Cudu nie będzie. Rehabilitacja bez kolejki i bez limitów jest nierealna
Lekarze i fizjoterapeuci przewidują, że wkrótce powstaną trzecie kolejki bez kolejki. A rodzice dorosłych niepełnosprawnych, którzy protestowali w Sejmie, nazywają nową ustawę „wydmuszką”.
Wejście w życie ustawy wspomagającej rejestracje wizyt lekarskich dla niepełnosprawnych
Kamil Jasiński/Agencja Gazeta

Wejście w życie ustawy wspomagającej rejestracje wizyt lekarskich dla niepełnosprawnych

Uchwalona w ekspresowym tempie (w Sejmie protestowały przez 40 dni osoby z niepełnosprawnością i ich rodzice) ustawa o szczególnych rozwiązaniach wspierających osoby o znacznym stopniu niepełnosprawności weszła w życie 1 lipca. Nowe regulacje przewidują dla części niepełnosprawnych dostęp do lekarzy specjalistów i rehabilitantów bez kolejek. Bez kolejki nie oznacza następnego dnia, doprecyzował rząd. Ale oczekiwanie nie powinno być dłuższe niż siedem dni.

Czy ustawa działa?

Publiczne i prawicowe media już następnego dnia obwieściły triumfalnie, że ustawa funkcjonuje dobrze. Opozycyjne – że w ogóle nie działa. Jak jest naprawdę, będziemy mogli się przekonać dopiero za kilka miesięcy. Na razie poradnie i ośrodki zdrowia starają się oszacować, ilu takich uprzywilejowanych pacjentów mają i jak ich wcisnąć w istniejące już kolejki. Bo nie można przecież chorych pełnosprawnych z wyznaczonym wiele miesięcy wcześniej terminem wizyty czy rehabilitacji po prostu przepisać na kolejny rok. Potem niektóre placówki będą rozszerzać o 5 proc. swoje kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. Coś się pewnie uda wyszarpać, bo NFZ na ten rok przeznaczył dodatkowe 1,5 mld zł na niepełnosprawnych.

Teoretycznie będzie można zatrudnić dodatkowych fizjoterapeutów i rehabilitantów, bo tych w publicznych przychodniach i szpitalach po prostu brakuje. Żeby ściągnąć ich z prywatnych placówek, jak proponuje NFZ, trzeba jednak czasu i pieniędzy. Trzeba rozpisać konkursy. Jak się nie uda, można wykupić świadczenia w prywatnych ośrodkach zdrowia. To także potrwa. W dodatku rehabilitantów, podobnie jak lekarzy, po prostu brakuje. Ci, którzy nie wyjechali za granicę, zapowiadają kolejne protesty. Przychodnie także nie są z gumy. Dlatego lekarze i fizjoterapeuci przewidują: powstaną trzecie kolejki bez kolejki.

Osoby z niepełnosprawnością czują się oszukane

A rodzice dorosłych niepełnosprawnych, którzy protestowali w Sejmie, nazywają nową ustawę „wydmuszką”. Czują się oszukani, bo rządzący, uchwalając nowe prawo pod presją ich protestu, zapewniali, że po jego wejściu w życie wszystko zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Rozbudzili nadzieje osób z niepełnosprawnościami, że od razu, bez kolejki i bez limitu dostaną się na rehabilitację. Większość oczywiście zdawała sobie sprawę, że to po prostu nierealne, ale minister Rafalska przekonywała, że tak będzie.

W dodatku rodzice i sami niepełnosprawni chcieli po prostu dodatkowych 500 zł dla dorosłego niepełnosprawnego, tak by otrzymywał od państwa tyle, ile wynosi minimum socjalne. Bo renta osoby dorosłej całkowicie niezdolnej do pracy to 744 zł 18 gr. Do tego zasiłek pielęgnacyjny 153 zł. Razem zaledwie 900 zł, które ma takiej osobie wystarczyć na życie. A wiadomo, że koszt utrzymania osoby niepełnosprawnej jest przynajmniej o 20 proc. wyższy niż to, co musi wydać człowiek w miarę zdrowy.

Niepełnosprawni bez 500 zł

Protestujący rodzice chcieli, by ich dorosłe, wymagające stałej opieki dzieci mogły same decydować, czy te 500 zł przeznaczyć na dodatkową rehabilitację (wystarczyłoby na ok. pięć zabiegów), na psychoterapeutę, pomoc asystenta osobistego, odłożyć na nowy wózek (bo najwyższa dopłata z NFZ to 3 tys. zł, a taki sprzęt kosztuje ok. 12 tys.) czy turnus rehabilitacyjny (tu trzeba wydać ok. 6 tys. zł), leki, a może na nowe buty i kino lub teatr. Poczuli się upokorzeni, potraktowani jak patologiczna grupa społeczna, która sama nie potrafi zarządzać pieniędzmi.

Rząd zamiast 500 zł zaproponował osobom z niepełnosprawnościami kompromisowe rozwiązanie (ale był to kompromis tylko dla strony rządzącej): specjalny pakiet świadczeń medycznych i rzeczowych (te słynne darmowe pieluchy, które tak ich obruszyły, i strzykawki). Koszt realizacji ustawy to ok. 720 mln zł, prawie sześć razy mniej niż spełnienie postulatu protestujących. Szacuje się, że uprawnionych do dodatkowych 500 zł byłoby nawet 650–700 tysięcy osób, co kosztowałoby budżet państwa ok. 4,2 mld zł rocznie.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną