Społeczeństwo

Krótki przewodnik po pedofilii

Pedofilia: odmiany, przyczyny, leczenie

„Pedofilia należy do zaburzeń preferencji seksualnych”. „Pedofilia należy do zaburzeń preferencji seksualnych”. Sercan Kucuksahin/Anadolu Agency/ABACA / EAST NEWS
Rozmowa z dr. Sławomirem Jakimą, seksuologiem, psychiatrą, psychoterapeutą.
Dr n. med. Sławomir Jakima, psychiatra.Marcin Obara/PAP Dr n. med. Sławomir Jakima, psychiatra.

EWA WILK: – Większość ludzi – w tym politycy dziś tak burzliwie debatujący nad tą sprawą – rozumie pedofilię prosto: to skłonność do relacji seksualnych z dziećmi. Dlaczego seksuologia tę definicję komplikuje?
SŁAWOMIR JAKIMA: – Ponieważ to jest tylko część prawdy. Pedofilia jest terminem medycznym – ani prawnym, ani kryminalistycznym. W Kodeksie karnym nie ma słowa pedofilia, jest art. 200, mówiący o kontakcie seksualnym z osobą nieletnią poniżej 15. roku życia.

Czyli jest to choroba?
Pedofilia należy do zaburzeń preferencji seksualnych. W Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD 10, obowiązującej w Polsce i Europie, należy do grupy tzw. parafilii, dawniej określanych terminami: dewiacja, perwersja, zboczenie. To takie zachowania człowieka, gdy pewien obiekt – niebędący dorosłym partnerem czy partnerką – staje się dla sprawcy najbardziej preferowanym, powodującym największe podniecenie, pożądanie lub dającym największą satysfakcję seksualną.

Na przykład dziecko?
Tak. W przypadku innych parafilii obiektem może być np. zwierzę (to zoofilia) lub określone rzeczy (fetyszyzm). Zaś jeśli chodzi o zachowania dające największą satysfakcję seksualną, to niekoniecznie w grę wchodzi stosunek płciowy. Mogą być to zachowania dające najbardziej oczekiwane podniecenie seksualne, np.: sadyzm czy masochizm, podsłuchiwanie, podglądanie, ocieranie się. Część parafilii podlega ocenie prawnej i leczeniu, ale większość – nie.

Podlegają zapewne te, które wyrządzają krzywdę „obiektom”?
Kryterium jest tu brak zgody lub brak możliwości wyrażenia zgody na czynności seksualne. Dlatego penalizowane są pedofilia, ekshibicjonizm, froteryzm, czyli ocieranie się, wojeryzm, czyli podglądactwo, nekrofilia (bardzo rzadka) czy zoofilia. Dla przestępców seksualnych obiekt nie jest podmiotem, lecz przedmiotem. Nie ma z nim relacji uczuciowych, służy tylko do zaspokojenia dewiacyjnych potrzeb.

Odmiany

Na razie wszystko jest proste. Ale samą pedofilię rozmaite podręczniki dzielą na rozmaite odmiany. Jak w tym się połapać?
Co autor, to systematyka. Zwykle dość sztuczna. Poza jednym podziałem: na pedofilię preferencyjną (zwaną też właściwą) oraz zastępczą. W pierwszym przypadku dziecko jest jedynym lub najatrakcyjniejszym obiektem pożądania seksualnego. Druga grupa sprawców (pedofilia niepreferencyjna, zastępcza) dopuszcza się czynów pedofilnych, choć dziecko nie jest ani jedynym, ani preferowanym obiektem. Często dochodzi do tego np. pod wpływem alkoholu albo też błędnego wzięcia 14-letniej dziewczynki za dorosłą kobietę.

To rozróżnienie ma kolosalne znaczenie w leczeniu. Pedofilia preferencyjna jest praktycznie nie do wyleczenia. Takie osoby zawsze będą chciały ten swój pociąg zrealizować.

Amerykańska Klasyfikacja Chorób DSM-V wymienia też inną grupę pedofili. Zakłada, że istnieją osoby, które mają fantazje związane z seksem z dziećmi i czasem w ich trakcie dokonują automasturbacji, ale nie mają kontaktów cielesnych z dziećmi, nie dlatego, że nie mogą tej perwersji zrealizować, tylko dlatego, że wiedzą, iż mogliby skrzywdzić dziecko. Wiedzą też, że mogą mieć kłopot ze znalezieniem innej formy satysfakcjonującego seksu. Za to się nie karze. Karze się za czyny pedofilne. One przybierają różne formy. Ludzi najbardziej bulwersuje zgwałcenie.

Gdy dochodzi do penetracji?
Istnieją różnego rodzaju penetracje: dopochwowa, doodbytnicza, do jamy ustnej. Te ostre stanowią tylko ok. 10 proc. zachowań pedofilnych. Większość polega na rozbieraniu się, dotykaniu części intymnych dziecka, masturbacji, całowaniu. Są teoretycznie mniej inwazyjne niż stosunek, ale też są formą kontaktu seksualnego.

Ciumkanie, jak to określił przed laty wtedy jeszcze prokurator Stanisław Piotrowicz, też?
Też. Generalna reguła brzmi tu tak: każdy kontakt seksualny dla dziecka jest psychologiczną traumą. I może odezwać się po latach. Podobnie oglądanie pornografii z udziałem dzieci, jej rozpowszechnianie oraz wytwarzanie filmów o tej treści.

Duża część opinii publicznej współczuje ludziom, którzy po latach publicznie ujawniają ponure doświadczenia z dzieciństwa. Ale całkiem spora część naszego społeczeństwa reaguje z niechęcią i niedowierzaniem. Posądzają ich o robienie tego „dla kasy”, o fantazjowanie. Pytają: skoro chłopak wiedział, że robi coś niedobrego, a nawet czuł obrzydzenie, to po co latami sam łaził na tę plebanię?
Pedofil ma do czynienia z dzieckiem, czyli osobą, która nie jest w stanie podjąć samodzielnej decyzji, bo coś złego się dzieje. Dziecko ufa zawsze, a szczególnie tym osobom, którym ufać powinno. Dlatego sprawcami większości zachowań seksualnych wobec dzieci są osoby z ich najbliższego otoczenia. Ponadto pedofil najczęściej aranżuje tzw. zachowanie tajemnicy – to nieodzowny element tzw. cyklu dewiacyjnego.

Cykl

Co to jest ten cykl?
Pierwszy etap to narastające napięcie, spowodowane rozmaitymi czynnikami: od snucia fantazji seksualnych po rozmaite zdarzenia naruszające równowagę emocjonalną, w rodzaju kłótni czy upojenia alkoholowego. Pedofil zaczyna szukać możliwości wyładowania seksualnego. Masturbacja nie zawsze pomaga. I pojawiają się tzw. pozornie nieważne decyzje: zawsze chodziłem do domu ulicą, ale teraz pójdę przez park. Niby przypadkowo. Albo podejdę pod szkołę. Potem dochodzi do wyboru ofiary.

To nie jest tak, że pedofil natychmiast atakuje. Obserwuje, siedzi na ławce i znów narasta w nim podniecenie. Później próbuje kontaktu z upatrzoną ofiarą. Różnie to może wyglądać: zaproszenie, danie gumy, zapłacenie za słodycze, ale też atak na klatce schodowej. Wreszcie dochodzi do etapu zapewnienia sobie tajemnicy, wciągnięcia w nią dziecka albo zastraszenia. Potem w pedofilu pojawiają się objawy depresyjne. Problem, że to wcale nie depresja, tylko lęk przed złapaniem i karą. Wreszcie przychodzi spokój. Do następnego cyklu.

Na długo?
Różnie. Przerwa może trwać wiele miesięcy, ale może też dochodzić do serii ataków.

Kastracja

Nic dziwnego, że tak wiele osób myśli: no to tych drani trzeba przymusowo kastrować. Nie będzie wzwodu – nie zgwałci, tak myślą.
Kiedyś bardzo niefortunnie użył terminu kastracji chemicznej premier Donald Tusk. Przed kilkoma dniami słyszałem wypowiedź pani Beaty Kempy, że nie spotkała za czasów Tuska ani jednej wykastrowanej osoby. To, co czytamy w internecie – wykastrować, pozamykać – nic nie da. Tak jak nic nie da wydłużenie okresu kary.

U przestępców seksualnych stosuje się leki faktycznie nazywane potocznie kastracją chemiczną, zaś np. u naszych południowych sąsiadów czy w niektórych stanach USA – na wyraźne życzenie sprawcy lekarze dokonują kastracji chirurgicznej.

Tzw. kastracja chemiczna najczęściej polega na regularnym zażywaniu specyfików obniżających poziom testosteronu. Stosuje się też antydepresanty z grupy SSRI, które zwiększają poziom serotoniny i mogą osłabić kompulsywne zachowania seksualne. Problem, że podawanie wszystkich tych leków kompletnie nie rozwiązuje sprawy.

Dlaczego to nie działa?
Ponieważ nie zmienia preferencji. Zmniejsza podniecenie i pożądanie. Ale leku można po prostu nie wziąć. Jeśli farmaceutyków nie połączy się z leczeniem psychoterapeutycznym, to nie ma szans na efekt.

Leczenie

Ale przecież mówi pan, że część parafilii, w tym pedofilia preferencyjna, jest nieuleczalna!
Nie leczymy pedofili dla pedofili – by „wyzdrowieli”, lecz by nie dopuszczali się recydywy. Terapia ma kilka etapów. Po pierwsze pedofil musi dostrzec, że krzywdzi dziecko. I to jest najtrudniejszy etap. Bo przestępcy seksualni stosują dwa podstawowe mechanizmy obronne: zaprzeczenie i racjonalizację.

Powiadają ofierze: też ci było miło, chciałeś tego?
Nie mają poczucia krzywdzenia dziecka. Rozmowa z osobą skazaną, nawet gdy już wyjdzie z zakładu karnego, jest trudna – trzeba nieraz godziny, żeby sprawca był w stanie powiedzieć, za co został skazany.

Wyeliminowanie tego mechanizmu obronnego to kolejny etap leczenia: pedofil musi się nauczyć rozpoznawać sytuacje, kiedy pojawia się silne napięcie i podniecenie. Uczy się też, jak zapobiegać możliwości realizacji (znajomość własnego cyklu dewiacyjnego).

I tu dochodzimy do bardzo ważnej sprawy: koniecznością jest monitorowanie zachowań sprawcy po opuszczeniu zakładu karnego oraz jego dalszego leczenia, czyli jednej z tych rzeczy, których nie ma w Polsce. Leczenie bowiem powinno praktycznie trwać do końca życia.

Pewnie wiele z tych osób cierpi też na inne zaburzenia psychiczne?
W grę mogą wchodzić inne parafilie, ale też np. zaburzenia osobowości. Anna Salter, znakomita amerykańska badaczka problemu, pisze, że jeżeli mamy do czynienia z socjopatą (psychopatą), to gdy zgłasza się on na leczenie, skrzywdził prawdopodobnie już około 20 ofiar; pedofil bez poważnych zaburzeń osobowości – około pięciu. Socjopaci, psychopaci, sadyści są trudnymi pacjentami, bo potrafią rozwalić każdą grupę terapeutyczną i fantastycznie manipulować personelem leczącym. To osoby, które nie mają empatii, nie czują innych ludzi, nie potrafią kochać, są skierowane tylko na siebie. Dla psychopaty gwałcone dziecko jest przedmiotem.

Przyczyny

Podobno pedofile świadomie wybierają zawody, w których będą mieli kontakt z dziećmi: nauczyciel, trener, ksiądz, pediatra.
A nawet podświadomie. Mówimy o tzw. pozornie nieważnych decyzjach, czyli wybieraniu zawodów umożliwiających łatwiejszy dostęp do dzieci. Preferencja ustala się mniej więcej w 18.–19. roku życia.

Wiadomo, dlaczego u niektórych jest to właśnie pedofilia?
Nie znamy dokładnie przyczyny pedofilii – wiadomo na pewno tyle, że nie jest ona uwarunkowana genetycznie. Badania nie są tu do końca miarodajne, bo większość danych mamy z zakładów karnych. Pedofil nigdy dokładnie nie powie, jak wygląda sprawa, ponieważ przyznanie się do kolejnej ofiary – inaczej niż np. w przypadku złodzieja – nie spowoduje złagodzenia kary. Wielu na pewno przeszło molestowanie w dzieciństwie. Duża część padła ofiarą czynów kazirodczych. Istnieje też pewna grupa pedofili preferencyjnych, którzy z powodu swojej niedojrzałości emocjonalnej są na tym samym poziomie seksualnym co dzieci. Pedofile są, byli i będą. Z najnowszych badań, opublikowanych np. w kanadyjskiej prasie naukowej wynika, że dotyczy to aż 5 proc. ludzkiej populacji, z czego 99 proc. to mężczyźni. Ofiarami najczęściej są dziewczynki, zazwyczaj w wieku 8–11 lat, chłopcy 9–12-letni.

Celibat

Dziś można odnieść wrażenie, że to szczególna przypadłość księży. Wielu uważa, że sprawę trzeba tu załatwić w najprostszy sposób: znieść celibat i pozwolić dzielić im życie, w tym łoże, z kobietami.
Przyczyną obecnego szumu wokół pedofilii w Kościele jest fakt, że mało kto może tolerować taką obłudę. Każda religia i każdy totalitaryzm chcą kontrolować ludzką seksualność. Określać normy, potępiać, orzekać, czy wolno uprawiać seks przedmałżeński i stosować antykoncepcję, rozstrzygać, czym jest homoseksualizm albo czy transseksualista może chodzić do kościoła.

Polski Kościół wydaje się bliski obsesji na tym punkcie.
Ja bym nie nazwał tego obsesją. Widzę tu przede wszystkim obłudę.

Czy samo wyrzeczenie się seksu przez młodego człowieka, gdy jeszcze do końca nie jest świadom swej orientacji i tożsamości seksualnej, a potem wrzucenie go w sytuację, gdy tym seksem innych ciągle się zajmuje, spowiada z masturbacji, zdrad, „grzesznych myśli”, nie wzmaga po prostu podniecenia?
Nie odpowiem na to pytanie. Nie było takich badań. Jednak jest pewna sprzeczność w sytuacji, kiedy osoba będąca w celibacie ma doradzać osobom, które żyją w związkach i uprawiają seks.

Co do zrobienia

Trwa polityczna licytacja na pomysły, co zrobić z problemem pedofilii. 30 lat więzienia albo i dożywocie, podniesienie granicy „nieletniości” do 16. roku życia, zniesienie możliwości zawieszenia kary itd. Co trzeba, pańskim zdaniem, w Polsce zrobić?
Zbudować system. Prosty i spójny, który można skopiować z innych państw, np. Wielkiej Brytanii, gdzie nasilenie czynów pedofilnych jest mniejsze niż u nas. To stworzenie ośrodków – również ambulatoryjnych – leczenia pedofili, a przede wszystkim procedur monitorowania tych osób.

Zgodnie z Kodeksem karnym preferencje seksualne człowieka jest w stanie ocenić tylko lekarz seksuolog lub seksuolog kliniczny, czyli psycholog, który ma certyfikat Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Pracować z takimi ludźmi powinny osoby mające odpowiednie kwalifikacje i wiedzę.

Dziś kolej rzeczy przedstawia się tak: na sześć miesięcy przed końcem kary dyrektor zakładu powołuje biegłego, który ma ocenić, czy zagrożenie recydywą jest wysokie, czy też bardzo wysokie.

Rozumiem, że nikłego albo średniego w ogóle się nie orzeka.
Nie. (Podobnie zresztą dzieje się już w trakcie skazywania. Przy bardzo wysokim zagrożeniu idzie się do zakładu karnego, przy wysokim w grę wchodzi możliwość wyroku w zawieszeniu). Po wyroku – jeśli jest bardzo wysokie, to taka osoba jest kierowana na leczenie do ośrodka w szpitalu psychiatrycznym o specjalnym zabezpieczeniu – z drutami kolczastymi itd. Sąd bowiem na podstawie orzeczenia biegłych może skierować taką osobę na przymusowe leczenie. Idzie więc ona do szpitala i nie ma jasności, kiedy wyjdzie. Myśli: przecież odsiedziałem już swoje 10 lat. Ale pytanie: kto się podpisze pod decyzją, że ta osoba może wyjść? W psychice biegłych też istnieje prosty, ludzki strach: wypuszczę, a on coś zrobi, jutro będę na pasku w TVN.

To jest jednak druga kara dla tych ludzi. Ci inteligentni wcześniej czy później piszą do rzecznika praw pacjenta, bo przecież są pacjentami, a nie osadzonymi. Pojawia się problem dostępu do laptopów. Mają do tego prawo, lecz ja na to nie pozwalam, bo wcześniej czy później dotrą do pornografii dziecięcej. Ale oni piszą i dostają zgody.

Sądy kierują pedofili do ośrodków bez żadnej selekcji. Część z nich nie umie czytać i pisać, jest upośledzona w stopniu umiarkowanym. Weźmy jednak nawet w miarę rozumnego pedofila, który mieszka na wsi. Wraca z więzienia i szpitala, jest społecznie wyautowany, nie ma pracy, pieniędzy, a sąd mówi o kontynuowaniu leczenia. To on pyta: dokąd i za co ja mam pojechać? Sąd powinien wyznaczyć to miejsce. Tyle że ich w Polsce nie ma.

Więc taki podleczony czuje, że nadchodzi cykl…
To nie są ludzie, którzy wszystko zrozumieli w trakcie terapii. Leczenie zmniejsza recydywę o 30–40 proc. Jestem za leczeniem, ponieważ pedofil dostaje pewną wiedzę, co da się z tym zrobić i nie może potem tłumaczyć się: ja nie wiedziałem. Można go pytać: jak cię naszło, to dlaczego nie skorzystałeś z pomocy, nie poszedłeś do szpitala czy na komisariat?

No tak: idzie pedofil do polskiego komisariatu i mówi, że go naszło… Wolne żarty.
Planowano niedawno konferencję na ten temat w Szczytnie, w centrum szkolenia oficerów policji. I w ostatniej chwili komendant rektor zrezygnował. Szkoliłem kiedyś sędziów; mówili: gdyby takich zajęć było więcej!

Wreszcie otoczenie społeczne. W USA istnieje tzw. prawo Megan od imienia dziewczynki, która została zamordowana przez pedofila. Sąsiad wie, kto kim jest. Jednakże zbudowano tam swoiście rozumianą pomoc dla ludzi z tą parafilią. To nie ma nic wspólnego z tolerancją: wiem, jaki ty jesteś, ale może teraz pomogę ci dostać pracę, tyle że na pewno bez dostępu do dzieci, do szkół.

I pewnie pilnie potrzebna jest edukacja dzieci.
Tak, byle nie na zasadzie strachu, ale uwrażliwienia. Wreszcie ostatnia sprawa: kara za czyny pedofilskie powinna być nieunikniona. Podkreślę, żeby nie było nieporozumień – nie jestem przeciw karaniu przestępców seksualnych. Jestem za ich leczeniem. Ale wiem, że zmian systemowych nie przeprowadził żaden rząd. Żeby zabrać się za ten problem poważnie, musi nad nim zapaść polityczna cisza. Potrzebne jest uznanie przestępstw seksualnych za problem niepolityczny. I oddanie go w ręce fachowców.

ROZMAWIAŁA EWA WILK

***

Sławomir Jakima, dr n. med., psychiatra, seksuolog, certyfikowany psychoterapeuta Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Redaktor naczelny „Seksuologii Polskiej”, oficjalnego czasopisma naukowego PTS. W swej praktyce od 25 lat styka się z pedofilami; obecnie jest m.in. superwizorem w szpitalu psychiatrycznym w Choroszczy.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną