Podkarpacie z pełnym zakazem aborcji?

Podkarpacki młot na czarownice
Działacze PiS z Podkarpacia forsują pełen zakaz aborcji, który zostałby wprowadzony w regionie uchwałą. Ale niepisany zakaz praktycznie i tak tu obowiązuje.
Wiele szpitali zasłania się klauzulą sumienia personelu i odsyła pacjentki gdzie indziej. Co w przypadku zagrożenia życia matki jest dramatycznym zaniedbaniem i poważnym naruszeniem praw pacjenta.
Ioannis Tsotras/Getty Images

Wiele szpitali zasłania się klauzulą sumienia personelu i odsyła pacjentki gdzie indziej. Co w przypadku zagrożenia życia matki jest dramatycznym zaniedbaniem i poważnym naruszeniem praw pacjenta.

Kobiety z otwartą przyłbicą walczą o swoje prawa przed sądami polskimi i unijnymi. I wygrywają.

Kobiety z otwartą przyłbicą walczą o swoje prawa przed sądami polskimi i unijnymi. I wygrywają.

Uchwała zakazywałaby przerywania ciąży na terenie województwa każdej kobiecie i w przypadku każdej ciąży. Uszkodzonej, pochodzącej z gwałtu – też. A przy okazji likwidowałaby edukację seksualną w szkołach. Działacze PiS z Podkarpacia mówią wprost: nie widzą przeciwwskazań, żeby w ich regionie nie zabijano dzieci nienarodzonych i nie prowadzono edukacji seksualnej niezgodnej z naukami Kościoła. Dlatego postanowili przyjąć stosowną uchwałę. Bogdanowi Romaniukowi, radnemu PiS w Rzeszowie, marzy się wyznaczenie nowych wzorców w kwestii „walki o katolicką rodzinę i zasady moralne”. – Niech z naszego wspaniałego regionu wyjdzie przykład dla innych województw, zacznijmy ten marsz do życia od Podkarpacia – mówi polityk, który zaczynał swoją partyjną drogę w Lidze Polskich Rodzin. Później była Prawica Rzeczypospolitej Marka Jurka, z list której bezskutecznie walczył o mandat posła i eurodeputowanego, aż w końcu osiadł w PiS. Ten absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego dużą część aktywności społecznej poświęca „walce o prawdę w kwestii ratowania Żydów przez Polaków” (został za to odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi) oraz – właśnie – krucjacie „za życiem”. Uchwała „ma być wyrazem poglądów i wartości, jakimi kierują się mieszkańcy regionu”. – Realny termin poddania jej pod głosowanie to czerwiec. Idealnie zbiegłoby się to z międzynarodową konferencją dotyczącą ochrony życia, która w tym czasie odbędzie się w Rzeszowie – radny Romaniuk chętnie godzi się na rozmowę. Dodaje, że konferencja organizowana jest z udziałem marszałka województwa, stowarzyszenia Tak Życiu, przy wsparciu Ministerstwa Zdrowia.

Od Annasza do Kajfasza

Patrycja Mitro, prezes rzeszowskiej Fundacji Prawnikon, mówi, że akurat na Podkarpaciu taka uchwała może nie być konieczna. – Większość naszych lekarzy podpisało „deklarację wiary” i nie wykonują zabiegów, które zgodnie z prawem są ich obowiązkiem. Kobiety nie mają więc prawa do legalnej aborcji, choć gwarantuje im to Konstytucja RP.

Lista kobiet – ofiar podkarpackich sumień tymczasem się wydłuża. Kilka tygodni temu do Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny zgłosiła się osoba, która chce pozwać do sądu szpital w Rzeszowie. Pani Monika (chce pozostać anonimowa) zaszła w ciążę w połowie 2017 r. Szczęśliwa czekała na narodziny dziecka. Jej świat runął, kiedy syn przyszedł na świat. Maks urodził się z zespołem Downa. Jak twierdzi pani Monika, lekarz prowadzący zbyt późno powiadomił ją o poważnych wadach płodu. Nie dano jej możliwości samodzielnego podjęcia decyzji.

Beata miała – niby – więcej szczęścia. Lekarz w 24. tygodniu ciąży poinformował ją o ciężkim uszkodzeniu płodu. Ale na tym skończyło się dla niej prawo. Zamiast profesjonalnej pomocy na Podkarpaciu mogła liczyć jedynie na współczucie. Żaden ze szpitali nie chciał wykonać legalnego zabiegu, choć lekarze mieli taki obowiązek. Kobieta stanęła przed wyborem: albo donosi ciążę, urodzi dziecko, które ze względu na liczne wady płodu umrze po kilku dniach, albo dokona aborcji. Zdecydowała się na ten drugi krok, jednak musiała szukać pomocy lekarskiej na Mazowszu. Ale i tam natrafiła na przeszkody. Odbijała się od drzwi kolejnych gabinetów. Powody odmowy były różne. Niektórzy lekarze mówili wprost: pani jest z Podkarpacia, proszę tam iść po pomoc.

Marta, również z Podkarpacia, kilka lat temu urodziła syna Oskara, z wodogłowiem, wadą serca i całkowicie niesprawną lewą ręką. Lekarz zataił przed rodzicami informację o wadach płodu. – Doskonale wiedział, że płód jest uszkodzony. Podczas rutynowej kontroli zapytał mnie, co bym zrobiła, gdybym dowiedziała się, że dziecko urodzi się niepełnosprawne. Odpowiedziałam bez wahania, że usunęłabym. Od tamtej pory milczał. Trudno opisać emocje, jakie się kotłowały w matce, kiedy zobaczyła syna. Radość przykryły ból, szok, niedowierzanie, cierpienie – mówi Marta.

Takich przypadków znamy dużo więcej. Często docierają do nas z opóźnieniem – mówi Kamila Ferenc z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. – Zdarza się, że kobiety dopiero po dwóch latach zgłaszają się z prośbą o interwencję. Przeżycia są tak trudne, że potrzebują czasu. Poza tym boją się stygmatyzacji i kolejnego upokorzenia.

Wiara silniejsza niż prawo

Od 1993 r. aborcja w Polsce jest dopuszczalna w trzech przypadkach: kiedy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu matki; gdy badanie prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu oraz nieuleczalnej choroby oraz gdy ciąża pochodzi z przestępstwa, np. z gwałtu.

Tyle teoria. Praktyka, nie tylko na Podkarpaciu, daleko się z nią rozchodzi. Kobiety z Rzeszowa i okolic nie mogą liczyć na respektowanie swoich praw. Tzw. kompromis aborcyjny (środowiska kobiece protestują, kiedy restrykcyjną ustawę z 1993 r. nazywa się „kompromisem”) został w praktyce zniweczony przez klauzulę sumienia lekarzy. Do tej pory tzw. deklarację wiary w całej Polsce podpisało blisko 3 tys. osób, głównie medyków. Wśród nich aż 500 z Podkarpacia.

Deklaracja wiary to sześciopunktowy zapis, który powstał z inicjatywy dawnej przyjaciółki Jana Pawła II dr Wandy Półtawskiej. Jej sygnatariusze podkreślają w dokumencie swoje przywiązanie do wiary katolickiej i deklarują, że prawo Boże ma dla nich pierwszeństwo przed prawem ludzkim, także w sferze zawodowej. W dokumencie czytamy m.in., że „ciało ludzkie i życie, będące darem Boga, jest święte i nietykalne”, a „moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga”. Przeciwnicy nazywają dokument deklaracją fanatyzmu. Podkreślają, że aż pięć punktów uniemożliwia wykonywanie zawodu lekarza.

Nie może dochodzić do sytuacji, kiedy prywatne poglądy zaczną przekładać się na prawo do świadczeń. Pacjentka, zapisując się na wizytę do konkretnego lekarza, zarówno w publicznej, jak i w prywatnej placówce, powinna mieć świadomość, że może jej np. odmówić wypisania recepty na środki antykoncepcyjne. Jednak to nie lekarz powinien dbać o zabezpieczenie dostępu do świadczeń. To obowiązek dyrektorów szpitali czy przychodni, aparatu państwa. Nie można zmusić lekarza, żeby robił coś wbrew swoim przekonaniom, ale też nie można łamać praw pacjentów. Prof. Ewa Łętowska, była rzeczniczka praw obywatelskich, idzie jeszcze dalej. Twierdzi, że szpitale, w których wszyscy lekarze odmawiają wykonania zabiegów, powołując się na deklarację wiary, nie powinny korzystać z kontraktów Narodowego Funduszu Zdrowia. Klauzula sumienia jest wyrazem przekonań światopoglądowych, a nie aktem prawnym.

Żadna nie chce być wytykana

Jeszcze w 2015 r., według danych NFZ, w regionie podkarpackim dokonano ośmiu aborcji: najwięcej w prywatnym rzeszowskim szpitalu Pro-Familia; dwie – w szpitalu przy ul. Lwowskiej w Rzeszowie i jedną w Sanoku. Sytuacja zmieniła się rok później, kiedy prywatna klinika została zaatakowana 30 pikietami organizacji Pro-life. Na transparentach widniały hasła: „Aborcja jest zabójstwem”, „Szpital zabija dzieci”. Wtedy wszyscy lekarze podpisali klauzulę sumienia. Oficjalnie – bez związku z protestami.

Obecnie na całym Podkarpaciu nie ma więc ani jednego lekarza, który wykonałby zabieg legalnej aborcji. Dlaczego? Pod imieniem i nazwiskiem żaden z medyków nie chce się wypowiadać. Anonimowo przyznają: – Przyczyną jest polityka i presja społeczna. Jeśli w miasteczku większość mieszkańców zagłosowała za PiS, partia rządzi na każdym szczeblu, żadna placówka nie będzie chciała nadstawiać głowy. Lekarze obawiają się też pikiet z transparentami i zdjęciami płodów przed szpitalami. Nie chcą widzieć swoich zdjęć umieszczonych na transparentach. Dla NFZ to nie problem. Skoro pacjentki nie zgłaszają się ze skargą, to nie ma o czym mówić. Tylko skarga daje podstawę do wszczęcia postępowania przeciwko placówce medycznej. Za brak możliwości udzielenia świadczeń na szpital może zostać nałożona kara finansowa lub rozwiązana umowa.

Ale brak skarg nie oznacza, że problemu nie ma. – Kobiety boją się potępienia, wytykania palcami – mówi Patrycja Mitro. – Przecież jeśli tylko by się rozniosło po okolicy, że skarży się na szpital, bo nie chciał wykonać jej aborcji, byłaby gorzej niż pohańbiona. I ona, i jej dzieci.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną