Społeczeństwo

Moja racja to nacja

Narodowcy idą po władzę

Polskie ruchy nacjonalistyczne to w sumie kilkadziesiąt stowarzyszeń, fundacji oraz zarejestrowanych partii politycznych. Polskie ruchy nacjonalistyczne to w sumie kilkadziesiąt stowarzyszeń, fundacji oraz zarejestrowanych partii politycznych. Adam Chełstowski / Forum
Narodowcy wszelkiej maści poczuli wiatr historii i rozpoczęli swój długi marsz. Po co idą? Po władzę.
Wszyscy określani jako neofaszyści, neonaziści, narodowcy, czciciele Hitlera, a nawet neopoganie czy pan-Słowianie mają jedną wspólną platformę – nacjonalizm.Adam Chełstowski/Forum Wszyscy określani jako neofaszyści, neonaziści, narodowcy, czciciele Hitlera, a nawet neopoganie czy pan-Słowianie mają jedną wspólną platformę – nacjonalizm.
Totenkopfy, runy SS, krzyże celtyckie, tzw. wiązki (fasces, znak włoskich faszystów), czarne słońca, znaki falangi, toporły – to widać najczęściej na zgromadzeniach nacjonalistów.Stanisław Szukalski Totenkopfy, runy SS, krzyże celtyckie, tzw. wiązki (fasces, znak włoskich faszystów), czarne słońca, znaki falangi, toporły – to widać najczęściej na zgromadzeniach nacjonalistów.

Warszawa, środa 15 sierpnia. Na Wisłostradzie defilada wojskowa z okazji Święta Wojska Polskiego. Czołgi, samoloty i paradny krok. Sprzed Muzeum Wojska Polskiego rusza marsz Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego. Czczą Bitwę Warszawską 1920 r. Czarne ubrania, zielone flagi i paradny krok.

Na Nowym Świecie na jezdni siadają kontrmanifestanci. Na banerach „Nacjonalizm to nie patriotyzm”. Skandują „Warszawa wolna od faszyzmu”. Z tamtej strony słyszą, że Polska ma być wolna od lewactwa i że są czerwoną zarazą.

Student z warszawskiego uniwerku: – Nie jestem faszystą. Nie jestem nazistą. Jestem nacjonalistą i się tego nie wstydzę.

Jeden naród, jeden Bóg

Ci wszyscy określani jako neofaszyści, neonaziści, narodowcy, czciciele Hitlera, a nawet neopoganie czy pan-Słowianie mają jedną wspólną platformę – nacjonalizm. To już nie tylko wygoleni na łyso bywalcy siłowni, mieszkańcy małych miast, dla których nacjonalizm to nie tyle idea, ile sposób życia i wspólnota z podobnymi sobie. To także studenci, pracownicy naukowi, urzędnicy, biznesmeni, policjanci i wojskowi. Młodzi i starsi. Kobiety. Coraz więcej kobiet.

Występują pod różnymi barwami, zrzeszają się w różnych organizacjach, ale idą w tym samym kierunku. „To my, to my, polscy nacjonaliści” – wykrzykują podczas swoich spędów. „Nasz cel – stworzyć nowego człowieka, który budować będzie nowy, lepszy świat” – powtarza się w manifestach ideologów nacjonalizmu. Na początek zamierzają budować od nowa Polskę. Jaką? Wielką Polskę Narodową!

Hitlerowskie hasło: „Jeden naród, jedna Rzesza, jeden wódz”, zmieniono na „jeden naród, jeden kraj, jeden Bóg”. I z tym Bogiem na ustach nacjonaliści zwalczają swoich wrogów – lewaków, komuchów, kapitalistów, globalistów, banderowców, Żydów, Niemców, Arabów w zasadzie każdego, kto nie jest z nimi. Bo nacjonalizm to wykluczenie.

Zakładają stowarzyszenia o różnych nazwach, ale ideowo sobie bliskie. Nie wiadomo, ilu członków i sympatyków mają organizacje nacjonalistyczne; liczbę aktywistów szacuje się na kilkanaście tysięcy osób w całym kraju. A za nimi przynajmniej kilkudziesięciotysięczna armia żołnierzy narodowej sprawy. Raz w roku robią przegląd wojsk, kiedy 11 listopada zjeżdżają do Warszawy na Marsz Niepodległości. W 2007 r. przyjechało ich zaledwie ok. 300. Rok później – 400. Potem 600. A w 2010 r. już kilka tysięcy. I co roku są coraz liczniejsi. W 2017 r. w tym marszu wzięło udział ok. 70 tys. osób. Nie znaczy to, że wszyscy, którzy maszerowali w ubiegłym roku 11 listopada przez stolicę, to nacjonaliści z krzyżami celtyckimi i zaciśniętymi pięściami, ale żaden z uczestników nie może powiedzieć, iż nie wiedział, w jakiej imprezie bierze udział.

Od kilku lat czczą tzw. Żołnierzy Wyklętych. Ci z Podlasia składają hołdy Romualdowi Rajsowi ps. Bury. Ci z Podhala Józefowi Kurasiowi ps. Ogień. – To nasz bohater niezłomny – mówi o Ogniu młody mężczyzna w koszulce z napisem „Śmierć wrogom ojczyzny”, spotkany w Zakopanem 16 czerwca, kiedy w gronie kilkunastu kolegów próbował dawać kontrę marszowi KOD-Podhale i Obywateli RP dla uczczenia pamięci ofiar Kurasia vel Ognia.Na koncie Kurasia i jego oddziału jest przynajmniej 430 zabitych osób (w dużej części cywilów, Polaków, Żydów i Słowaków – wedle wyliczeń z 1990 r. nowotarskiego oddziału Światowego Związku Żołnierzy AK).

Bury grasował w okolicach Bielska Podlaskiego i Hajnówki – z rąk jego ludzi zginęło 79 mieszkańców tych okolic – mężczyzn, kobiet i dzieci pochodzenia białoruskiego. Podlascy oenerowcy organizują co roku prowokacyjne marsze przez Hajnówkę ku czci Burego. Mają pełną świadomość, że idą przez miasto w dużej części zamieszkane przez ludność pochodzenia białoruskiego. Tam krew ofiar oddziału Burego wciąż jeszcze nie wyschła. Wyrośnięte dzieciaki w czarnych i zielonych uniformach, wyciągając dłonie w nazistowskim (bo przecież nie rzymskim) salucie, nie mają empatii dla ofiar swoich bohaterów. Bury i Ogień to dla nich żołnierze-patrioci, którzy stracili życie, walcząc o wolną ojczyznę. Teraz pałeczkę przejęli oni, dziewczyny i chłopcy czyści rasowo, gotowi do poświęceń dla narodu i białej Polski.

Szturm, Czarna Kolumna, Radykalne Południe

Polscy nacjonaliści obrażają się za nazywanie ich faszystami, neofaszystami czy neonazistami, ale w swoich programach i manifestach często powołują się na zasługi Mussoliniego i kopiują wzory nazistowskie. Niektórzy z nich nawiązują wprost do tradycji działającej w latach 1934–37 Polskiej Partii Narodowo-Socjalistycznej (głównie w Łęczycy i Kutnie), która bez ogródek odwoływała się do NSDAP i hitlerowskich dokonań. Jej organem prasowym było pismo „Swastyka”.

Dzisiejsi polscy narodowi socjaliści rozbili się na kilka grup, ale od pewnego czasu na czoło tego peletonu przebija się organizacja Szturm, wchodząca w skład tzw. środowiska Czarnej Kolumny, skąd wywodzą się też m.in. Radykalne Południe i Autonomiczni Nacjonaliści. Warto zauważyć, że nawet dla innych grup nacjonalistycznych szturmowcy są zbyt radykalni. Jeden z liderów ONR (Obóz Narodowo-Radykalny) Aleksander Krejckant powiedział o nich: „To po prostu nowa twarz środowiska narodowosocjalistycznego, które gdzieś na absolutnym marginesie funkcjonowało. My z nimi nie chcemy mieć nic wspólnego” (cytat za tygodnikiem „Do Rzeczy”). Szturmowcy z oenerowcami, używając języka kibolskiego, mają kosę. Uważają ich za zbyt miękkich.

Szturm ma własny organ internetowy, miesięcznik pod nazwą „Szturm”. W nazistowskiej Rzeszy organem NSDAP był tygodnik „Der Sturmer”, czyli „Szturmowiec”. W oświadczeniu w pierwszym numerze „Szturmu” w 2014 r. ojcowie założyciele tego ruchu napisali: „Jako nacjonaliści sprzeciwiamy się z całą mocą tyranii żałosnych, miałkich i szkodliwych »stronnictw« społeczno-politycznego sporu współczesności – prawicy i lewicy. Neomarksizm, neokonserwatyzm i neoliberalizm to różne odcienie tego samego, antynarodowego zboczenia naszych czasów”.

1 maja 2018 r. polscy szturmowcy próbowali przemaszerować przez Warszawę, czcząc w narodowosocjalistyczny sposób święto robotnicze. Kilku aktywistów miało na koszulkach trupie czaszki, czyli totenkopfy – to symbol używany w hitlerowskich Niemczech, m.in. był znakiem osławionej Waffen-SS. Przemarsz szturmowców się nie powiódł, ale nie dlatego, że używali zakazanych symboli. Po prostu trasę skutecznie zablokowali uczestnicy demokratycznych ruchów obywatelskich i mieszkańcy Warszawy.

Narodowcy XXI w.

Totenkopfy, runy SS, krzyże celtyckie, tzw. wiązki (fasces, rózgi liktorskie, znak włoskich faszystów), czarne słońca (jeden z symboli narodowych socjalistów), znaki falangi – to widać najczęściej na zgromadzeniach nacjonalistów. Czasem da się zauważyć flaga z mieczem i młotem (takie nosili strasseryści uważani za lewicowe skrzydło nazistów w III Rzeszy) i tzw. toporzeł (topór z głową orła noszony przez „szczerych patriotów narodowych, czystych rasowo” z organizacji sławiących wyjątkowość Słowian). Symbole nacjonalistów wzmacniane hasłami o śmierci wrogów ojczyzny i biciu czerwonej hołoty, chociaż eklektyczne i wymieszane w niezrozumiały sposób, wyglądają groźnie, bo mają budzić strach. To przeciwieństwo pacyfek czy białych róż. Marsz wszechpolaków i oenerowców 1 sierpnia 2018 r. z okazji rocznicy wybuchu powstania warszawskiego decyzją władz Warszawy został rozwiązany nie z powodu poszczególnych symboli, ale całego kontekstu: wrzaskliwe hasła, flagi, groźne znaki, wyciągnięte dłonie, militarny szyk, marszowy krok. Od kilku lat ruchy obywatelskie domagały się od władz stolicy stanowczej reakcji na marsze nacjonalistów tak jawnie nawiązujących do wzorów faszystowskich i nazistowskich i 1 sierpnia wreszcie po raz pierwszy taka reakcja nastąpiła.

Polskie ruchy nacjonalistyczne to w sumie kilkadziesiąt stowarzyszeń, fundacji oraz zarejestrowanych partii politycznych. Od kilkutysięcznej Młodzieży Wszechpolskiej (MW) po małe, kilkuosobowe grupy skrzykujące się w niewielkich miasteczkach.

Młodzież Wszechpolską zakładał w 1989 r. Roman Giertych. Miała nawiązywać do swojej przedwojennej imienniczki i zajmować się wychowaniem młodzieży w duchu narodowokatolickim. Giertych później, już jako lider partii Liga Polskich Rodzin, odciął się od MW i jej ówczesnych działaczy po informacjach, jakoby wzięli udział w imprezie neofaszystowskiej. Okazało się to w dużej mierze fake newsem, ale Giertych już opinii nie zmienił. Dzisiaj, jak wiadomo, jest adwokatem i broni demokratycznych pryncypiów, a jego dzieło, czyli Młodzież Wszechpolska, rywalizuje z ONR o rząd dusz w środowiskach nacjonalistycznych.

Obóz Narodowo-Radykalny działa jak karne wojsko. W każdym województwie posiada swoje filie nazywane brygadami. Charakterystyczny dla tej organizacji symbol to falanga, czyli ręka uzbrojona w miecz. ONR reklamuje się jako ruch, któremu bliskie są takie wartości jak Bóg, Honor, Ojczyzna (wśród przeciwników tej formacji modne są prześmiewcze koszulki z nadrukiem „Bób, hummus, włoszczyzna”). Oenerowców to jednak nie zniechęca do wygłaszania górnolotnych deklaracji. „Jesteśmy narodowcami XXI wieku” – piszą w manifestach. I także: „Kontynuujemy dzieło naszych ideowych przodków, takich jak Roman Dmowski, Jan Mosdorf (lider przedwojennego ONR zdelegalizowanego w 1934 r. za skrajną ideologię – red.), Tadeusz Gluziński, Henryk Rossman czy Adam Doboszyński”. Stowarzyszenie ONR zarejestrowano w 2012 r. w Częstochowie, ale tam napotkali nieustępliwą przeciwniczkę, radną Jolantę Urbańską. Wielokrotnie jej grożono, ale nie dała się zastraszyć i uparcie domagała się delegalizacji narodowych radykałów. ONR na wszelki wypadek przerejestrowało w Krajowym Rejestrze Sądowym siedzibę z adresu częstochowskiego na krakowski.

Ta Częstochowa pojawiła się nieprzypadkowo. Nacjonaliści z Bogiem na ustach i hasłem: „Nie tęczowa, nie laicka, ale Polska katolicka” od kilku lat pielgrzymują na Jasną Górę, gdzie błogosławieństwa udzielają im ojcowie paulini. Część hierarchów kościelnych otwarcie sympatyzuje i wspiera środowiska narodowokatolickie. To już nie jest skrywany flirt, ale jawna wspólnota. Młodzi ludzie w parawojskowych uniformach, z falangami i krzyżami celtyckimi modlą się w kościołach. 11 listopada 2017 r. w kościele św. Barbary ks. Roman Kneblewski z Bydgoszczy, znany ze wspierania środowisk nacjonalistycznych, odprawił mszę świętą dla narodowców szykujących się do Marszu Niepodległości. Nie zareagował, kiedy oenerowcy i wszechpolacy siłą wywlekli z kościoła młodą kobietę, która rozwinęła baner ze słowami Jana Pawła II, że rasizm to grzech.

Jacek Międlar, były ksiądz i kultowa postać wśród polskich nacjonalistów, kiedy jeszcze nosił kapłańskie szaty, ostrzegał wiernych przed środowiskami gejowskimi, liberalnymi i żydowskimi. Dzisiaj jeździ po kraju z grupą wyznawców i promuje swoją książkę „Moja walka o prawdę”. Prawda Międlara dociera do młodych nacjonalistów jako prawda objawiona. Podobnie jak jego słowa, że wyciągnięte w salucie ramię to nie hitlerowskie hejlowanie, ale nacjonalistyczne pozdrowienie, a „Moja walka” nie nawiązuje bynajmniej do „Mein Kampf”.

Międzynarodówka nacjonalistów

Nacjonaliści dzięki Kukizowi’15 mają już swoją drużynę w Sejmie. Z list ugrupowania Pawła Kukiza mandaty poselskie zdobyło pięciu członków partii Ruch Narodowy – Robert Winnicki, Adam Andruszkiewicz, Sylwester Chruszcz, Tomasz Rzymkowski i Bartosz Jóźwiak.

RN został założony przez ONR wspólnie z Młodzieżą Wszechpolską i Unią Polityki Realnej. W 2015 r. po odwołaniu z funkcji wiceprzewodniczącego Ruchu Narodowego Mariana Kowalskiego ONR demonstracyjnie wystąpiło ze struktur tej formacji, ale środowisko Młodzieży Wszechpolskiej tam pozostało, a jego byli czołowi działacze, jak Krzysztof Bosak i Robert Winnicki, są dzisiaj liderami RN. Zapowiadają, że wybory 2015 r. to dopiero początek ekspansji, bo celem jest zdobycie władzy. Domagają się wystąpienia Polski z Unii Europejskiej i stworzenia homogenicznego społeczeństwa prawdziwych, narodowo czystych Polaków.

Przeciwko UE występuje też inna nacjonalistyczna partia, czyli Narodowe Odrodzenie Polski. Od lat wystawia własnych kandydatów w wyborach parlamentarnych i samorządowych, ale bez sukcesów. W cieniu i bez rozgłosu prowadzi swoją działalność Obóz Wielkiej Polski, stowarzyszenie nawiązujące do przedwojennego OWP założonego przez Romana Dmowskiego. Nie wiadomo, czy nadal formalnie działa Polska Wspólnota Narodowa założona przez Bolesława Tejkowskiego, bo od pewnego czasu jej aktywność spadła do zera.

Nacjonalizm jako najwyższą formę organizowania się społeczeństwa wpisuje w swój program stowarzyszenie Niklot, nawiązujące do idei neopogańskich i przedwojennej Zadrugi. Symbol Niklota toporzeł pojawia się na różnych nacjonalistycznych imprezach organizowanych przez ONR, MW czy Ruch Narodowy. Jak opisywał w „Krytyce Politycznej” Przemysław Witkowski, jednym z założycieli i wiceprzewodniczącym Niklota był przed laty Mateusz Piskorski, dzisiaj znany jako lider prorosyjskiej partii Zmiana. Od ponad dwóch lat siedzi w areszcie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji i Chin. W latach 90. fascynował się neopogaństwem i sympatyzował z neonazistowskim Blood&Honour.

Sympatie rosyjskie i zarazem retoryka antyukraińska charakteryzują wielu działaczy polskich grup nacjonalistycznych. Współpracują z rosyjskimi nacjonalistami równie chętnie jak z włoskimi, niemieckimi, francuskimi i brytyjskimi. Wspólnie tworzą swoistą międzynarodówkę narodowców. Bywają na wspólnych zlotach, kongresach i festiwalach muzycznych, na których występują zespoły nacjonalistyczne grające, jak sami to nazywają, muzykę tożsamościową. Zawierają na pozór egzotyczne sojusze, ale to nie powinno dziwić, bo mają wspólne cele, chociaż dopasowywane do uwarunkowań krajów, z których pochodzą.

W całej Europie ruchy nacjonalistyczne próbują pozyskiwać młodzież. W Polsce działacze ONR czy Ruchu Narodowego prowadzą patriotyczne wykłady w szkołach. Organizują dla dzieci i młodzieży obozy szkoleniowe, reklamując je jako kursy survivalowe. Zajmują się działalnością charytatywną, pomagając wychowankom domów dziecka. Z okazji święta 15 sierpnia ONR wspólnie z lokalnym klubem „Gazety Polskiej” zorganizowało w Pabianicach piknik rodzinno-patriotyczny. Podobne imprezy coraz częściej odbywają się w wielu innych miejscowościach. To sposób na ocieplanie wizerunku. Słynne od kilku miesięcy stowarzyszenie Duma i Nowoczesność z Wodzisławia Śląskiego, sfilmowane przez reporterów „Superwizjera” TVN podczas obchodów urodzin Hitlera, oficjalnie zajmowało się edukacją młodzieży i obozami przetrwania.

Edukacja w duchu patriotycznym to oficjalny cel powoływanych od niedawna stowarzyszeń w kilku miastach. W Elblągu – Elbląscy Patrioci, w Ostrowcu Świętokrzyskim – Ostrowieccy Patrioci, w Krakowie – Małopolscy Patrioci, a w Gliwicach dla odmiany – Zjednoczeni Patrioci. Być może to tylko złudzenie, że powstaje jakaś sieciówka, ale mają podobne statuty, cele i organizują podobne imprezy. Wiece upamiętniające Żołnierzy Niepokornych albo Narodowe Siły Zbrojne, a w Elblągu tamtejsi patrioci wspólnie z lokalną komórką ONR czcili w marszu pamięć Żołnierzy Wyklętych.

Elbląscy Patrioci, podobnie jak patriotyczne stowarzyszenia z innych miast, korzystają ze wsparcia lokalnych struktur PiS. Na Podhalu szef ONR prywatnie jest synem miejscowego lidera PiS. Prawu i Sprawiedliwości trudno ukryć przychylność, jaką darzy nacjonalistów różnej maści. Oficjalnie, rzecz jasna, odżegnuje się, a minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński w maju poparł decyzję prezydenta Katowic, który rozwiązał marsz środowisk nacjonalistycznych. Napisał na Twitterze do Roberta Winnickiego: „Panie pośle, gdyby pan wpłynął na organizatorów narodowych demonstracji, aby skutecznie eliminowali ze swoich szeregów idiotów eksponujących faszystowskie i nazistowskie symbole, to Policja Polska nie musiałaby interweniować, a Ruch Narodowy nie byłby kompromitowany w oczach Polaków”. Ale 1 sierpnia sytuacja wróciła do normy, bo ten sam Brudziński już nie dostrzegł takich samych idiotów w szeregach narodowców maszerujących przez Warszawę i skrytykował decyzję władz miasta rozwiązującą zgromadzenie m.in. z powodu faszystowskich symboli. Zachował się podobnie jak 11 listopada 2017 r. jego poprzednik minister Mariusz Błaszczak, który nie dostrzegł odpalanych rac i rasistowskich haseł.

PiS na dużo pozwala nacjonalistom z ONR, MW i Szturmu, ewidentnie ich kokietuje, ale ma chyba świadomość, że i tak ich nie oswoi. Szczególnie kiedy podczas masówek nacjonalistycznych pada hasło: „PiS, PO jedno zło!”.

Delegalizować czy edukować

Siła środowisk nacjonalistycznych rośnie w oczach. Co pewien czas pojawiają się apele do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o zdelegalizowanie ONR jako formacji łamiącej Konstytucję RP poprzez jawne głoszenie haseł faszystowskich i nazistowskich i promującej totalitaryzm, ale ten nie wszczyna odpowiedniej procedury. Prokuratury podporządkowane Ziobrze umarzają postępowania przeciwko działaczom nacjonalistycznym, nie dostrzegając w ich retoryce mowy nienawiści, a w używanych symbolach i gestach nic zdrożnego. Ale gdyby nawet doszło do delegalizacji, problem nie zostałby przecież wymazany.

Rację mają ci, którzy uważają, że tzw. edukacji patriotycznej należy przeciwstawić edukację demokratyczną. Niektóre organizacje pozarządowe już ją zaczynają prowadzić, organizując w szkołach prelekcje o zagrożeniach płynących ze strony środowisk nacjonalistycznych. Trwa swoisty wyścig, kto pierwszy dotrze do młodzieży i czyj przekaz będzie atrakcyjniejszy. Na razie, to ewidentne, prostotą przekazu i symboliką punkty nabijają sobie nacjonaliści wspierani przez radykalnych polityków, księży i kibiców piłkarskich, dla których nacjonalizm to część tożsamości.

Kibole wspomagają nacjonalistów finansowo i nikt nie pyta, czy ta kasa pochodzi z legalnych źródeł. Marsze narodowe, jednolite stroje – mundury, flagi, nagłośnienie i cała oprawa tych imprez kosztują spore pieniądze. Większość stowarzyszeń nacjonalistycznych uzyskało status organizacji pożytku publicznego (OPP) i korzysta z jednoprocentowych wpłat odpisywanych przez osoby fizyczne od podatku. Wystarczy wykazać, że prowadzi się działalność edukacyjną bądź charytatywną albo krzewi się patriotyzm. Bycie OPP to też możliwość korzystania z dotacji i grantów przyznawanych przez instytucje publiczne, na przykład na marsze upamiętniające Żołnierzy Wyklętych. Korzystają też ze wsparcia biznesmenów mających serce po właściwej stronie, takich jak pewien znany piekarz z Trójmiasta. Właściciel sieci agencji towarzyskich w zachodniej i północnej Polsce pomaga, jak twierdzi, nie dla reklamy, ale dla dobra sprawy narodowej.

Polityka 36.2018 (3176) z dnia 04.09.2018; Społeczeństwo; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Moja racja to nacja"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Po co nam dzisiaj harcerze

Harcerstwo jest dziś naprawdę potrzebne dzieciakom. Pytanie, czy zda test na orientację. W czasie, przestrzeni i polityce.

Martyna Bunda
15.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną