Nastolatki w internecie: co tam robią i co to z nimi robi?

Dzieci w sieci
Połowa nastolatków spędza w internecie ponad pięć godzin dziennie. Starsi, ci ze szkół ponadgimnazjalnych, często nawet powyżej sześciu. To już nie jest trend, ale wielka cywilizacyjna zmiana.
Część badaczy mówi wprost o poważnych tendencjach do uzależnienia od sieci wśród sporego odsetka młodego pokolenia.
Colin Anderson/Getty Images

Część badaczy mówi wprost o poważnych tendencjach do uzależnienia od sieci wśród sporego odsetka młodego pokolenia.

Stale dostępny telefon pomaga skutecznie unikać kontaktu z innymi ludźmi.
PantherMedia

Stale dostępny telefon pomaga skutecznie unikać kontaktu z innymi ludźmi.

„Dziewczęta korzystają z internetu znacznie częściej i intensywniej niż chłopcy”.
PantherMedia

„Dziewczęta korzystają z internetu znacznie częściej i intensywniej niż chłopcy”.

audio

AudioPolityka Joanna Cieśla - Dzieci w sieci

Prawie 70 proc. młodych Polaków uczy się poruszania w internetowym świecie w domu, ale na własną rękę. Rodzice pomagają co piątemu. Nauczyciele jednemu na dziesięć. Tak wynika z badania NASK „Nastolatki 3.0”, przeprowadzonego w ostatnich miesiącach wśród uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. „Młode pokolenie w świecie wirtualnym zostało opuszczone przez swoich rodziców, opiekunów, nauczycieli” – odnotowują autorzy.

Ledwo co ukształtowana współczesna cyfrowa inicjacja: uroczysta msza święta, biała komża, pamiątkowe zdjęcia, kartki z życzeniami i elegancko zapakowane pudełka, telefon lub tablet jako komunijny prezent od rodziców czy dziadków – już się dezaktualizuje. Według NASK dzisiejsi gimnazjaliści pierwszy raz weszli do sieci jako 9-latki. Ale badacze widzą wyraźnie, że wchodzą coraz młodsi. Co dziesiąty zaczął wędrować po sieci, zanim nauczył się czytać i pisać. Co piąty nie pamięta, jak to dokładnie było. Z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że 30 proc. dzieci rocznych i dwuletnich codziennie używa smartfona, tabletu lub przenośnej konsoli.

Ponad 80 proc. nastolatków wciąż zagląda do internetu w szkole, przy czym, niestety, nie chodzi o wykorzystanie nowoczesnych technologii do nauki, o czym później. 60 proc. siedzi w sieci, jadąc, czy wręcz idąc, np. z domu do szkoły. 75 proc.wertuje sieć, siedząc u znajomych. Pytanie, które się rodzi, to: po co w ogóle do znajomych chodzą? Ale przede wszystkim, dlaczego tak bardzo chcą w sieci być – wolą to, niż leżeć na plaży, jeździć na rolkach, iść do kina? Dlaczego, nawet jeśli porwą się na którąś z tych opcji, i tak nieustająco pozostają online?

Kociaki, nie dyplomy

Chłopiec w bluzie z kapturem wpatrzony w monitor, palce latają po klawiaturze – ten obrazek nastolatka w sieci także pora już przenieść do archiwum. Dziś aktualny jest portret wpatrzonej w ekran smartfona panny. „Dziewczęta korzystają z internetu znacznie częściej i intensywniej niż chłopcy” – piszą badacze NASK. Bycie w sieci zmieniło też formę – bo i główną cechą tego świata jest zmiana.

Jeszcze kilka lat temu centrum sieci zdawały się gry, dostępne z komputera stacjonarnego lub laptopa. Chłopcy potrafili grać całą noc, ale wcześniej często zjeżdżali w kilku do domu jednego z nich i podłączali kable. Siedzieli w jednym pokoju, czasem coś pokrzykując, czasem trochę gadając. Albo zmawiali się do internetowych kafejek na strzelankę i piwo.

Dziś ten świat idzie z człowiekiem wszędzie, w telefonie, a jego centrum to teraz komunikatory, serwisy społecznościowe, Facebook, Snapchat, Instagram. Komunikacja i autoprezentacja. A to właśnie najczęściej robią dziewczyny. Na ściance licealistki, właśnie przyjętej na jeden z najlepszych uniwersytetów świata, wisi galeria zdjęć w pozach kociaka, opatrzonych komentarzami „Beauty!!!”. Tyle. Ale chłopcy już je gonią – i to jedna z wyraźniejszych współczesnych zmian – skupienie, nieraz nadmierne, na męskim pięknie. Niejedna ścianka nastolatka składa się z samych selfie z dziubkiem.

Gry online spadły na odległe ósme miejsce internetowych zajęć, częstsze jest szukanie bieżących informacji, a nawet poszerzanie wiedzy w ramach hobby czy potrzebnej do szkoły (co samo w sobie cieszy; gorzej, że wielu nie sprawdza źródeł tej wiedzy). Łatwa i szybka dostępność wszystkiego to najprostsze z wyjaśnień, dlaczego tak bardzo chce się dziś być w sieci.

– Gdy w urządzeniu jest komunikator, gazeta, telewizja, sklep, encyklopedia i mapa, używa się tego urządzenia często – wykonując różne zadania, do których kiedyś trzeba było zmieniać akcesoria. Dorosłych to też dotyczy – zauważa Przemysław Staroń, psycholog z Uniwersytetu SWPS i nauczyciel z II LO w Sopocie. I dodaje, że atrakcyjność sieciowego świata tak bardzo go nie dziwi. – Kiedyś w tramwaju czy nawet przy posiłku siedziało się z gazetą. A już niezawodnym akompaniatorem rodzinnego obiadu był włączony telewizor. Zainteresowanie informacjami, pociąg do ruchomych obrazków były w nas od zawsze. Podobnie jak trudność z prowadzeniem bezpośredniej rozmowy. Zmieniło się tylko medium i urządzenie używane, by sobie z tym radzić – przekonuje psycholog. Ale zgadza się, że współczesna kolejność nabierania różnych umiejętności tę atrofię pogłębia.

Bo ludzie rozwijają się w kontakcie z innymi – choć też z sobą samym. Stale dostępny telefon pomaga skutecznie tego kontaktu unikać. – Zostawieni sami ze sobą, ze wszystkimi myślami, emocjami i chaosem okresu dojrzewania młodzi często przełączają się online. W ten sposób radzą sobie ze stresem, odcinają się od trudnych uczuć czy problemów. To redukuje napięcie, ale jednocześnie nie pomaga nauczyć się regulowania emocji, nie sprzyja autorefleksji czy szukaniu wsparcia u innych ludzi – tłumaczy Ewa Dziemidowicz z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. W USA na przestrzeni kilkunastu lat ubyło nastolatków uzależnionych od substancji – narkotyków, alkoholu. Niby świetnie, ale jedna z hipotez wyjaśniających jest taka, że ci, którzy sięgali po psychoaktywne środki, by poczuć się lepiej, przełączyli się właśnie na urządzenia mobilne.

Tymczasem kontakty z innymi zawsze w jakimś stopniu polegają na rutynie. Trzeba umieć rozmawiać tak, żeby kleiły się wątki i nie było krępującej ciszy, trzeba wiedzieć, o co wypada pytać. To wiedza, której nabywa się w praktyce. – Młodzi wiedzą, jaki emotikon wysłać w odpowiedzi na czyjąś opowieść. Ale relacje offline wymagają innego rodzaju uwagi, kontaktu wzrokowego, czytania sygnałów niewerbalnych. Często łączą się z dyskomfortem związanym z bliskością – kontynuuje Ewa Dziemidowicz. Scenka z życia. Pierwsza randka w warszawskiej knajpce. On, ona, po 18 lat. Lód w mojito topnieje, rozmowa się nie klei. Ona z figlem w oku sięga po telefon. W jego aparacie zaczyna migać zielone światełko. AgaL: „Ale tu drętwo”. Maciekkk odpisuje: „Idziemy?”. AgaL: „Ale musimy zapłacić”. Uśmiechy, spinka mija. Płacą, wychodzą, chowają telefony. I znowu robi się drętwo. Wyluzują się, gdy wrzucą wspólne selfie, zaczną śledzić lajki i komentarze.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną