Społeczeństwo

Smutna historia szopa Edwarda

Smutna historia szopa Edwarda

Szop Edward Szop Edward szopedward / Instagram
Edward zginął, zamęczony przez ludzi, którym zabrakło wyobraźni i wiedzy. Zapłacił najwyższą cenę za to, że zaprzyjaźnił się z człowiekiem.

Mało wydarzeń jest tak zasmucających jak sprawa szopa Edwarda z Olsztyna. Edward zginął, zamęczony przez ludzi, którym zabrakło wyobraźni i wiedzy. Zapłacił najwyższą cenę za to, że zaprzyjaźnił się z człowiekiem.

Był istotą oswojoną, powszechnie znaną w Olsztynie, można nawet powiedzieć, że sławną. Pomagał ludziom, razem ze swoją przyjaciółką i opiekunką brał udział w akcjach charytatywnych, bywał w szkołach i placówkach opiekuńczych, miał swoich fanów w internecie. Ludzie go kochali, a on nie bał się ludzi, bo widocznie myślał, że wszyscy są tak życzliwi zwierzętom jak jego opiekunka.

Smutna historia szopa Edwarda

Szopy to zwierzęta bardzo mądre, ciekawskie i zabawowe, poszukiwacze przygód, muszą zajrzeć w każdy kąt i dotknąć wszystkiego, potrafią zdemolować cały dom pod nieobecność właścicieli. Są często bohaterami filmów, jakie trafiają do internetu, mnóstwo tam materiałów o zabawnych, inteligentnych zwierzątkach, zachowujących się trochę jak niesforne kociaki. Wszyscy potrafią odróżnić szopa od tygrysa czy krokodyla. Tak przynajmniej by się wydawało…

Edward wymknął się niepostrzeżenie z domu swej właścicielki i pełen najlepszych intencji udał się na sąsiednią posesję. To był dom wynajęty właśnie przez turystów, z dziećmi i psem. Dzieci się wystraszyły, pewnie nigdy w życiu nie oglądały filmu przyrodniczego, choćby o szopach żyjących w polskich lasach, a świat oglądają w telefonie komórkowym.

Edward był przyjazny i zamierzał się pobawić. Rodzice wzięli go za dzikie zwierzę, groźne i niebezpieczne. Zaczęli wzywać pomocy, ale nikt nie chciał jej udzielić, biorąc zapewne opowieść o intruzie za żart. Szop tymczasem nie dawał się przepędzić, bo ludzi uważał za przyjaciół.

Dorośli, niewiele się namyślając, złapali szopa i uwięzili w plastikowej beczce, a następnie tę beczkę szczelnie zamknęli. Kiedy przyjechali weterynarze, szop nie żył. Umarł w męczarniach, po prostu się udusił.

Szop nie jest zwierzęciem aż tak rzadkim

To coś nieprawdopodobnego, że ludziom tak całkowicie zabrakło wyobraźni. Wystarczyło sprawdzić w internecie hasło „szop” i z pewnością znaleźliby odpowiedź. Pewnie nawet tę, że w Olsztynie mieszka szop oswojony, czyli Edward. Ale nikomu nie przyszło to widać do głowy. Łatwiej było szopa uwięzić. Bez tlenu, bez szansy na przeżycie.

Ciekawe, czy własne dziecko też zamknęliby w beczce, bez dostępu powietrza? Pewnie tak, jak przystało na ludzi bez wyobraźni. To nie jest porównanie od czapy, choć drastyczne. A przecież szop zasadniczo niczym się nie różni, też ma płuca, oddycha powietrzem, a pozbawiony tlenu – umiera. Czy zrozumienie praw natury jest takie trudne? A może logiczne myślenie jest nie do przeskoczenia? Szop nie jest zwierzęciem tak rzadkim, że można na jego widok stracić rozum. Jest niewiele większy od dorosłego kota. W żadnym wypadku nie przypomina dzikiej bestii. Ostatecznie można go wyrzucić za drzwi i zamknąć je na klucz lub dwa.

Czy takie filmy jak „Tańczący z wilkami” lub „Zaklinacz koni” nic nie zostawiły w głowach i sercach?

Ludzie, którzy skazali na śmierć Edwarda, mają podobno psa. Czy nie kojarzą, co to za czynność: oddychanie? W takim razie ich psu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Ich dzieciom również.

Nie chce się wierzyć, że w dobie powszechnej telewizji i internetu, ogrodów zoologicznych, dostępnych książek przyrodniczych ktoś, kto ma dzieci i psa, potrafi inne żywe stworzenie zamknąć w szczelnej beczce. To sadyzm, nie tylko bezmyślność. Czy można w dobrej wierze znęcać się nad żywą istotą, więzić ją bez potrzeby? To niedopuszczalne i powinno być ukarane. Wcale się nie dziwię, że opiekunka szopa rozważa wystąpienie na drogę prawną. Umieściła w internecie poruszający list, nazywając Edwarda słoneczkiem.

Tragiczne losy dzikich zwierząt, które próbuje się oswajać

Jest jeszcze inny wniosek z tej historii. Że oswajanie dzikich zwierząt zwykle kończy się dla nich tragicznie. Nie widzą wroga w człowieku, nie obawiają się go, instynkt zawodzi. Oswojone zwierzęta giną zwykle dlatego, że zaufały człowiekowi. To zbyt wysoka cena za okazaną przyjaźń. Oswojony wilk zawsze padnie ofiarą myśliwego albo chłopa z widłami. Moją oswojoną dziką kaczkę dawno temu ktoś złapał i upiekł, bo jadła z ręki. Sarna, która nie ucieka przed ludźmi, nie przeżyje zbyt długo. Widziałam szopy w sklepach zoologicznych. To wstrząsający widok.

Czy nie lepiej zatroszczyć się o kota lub psa?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

„Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje.

Dominika Buczak
17.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną