Koła łowieckie pod sąd

Myśliwym dziękujemy
Najpierw „Pokot” jako polski kandydat do Oscara. Teraz kolejne wyroki wyłączające grunty prywatne z obwodów łowieckich. Myśliwi mają problem.
„Nie mieliśmy u nas do tej pory bliskich spotkań z myśliwymi, ale ich nie lubimy i nie chcemy na naszej ziemi” – deklaruje Monika Sznajderman.
Adam Ławnik/EAST NEWS

„Nie mieliśmy u nas do tej pory bliskich spotkań z myśliwymi, ale ich nie lubimy i nie chcemy na naszej ziemi” – deklaruje Monika Sznajderman.

Do tej pory mogli wszystko. Jeśli teren był włączony do obwodu łowieckiego, mogli urządzać polowania, nawet bez informowania właściciela. Mogli strzelać w kierunku zabudowań, wjeżdżać na teren prywatny samochodami, budować tam ambony i paśniki. Dążyli do tego, żeby właściciel, który utrudnia im polowanie, płacił grzywnę. – Nie miałem pojęcia, że jest takie dziwne prawo – mówi pan Krzysztof, który kupił kilka hektarów pod Warszawą i wyniósł się z miasta. – W sezonie łowieckim słyszałem strzały przynajmniej raz w tygodniu, przez moją ziemię chodziły nagonki, depcząc wszystko, co się da.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną