Społeczeństwo

Beata Kempa i Beata Szydło. Razem w rządzie, razem do Brukseli

Beata Kempa i Beata Szydło. Razem w rządzie, razem do Brukseli

Beata Szydło i Beata Kempa Beata Szydło i Beata Kempa Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Była szefowa rządu oraz była szefowa jej kancelarii postawiły sobie za cel ochronę prawdziwie europejskich wartości, praw rodziny i zmianę unijnej polityki migracyjnej. Tym chcą się zająć w Parlamencie Europejskim.

„Wysyłamy do Parlamentu Europejskiego drużynę absolutnie wiarygodną. Nasza praca w rządzie przygotowała nas do pracy w Brukseli” – tak komentowała obsadę jedynek Zjednoczonej Prawicy Beata Kempa.

Aż ośmiu ministrów rządu Mateusza Morawieckiego znalazło się na listach do europarlamentu. Oprócz największej niespodzianki – Joachima Brudzińskiego – oraz pełnomocniczki ds. pomocy humanitarnej, startują Beata Szydło (wicepremier ds. społecznych), Anna Zalewska (ministra edukacji) czy Elżbieta Rafalska (ministra rodziny, pracy i polityki społecznej).

Jeśli dwa z 52 polskich miejsc w Brukseli zajmą Beata Kempa i Beata Szydło (obie startują z miejsc „biorących”), to – jak wynika z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej” – ich rządowe stanowiska zostaną zlikwidowane. Oba utworzono na przełomie 2017 i 2018 r. w wyniku rekonstrukcji rządu wywołanej aferą z nagrodami dla ministrów. Szydło tekę wicepremiera otrzymała od razu, a Beata Kempa, była szefowa jej kancelarii, na nowe stanowisko czekała tydzień.

Czytaj także: PiS ucieka przed debatą o nagrodach dla ministrów

Pomoc dla uchodźców? Tylko na miejscu

„Polski rząd dostrzega potrzebę intensyfikacji działań wspierających pomoc humanitarną” – takie było uzasadnienie dla powołania w rządzie stanowiska ministra, którego zadaniem jest „koordynacja oraz kształtowanie kierunków polskiej pomocy humanitarnej”. Z Beatą Kempą rozmawiamy w KPRM. – Unia Europejska jest za przymusową relokacją uchodźców. Nasza strategia polega natomiast na niesieniu pomocy na miejscu. Jej celem jest bycie o krok przed przemytnikami ludzi. Trzeba bowiem pamiętać, że większość imigrantów przybywa do Europy na zasadzie „zaproszeń”.

Kwoty, jakie Polska przeznaczała na pomoc humanitarną, stopniowo rosły do 2017 r. W 2015 r. były to 23, a w 2017 już 173 mln zł. W 2018 r. pomoc zmniejszyła się do 153 mln zł, co departament tłumaczy konsekwencją (narzuconej) wielkości wpłat do międzynarodowych agend pomocowych.

I wymienia konkretne projekty, które udało się zrealizować: w Syrii leczenie ok. 800 dzieci i młodzieży w Aleppo. Montaż „materiałów namiotowych” dla ok. 1600 rodzin w Aarsal w Libanie. Program dożywiania dla 1300 matek i dzieci w obozach dla uchodźców w Jordanii. Domy modułowe dla 500 rodzin w okolicach Mosulu, dzięki czemu możliwy jest „po porażce ISIS powrót części uchodźców do Mosulu i jego okolic”.

Beata Kempa powołuje się na międzynarodowe kontakty. Wynika z nich, że kraje, z których pochodzi największa liczba uchodźców, oczekują przede wszystkim pomocy na miejscu. – Arcybiskup Aleppo, z którym spotkałam się w Krakowie, wciąż powtarza apele o nieprzyjmowanie uchodźców. Uważa, że należy pomagać tam, gdzie potrzebujący mieszkają, i że próba przemieszczania chrześcijan z Syrii jest szkodliwa. To samo mieli jej mówić przedstawiciele irackiego rządu, zwłaszcza minister zdrowia.

Kempa przypomina, że kilka lat temu, na początku kryzysu migracyjnego, apelowano o sprowadzenie do Polski 200, 300 sierot z Syrii. – Dzięki polskiej pomocy na miejscu, do czego przekonałam swoich adwersarzy, udało się wyleczyć dużo większą liczbę osób bez potrzeby przemieszczania ich do obcego dla nich kraju i fundowania im traumy – uważa. W czasie spotkań słyszy prośby, żebyśmy absolutnie nie zgadzali się na przymusową relokację uchodźców w Polsce i utrzymywali kierunek pomocy na miejscu. – To, co mówią zwykli ludzie – nie tzw. elity – jest dla mnie najważniejsze – zapewnia Kempa.

Ale „polska pomoc na miejscu” to wciąż kropla w morzu potrzeb: tylko z Syrii uciekło 2,6 mln dzieci od wybuchu wojny osiem lat temu, 1,7 mln dzieci nie chodzi do szkoły, a 70 proc. Syryjczyków żyje poniżej granicy ubóstwa. Organizacja Narodów Zjednoczonych od lat rekomenduje 0,7 proc. PKB jako kwotę docelową, którą jej członkowie powinni przeznaczać na pomoc zagraniczną. Do dziś mało który kraj spełnił ten cel.

Pod względem wielkości udzielanej pomocy humanitarnej w stosunku do wielkości gospodarki Polska jest na 27. miejscu na 29 państw należących do Komitetu Pomocy Rozwojowej OECD. Jak policzyło OKO.press, na obsługę kancelarii prezydenta wydajemy więcej niż na pomoc humanitarną (ponad 200 mln zł), a na Instytut Pamięci Narodowej nawet ponad dwa razy więcej (363 mln). Trudno bardziej obrazowo pokazać, jaka jest rzeczywista skala polskiej pomocy.

Brukselskie plany minister Kempy

15 maja Polska została oskarżona przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej o niewykonanie zobowiązania w zakresie relokacji uchodźców. Według Beaty Kempy polski przykład pokazuje, że można w inny sposób podejść do migracji, czyli usuwać jej przyczyny. Jej zdaniem to powinien być jeden z celów UE. I takie zadanie postawiła sobie w nowym Parlamencie Europejskim.

– Z pewnością też wykorzystam inne moje doświadczenia zdobyte w rządzie, m.in. jako wiceminister sprawiedliwości czy szef kancelarii premiera. Będę działać na rzecz poszanowania dla wartości, na jakich powstała Unia, a więc tradycji i tożsamości – mówi. – Najważniejsze jest to, żeby w nowym PE był taki układ sił, by skończyć z dyktatem pojedynczych osób. My taki dyktat przeżywaliśmy przez lata: najpierw zabory, potem II wojna światowa, następnie komuna. Teraz jesteśmy uwrażliwieni na to, kiedy ktoś mówi, jaką mamy prowadzić politykę. Unia musi zmierzać do poszanowania porządków prawnych państw członkowskich i niewłączania się w bieżące spory polityczne. Polacy muszą mieć tego świadomość – wyznaje.

Co tak naprawdę robi Beata Szydło?

Stanowisko wicepremier ds. społecznych zostało stworzone dla Beaty Szydło po tym, jak w grudniu 2017 r. została pozbawiona funkcji premiera i zastąpiona przez Mateusza Morawieckiego. W przeciwieństwie do wicepremiera Gowina, który jest jednocześnie ministrem nauki, czy Piotra Glińskiego, szefa resortu kultury, Szydło jest ministrem bez teki, a co za tym idzie, bez konkretnych obowiązków, dlatego od początku tę nominację odbierano jako sposób na to, żeby dotrwać do czasu wyjazdu do Brukseli.

Szydło sama o sobie mówi, że jest wicepremierem, „który ma dużo pracy”. „Między innymi zajmuję się sprawami społecznymi, kierując Komitetem Społecznym Rady Ministrów” – tłumaczy swoją rolę w rządzie. Ale jako wicepremier ds. społecznych nie włączyła się choćby w sprawę protestu policjantów w ubiegłym roku. Tłumaczyła, że „wicepremier nie może wchodzić w uprawnienia konstytucyjne poszczególnych ministrów. A jeśli chodzi o negocjacje z policjantami, to pan minister Brudziński świetnie sobie radzi”. Nie była obecna także wtedy, kiedy na ulice wychodziły pielęgniarki, przedstawiciele pomocy społecznej, przedstawiciele administracji sądowej i prokuratorzy. Ani razu nie pojawiła się w Sejmie w czasie protestów Rodzin Osób Niepełnosprawnych.

Włączyła się dopiero w negocjacje z nauczycielami. Dużo bardziej lubiana niż Anna Zalewska, przez niektórych nawet ukochana za zwyczajność, ogłosiła porozumienie z „Solidarnością”, ale nie potrafiła przedstawić sensownej propozycji innym centralom związkowym – ZNP i Forum Związków Zawodowych.

Kancelaria premiera informowała, że w pierwszym roku wicepremierostwa Szydło odbyła ok. 200 spotkań i podróży służbowych. To „przedsięwzięcia związane z działalnością Komitetu Społecznego Rady Ministrów, otwarte spotkania z mieszkańcami, spotkania naukowe, rozmowy z samorządowcami, uroczystości o charakterze patriotycznym oraz religijnym”.

Według niej „Unia Europejska musi wracać do korzeni, bo gdzieś się pogubiła. Poszła w kierunku, w którym brakuje równości, poszanowania, tolerancji i poczucia bezpieczeństwa” – podkreśliła podczas spotkania wyborczego z mieszkańcami Włoszczowy. W czasie kampanijnej trasy przekonywała elektorat PiS, że to ważne wybory, bo będziemy w nich decydowali „o prawie Polaków do własnej waluty, prawie rodziców do wychowywania dzieci, wartości, które budują naszą tożsamość i poczucie bezpieczeństwa w Polsce i Europie”.

Angielski? Była premier wciąż nad tym pracuje, żeby móc lepiej pertraktować w czasie zakulisowych negocjacji w Brukseli.

Wybory do Parlamentu Europejskiego – kiedy głosujemy?

Swoich reprezentantów w Brukseli i Strasburgu wskażemy w wyborach 26 maja. Polska ma do obsadzenia 52 miejsca, choć jeden z nich nie obejmie mandatu od razu, bo Wielka Brytania przez jakiś czas będzie państwem członkowskim wspólnoty.

Nowa, dziewiąta kadencja Parlamentu Europejskiego rozpocznie się 2 lipca. W czasie pierwszej sesji europosłowie wybiorą przewodniczącego, 14 wiceprzewodniczących i pięciu kwestorów Izby. Zadecydują też o liczbie i składzie komisji stałych parlamentu.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną