała. 14 godzin na dobę – w spożywczym, a na drugą zmianę w budzie z kurczakami. Aż poszła na macierzyński. Sklep zamknęli, kto ją teraz zatrudni z trójką dzieci? Ostatnio spłaciła 8 tys. zł długu, pomogło 500 plus i wyższe alimenty od pierwszego męża. Co dwa tygodnie dzwoni do mieszkaniówki.

Czy kolejki będą krótsze, jak ruszy rządowy plan Mieszkanie+? Niekoniecznie. Przy okazji programu budowy kwater (nader skromnego) PiS chce zmienić ustawę o ochronie lokatorów. Mają być wyjątkowo niechronieni. Obecnie na ulicy może znaleźć się np. pracujący samotny mężczyzna, który nie płaci czynszu. Istnieje jednak katalog osób, które z automatu dostają prawo do lokalu socjalnego. Na liście są kobiety z dziećmi, niepełnosprawni, osoby obłożnie chore, emeryci i renciści, bezrobotni. Ale w nowej wersji przepisów listy już nie ma, więc rodziny takie jak Agnieszki będzie można wyrzucić na bruk. Na problem zwraca uwagę m.in. rzecznik praw dziecka i Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Ich protest, o dziwo, może dać efekt. Wiceminister infrastruktury zapowiedział, że resort rozważy zmianę kontrowersyjnych przepisów.

Tymczasem u Heleny z Księżego Młyna, która od trzech lat jest spakowana – święto. Przyszło pismo z administracji. Spłaciła dług, może czekać na normalne mieszkanie. Jak długo – nie wiadomo. Helena znów pojedzie z koleżanką do mieszkaniówki, popyta. Jadąc tramwajem, miną pnące się w górę wieżowce. Deweloper stawia 250 mieszkań. Ceny – od 5 tys. zł za metr. Wokół budują Tree Development Group, Mota – Engil, Arche. Lokalne media z dumą odnotowują: Śródmieście ożywa. W Łodzi przybywa mieszkań.

Polityka 21.2017 (3111) z dnia 23.05.2017; Społeczeństwo; s. 36
Oryginalny tytuł tekstu: "Miasta bez M"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Seks bez zobowiązań: tylko dla dorosłych. Czy skłonność do „znajomości na raz” będzie rosnąć?

Do Polek i Polaków dociera, że można chodzić ze sobą do łóżka bez zobowiązań, bez stresu, dla chwili przyjemności. Zdaniem specjalistów takie podejście bywa niezwykle korzystne. Pod warunkiem że jest autentyczne (i pod kilkoma innymi).

Joanna Cieśla
19.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną