Władza nęka obywateli

Fortele na obywateli
Jak sądy rejonowe stopują zapędy opresyjnej władzy.
Protesty społeczne są solą w oku władzy, nękaniem protestujących zajmuje się więc nie tylko policja, lecz i prokuratura.
Maciej Stanik/Reporter

Protesty społeczne są solą w oku władzy, nękaniem protestujących zajmuje się więc nie tylko policja, lecz i prokuratura.

Protest Obywateli RP przeciwko budowie pomnika smoleńskiego i kolejnej miesięcznicy.
Adam Jankowski/Reporter

Protest Obywateli RP przeciwko budowie pomnika smoleńskiego i kolejnej miesięcznicy.

audio

AudioPolityka Violetta Krasnowska - Fortele na obywateli

Było zwijanie ludzi z ulicy prosto do suk, przetrzymywanie na komendach bez podstaw, wnioski do sądów o ukaranie za cokolwiek: siedzenie na chodniku przed komendą, trzymanie transparentu, zakłócanie ciszy w środku dnia przed siedzibą PiS przy Nowogrodzkiej czy za wymachiwanie białą różą.

Ostatnio, 11 kwietnia, Obywatele RP z transparentem „Sejm jest nasz” zorganizowali okupację biura przepustek w proteście przeciwko zakazowi wpuszczania ich do Sejmu, mimo tego, że są zapraszani przez opozycyjnych parlamentarzystów. Między 1 a 2 w nocy Straż Marszałkowska zaczęła ich wynosić na chodnik. W sumie ok. 30 osób. Tam czekali już policjanci, którzy legitymowali i spisywali dane. – Mówili, że będą kierować wnioski do sądu o zakłócanie miru domowego. A przecież z tego paragrafu Obywatele RP byli już dwa razy uniewinniani – mówi POLITYCE świadek tych wydarzeń Małgorzata Nowogońska z Oby-pomocy Obywateli RP.

Według danych ruchu społecznego Obywatele RP w ciągu ostatniego roku w związku z udziałem w protestach policja i prokuratura skierowały do sądów sprawy przeciwko ponad 600 osobom. To ludzie najczęściej dotąd nieangażujący się politycznie, niemający wcześniej kontaktu z sądami. Stąd utworzenie przez Obywateli RP Oby-pomocy organizującej pomoc prawną i dyżury prawnika. Głównie chodziło o masowo wysyłane do sądu policyjne wnioski o ukaranie z Kodeksu wykroczeń (pochodzącego z 1971 r.) za udział w kontrmiesięcznicach i protestach – jako wykroczenia „przeciwko spokojowi i porządkowi publicznemu”, a z paragrafu „przeciw bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji” – za blokowanie wyjazdu posłów z Sejmu podczas protestów w grudniu 2016 r. i w lipcu 2017 r.

Za pobyt na chodniku

Nadaktywność policji w ściganiu protestujących rzuca się w oczy. Komendant komisariatu na Żoliborzu wystąpił do sądu o ukaranie trzech osób, które o godz. 6 rano 25 lipca 2017 r. stanęły na chodniku w pobliżu domu Jarosława Kaczyńskiego z transparentem („Zdrada Ojczyzny nie ulega przedawnieniu”). Komendant zarzucał im zorganizowanie „wspólnie i w porozumieniu” demonstracji bez wymaganego zezwolenia. Drugi zarzut dotyczył zaś tego, że transparent umieścili w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym i na dodatek bez zgody zarządzającego tym miejscem Zarządu Dróg Miejskich.

Piotr Nowak, sędzia II Wydziału Karnego Sądu Rejonowego Warszawa Żoliborz, odmówił wszczęcia tego postępowania. Stwierdził, że ich czyny nie mają znamion wykroczenia, gdyż – przytacza pierwszy artykuł Kodeksu wykroczeń – odpowiedzialności za wykroczenie podlega tylko ten, kto popełnia czyn „społecznie szkodliwy”. A Sąd Najwyższy w 2006 r. stwierdził – co jest wykładnią dla wszystkich sądów – że „dla uznania jakiegoś czynu za przestępstwo konieczne jest wykazanie, iż narusza on istotne wartości społeczne, stając się przez to czynem karygodnym”. A tu trzy osoby stały spokojnie na chodniku, nie wznosiły żadnych okrzyków, tylko trzymały transparent. Przecież, podsumowuje (lekko chyba kpiąc) sędzia, powyższa sytuacja de facto niczym nie różni się od noszenia na lotnisku czy dworcu kartki, gdy oczekuje się na przyjazd obcej osoby.

W innej sprawie (IV Wydział Karny, też Żoliborz) komendant wnosił o ukaranie pięciu osób, które usiadły na chodniku przed komisariatem na Rydygiera, gdzie właśnie trwały przesłuchania innych protestujących. Trzymali w rękach transparent: „Mamy prawa! Prawa fizyki, prawa logiki, prawa człowieka, Obywatele RP”. I jak wyżej: komendant zarzucił demonstrantom niezgłoszenie zgromadzenia i brak zgody, tym razem burmistrza dzielnicy, na umieszczenie transparentu. Na filmie z tej akcji widać, jak w końcu policjanci po kolei wnoszą protestujących do komendy, by ich spisać. Sąd uznał, że obwinieni bezsprzecznie, jak zaznaczył, realizowali przysługujące im prawo wynikające z art. 57 konstytucji – prawo do zgromadzeń. Nie złamali żadnego prawa, gdyż, jak zauważył sędzia, było to zgromadzenie spontaniczne, zdefiniowane w ustawie o zgromadzeniach na samym początku, w jej art. 3. To takie zgromadzenie, które odbywa się w reakcji na nagłe, nie do przewidzenia wydarzenie, a odbycie go później, w innym terminie, byłoby już niecelowe, mało istotne dla debaty publicznej. Może zostać rozwiązane przez policję, ale w ścisłych ramach – jeśli zagraża życiu, zdrowiu lub poważnie bezpieczeństwu.

„Podkreślenia wymaga także – ten fragment orzeczenia sędzia wytłuścił – że możliwość spontanicznego odpowiadania w sposób pokojowy na określone zdarzenie, incydent, inne zgromadzenie lub wypowiedź jest istotnym elementem wolności zgromadzeń”. Całą sprawę skwitował: „stan faktyczny jest jasny, wymagał jedynie prawidłowej wykładni art. 3, także dość jednoznacznej”.

Przy uniewinnieniu lub umorzeniu – gdy sprawę zakładał oskarżyciel publiczny, koszty postępowania ponosi Skarb Państwa. Trudno policzyć, ile dotąd kosztowały te wszystkie sprawy. Według rozporządzenia ministra sprawiedliwości – 100 zł za jednego obwinionego wynosi zryczałtowany wydatek w sprawie o wykroczenia w pierwszej instancji, w drugiej instancji – 50 zł. Do tego czas pracy sędziego, koszt zawiadomień, wezwań, ustawowe 360 zł dla obrońcy. Mogą to być setki tysięcy złotych.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną