Koła łowieckie pod sąd

Myśliwym dziękujemy
Najpierw „Pokot” jako polski kandydat do Oscara. Teraz kolejne wyroki wyłączające grunty prywatne z obwodów łowieckich. Myśliwi mają problem.
„Nie mieliśmy u nas do tej pory bliskich spotkań z myśliwymi, ale ich nie lubimy i nie chcemy na naszej ziemi” – deklaruje Monika Sznajderman.
Adam Ławnik/EAST NEWS

„Nie mieliśmy u nas do tej pory bliskich spotkań z myśliwymi, ale ich nie lubimy i nie chcemy na naszej ziemi” – deklaruje Monika Sznajderman.

Polowanie poza obwodem łowieckim to po prostu kłusownictwo.
RodimovPavel/PantherMedia

Polowanie poza obwodem łowieckim to po prostu kłusownictwo.

audio

AudioPolityka Joanna Podgórska - Myśliwym dziękujemy

Do tej pory mogli wszystko. Jeśli teren był włączony do obwodu łowieckiego, mogli urządzać polowania, nawet bez informowania właściciela. Mogli strzelać w kierunku zabudowań, wjeżdżać na teren prywatny samochodami, budować tam ambony i paśniki. Dążyli do tego, żeby właściciel, który utrudnia im polowanie, płacił grzywnę. – Nie miałem pojęcia, że jest takie dziwne prawo – mówi pan Krzysztof, który kupił kilka hektarów pod Warszawą i wyniósł się z miasta. – W sezonie łowieckim słyszałem strzały przynajmniej raz w tygodniu, przez moją ziemię chodziły nagonki, depcząc wszystko, co się da. Zdarzało mi się znajdować szczątki martwych zwierząt.

Snobistyczna rozrywka

Przez dwa lata próbował zrozumieć, jak można czerpać przyjemność ze strzelania do zwierząt. Przeglądał myśliwskie portale, wchodził na ich fora, pytał, dyskutował. – Zrozumiałem, że całe to gadanie o miłości do przyrody to tylko propaganda. Wielu myśliwych nie odróżnia świerka od jodły. Polowanie to rodzaj nałogu. Jeden z rozmówców przyznał wprost, że tu chodzi o uzależnienie od adrenaliny. No to niech jej szukają gdzie indziej – kwituje.

Wysłał pismo do sejmiku wojewódzkiego, który wyznacza obwody łowieckie, że nie życzy sobie polowań na swoim prywatnym gruncie, a gdy sejmik odmówił wyłączenia ziemi, wysłał skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. 13 października zapadł wyrok. Sprawa wygrana.

Kilka dni później dwa takie wyroki wydał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi. Jednym ze skarżących był Karol Rajewski, burmistrz Błaszek. Początkowo próbował uwolnić od polowań całą gminę. Gdy koła łowieckie zwróciły się do niego o wydanie opinii w sprawie dzierżawy obwodów łowieckich, wystawił negatywną. Po pierwsze, uznał, że polowania stanowią zagrożenie, bo odbywają się zbyt blisko budynków mieszkalnych. A po drugie, że to nie żadna ochrona przyrody, tylko snobistyczna rozrywka, w której stawką jest cierpienie zwierząt. Z krajobrazu Błaszek znikły już kuropatwy. Bardzo rzadko widuje się zające, coraz rzadziej bażanty i sarny. Uznał, że najlepszym rozwiązaniem byłoby powołanie łowczego, który dbałby o lasy, a w sytuacjach koniecznych dokonywał odstrzałów. Chciał publicznej dyskusji z myśliwymi, ale ci straszyli go tylko gigantycznymi, idącymi w setki tysięcy, odszkodowaniami, które rzekomo będzie musiał płacić rolnikom, gdy zakaże polowań. Burmistrz to sprawdził; na terenie jego gminy kwoty wypłacane przez koła łowieckie rolnikom to około 19 tys. zł rocznie. Rajewski nie doczekał się poważnej dyskusji. Starosta sieradzki zbagatelizował negatywną opinię burmistrza i wydzierżawił obwody łowieckie kołom. W tej sytuacji burmistrz skierował sprawę do WSA o wyłączenie choć własnej ziemi z obwodu i ją wygrał. Teraz ma zamiar rozpocząć kampanię społeczną i zachęcać innych do wypraszania myśliwych z terenów prywatnych.

Najgłośniejsza była sprawa przed krakowskim Sądem Administracyjnym, bo tam o wyłączenie prywatnej ziemi z obwodu łowieckiego zwróciło się sześcioro właścicieli gruntów, m.in. małżeństwo pisarzy i wydawców: Monika Sznajderman i Andrzej Stasiuk. – Nie mieliśmy u nas do tej pory bliskich spotkań z myśliwymi, ale ich nie lubimy i nie chcemy na naszej ziemi – deklaruje Monika Sznajderman. – Chcemy mieć pewność, że nikt tu nie zacznie strzelać. Uzyskali ją. 18 października w Krakowie zapadł korzystny wyrok w ich sprawie. Podobnie jak w pozostałych pięciu. Od myśliwych udało się uwolnić m.in. właścicielom stadniny w Beskidzie Niskim, którzy posiadają ponad 300 ha lasów i łąk.

W sejmiku lub w sądzie

Takich przypadków jest już w całej Polsce ponad dwadzieścia. Stało się to możliwe dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z lipca 2014 r., który uznał, że przepisy obejmujące prywatny teren reżimem łowieckim, bez możliwości wyrażenia sprzeciwu przez właściciela, naruszają konstytucyjne prawo własności. Okres vacatio legis wynosił 18 miesięcy. W tym czasie prawo łowieckie miało zostać znowelizowane. Zabrała się za to grupa sejmowych myśliwych, którzy wymyślili, że aby właściciel mógł wyrazić sprzeciw, musi przed sądem dowieść, że kieruje się przesłankami religijnymi lub ideowymi. Tak absurdalnego przepisu nie udało się przeforsować nawet w tym Sejmie. Werdykt Trybunału wszedł w życie w styczniu 2016 r. i od tej pory wyroki sądów administracyjnych są jednobrzmiące. Żadna ze skarg nie została oddalona. Za każdym razem zapadają decyzje korzystne dla właścicieli.

Skarżących można podzielić na kilka kategorii: lokalne wcielenia pani Duszejko, czyli ludzi, którzy wyrażają głęboki etyczny sprzeciw wobec polowań; tych, którzy chcą spokoju i bezpieczeństwa na swoim terenie; skonfliktowanych z myśliwymi rolników i osoby sprzeciwiające się lokalnym układom, w których wójt, pan i pleban wspólnie rządzą i polują – ocenia Adam Kuczyński, radca prawny specjalizujący się w sprawach o wyłączenia prywatnej ziemi z obwodów łowieckich. Współpracuje z Ośrodkiem Działań Ekologicznych Źródła z Łodzi, który przecierał sądowe szlaki.

Krzysztof Wychowałek, z ODE Źródła, opowiada, że kilkuhektarowa działka leśna w okolicy Przedborza, której jako stowarzyszenie są właścicielami, posłużyła jako eksperyment prawny. – Już kilka dni po uprawomocnieniu się wyroku Trybunału wysłaliśmy skargę do sejmiku wojewódzkiego, a gdy została odrzucona, poszliśmy do sądu i wygraliśmy – mówi. – Gdy pochwaliliśmy się na Facebooku, o sprawie zrobiło się głośno. Telefonów i maili z pytaniami było tyle, że przygotowali stronę internetową zakazpolowania.pl, gdzie tłumaczą krok po kroku, jak uzyskać wyłączenie ziemi z obwodu łowieckiego, z gotowymi wzorami pism do pobrania. W pierwszym tygodniu mieli 50 tys. wejść.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną