Centrum Praw Kobiet znowu bez dofinansowania. Za feminizm?
Centrum Praw Kobiet, które od ponad 20 lat wspiera ofiary przemocy domowej, właśnie samo padło ofiarą przemocy ekonomicznej. Ministerstwo Sprawiedliwości chce je wziąć głodem. Dlaczego?
Centrum Praw Kobiet
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Centrum Praw Kobiet

Przemoc ekonomiczna. Owa wyrafinowana forma znęcania się nad bliskim doczekała się wielu naukowych opracowań. Jak w klasycznej przemocy – krzywdzi zwykle mężczyzna, krzywdzona jest kobieta. Przemoc ekonomiczna towarzyszy fizycznej albo ją poprzedza. Można? Dało się? Sprawca idzie więc krok dalej. Za pomocą pieniędzy można upokorzyć. Pozbawić wiary we własne siły. Wreszcie wziąć głodem. Sprawca najczęściej nie ma poczucia winy. Ma władzę.

W podobnej sytuacji od trzech lat jest Centrum Praw Kobiet. Zajmuje się działalnością ogromnie ważną: stworzyło sieć wsparcia, na której oprzeć mogą się kobiety, by wyjść z przemocy. Są adwokaci, mieszkania czasowe, wreszcie warsztaty, pozwalające kobietom odbudować wiarę we własne siły – bo bez tego nie ma szans na zmianę. Przez ponad 20 lat udało się Centrum wyciągnąć z patologii (czyli z „z porządnych domów”) tysiące kobiet. Przeszkolono setki policjantów i prokuratorów. Wywalczono wprowadzenie „niebieskich kart”, dzięki którym przemoc domową trudniej ukryć przed policją, i inne, niezbędne zmiany w prawie. Wydawało się nawet, że zmieniła się mentalność.

Centrum otwarcie przyznaje się do feminizmu. Kilka lat temu nikt z tego środowiska nawet nie pomyślałby, że to w dzisiejszym świecie jakieś obciążenie. Doradza kobietom samodzielność, a nie by „dźwigały ten krzyż”. Ale pogląd odwrotny wydawałby się barbarzyński.

Prawa kobiet jak papierek lakmusowy

A jednak po zmianie władzy Ministerstwo Sprawiedliwości, które co roku rozdysponowuje pieniądze na pomoc ofiarom przestępstw, postanowiło wziąć tę instytucję głodem. Wsparcie dostają organizacje katolickie, nawet początkujące, które mają w szyldzie „wspieranie rodziny”. Ale nie feministki. Może powody są te same, dla których np. w Zakopanem interdyscyplinarny zespół do spraw walki z przemocą domową nie działa, choć zgodnie z prawem powinien, a władze gminy poprzez Trybunał Konstytucyjny chcą doprowadzić do zniesienia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy? A więc że mentalności – jednak – nie udało się zmienić. Włodarze z Zakopanego argumentują, że ich sumienia nie pozwalają na uderzanie w jedność rodziny.

Ale może to nie są powody jedyne. Jesienią, gdy w Brukseli debatowano o prawach kobiet, specjalne spotkanie poświęcono Polsce. Oficjalnym wypowiedziom minister pracy, że szuka sposobów, jak obejść konwencję antyprzemocową, i prezydenta, że nie zamierza jej respektować; statystykom, wedle których choć zmniejsza się liczba ofiar przemocy w polskich rodzinach, to rośnie kategoria kobiet – jakby sprawcy, oszczędzając dzieci, odbijali sobie na żonach; odwrotowi od wszystkiego, co ma w tytule „równość”, i katastrofie praw reprodukcyjnych Polek. Frans Timmermans podkreślał, że prawa kobiet zawsze należy traktować jak papierek lakmusowy. Im uczciwiej są respektowane, im pełniej rozumiane, w tym lepszej kondycji jest dana demokracja.

Centrum Praw Kobiet, i inne organizacje brane głodem przez ministra sprawiedliwości, można jeszcze ratować. Wystarczy przelew bankowy. Oby udało się też z demokracją.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną