Społeczeństwo

Raport Kalety obnażył brak elementarnej wiedzy posła PiS

Patryk Jaki i Sebastian Kaleta Patryk Jaki i Sebastian Kaleta Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
To, co poseł PiS uważa za dewiacje z użyciem prezerwatyw i narkotyków, Ministerstwo Zdrowia chwali i popiera.

Kilka dni temu Sebastian Kaleta, 30-letni poseł PiS, zaprezentował „autorski raport” na temat działalności organizacji pozarządowych otrzymujących dofinansowanie z budżetu miasta Warszawy. Przygotowany dokument, bogato ilustrowany i okraszony zdjęciami z mediów społecznościowych, wygląda na atak wymierzony we władze stolicy, które zdaniem pana Kalety sponsorują projekty „wspierające ideologię LGBT+ i ruchy proaborcyjne”.

Ale który to już raz polityk PiS, starając się oczyścić życie społeczne z edukacji seksualnej, parad oraz wszelkich innych przejawów „grzeszności”, trafia kulą w płot, gdyż obnaża swój zatrważający brak elementarnej wiedzy – w tym wypadku na temat współczesnych zasad prowadzenia kampanii prozdrowotnych i metod redukcji szkód? Przeczytałem (i obejrzałem) 120-slajdową prezentację zespołu pana Kalety i wniosek nasuwa się sam: on kompletnie nie ma pojęcia, o czym mówi. Najwyraźniej nie wie też, kogo atakuje.

Posłowi PiS potrzeba korepetycji

19 organizacji pozarządowych podpisało się pod oświadczeniem dyskredytującym konkluzje raportu. To m.in. tak uznane marki jak Społeczny Komitet ds. AIDS, Fundacja Res Humanae, Fundacja Edukacji Społecznej czy Stowarzyszenie Monar. „Rozumiemy, że być może poseł Sebastian Kaleta wykazuje wrogą postawę wobec osób nieheteronormatywnych, jednak trudno nam zrozumieć fakt, że chciałby pozbawić je dostępu do działań profilaktycznych chroniących ich zdrowie i życie. Dostęp do ochrony zdrowia jest podstawowym prawem człowieka niezależnie od wieku, płci, sprawności, wyznania czy także orientacji seksualnej i tożsamości płciowej” – czytamy w oświadczeniu podpisanym przez osoby zaprawione w wieloletnich programach redukcji szkód i inicjatywach przyczyniających się do profilaktyki HIV/AIDS, chorób przenoszonych drogą płciową, narkomanii.

A teraz, po latach, kiedy ich praca zaczęła przynosić efekty, przed szereg swojej partii wychodzi młody polityk, który z powodów ideologicznych domaga się ich likwidacji. Bez cienia refleksji, by poznać tę działalność głębiej, niż wskazują na to zdjęcia zamieszczane w ulotkach i na portalach internetowych.

Tuż przed 1 grudnia, na dorocznej konferencji „Człowiek żyjący z HIV w rodzinie i społeczeństwie”, wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko gratulowała organizacjom pozarządowym (tym właśnie, które wziął na cel poseł Kaleta) udanych kampanii i ciężkiej pracy ze środowiskami najbardziej zagrożonymi wykluczeniem społecznym oraz wymienionymi plagami – a wszystkim zdawało się, że rozumie, o czym mówi, i jej podziw oraz szacunek dla osób zebranych na sali był szczery. Więc mam nadzieję, że teraz pani poseł Szczurek-Żelazko (z wykształcenia pielęgniarka) wezwie młodszego kolegę z tej samej partii (z wykształcenia prawnika) i wygospodaruje dla niego godzinę na przyspieszony kurs, dlaczego wymienione organizacje powinny kontynuować działalność i jaką to przynosi korzyść.

W przeciwnym razie nie widzę sensu w fetowaniu ministrów na uroczystościach, gdzie mają usta wypchane frazesami, a potem – gdy trzeba przemówić do rozsądku świętoszkom i laikom – nie robią nic, by swoim autorytetem wesprzeć pokrzywdzonych. Przecież organizacje pozarządowe w dziedzinie edukacji zdrowotnej i redukcji szkód prowadzą tę działalność również w imieniu lub zastępstwie resortów zdrowia i edukacji, wyjątkowo bezczynnych w tych właśnie obszarach. One robią coś dla takich ludzi jak pan poseł i jak każdy z nas, aby rozmaite choroby nie rozprzestrzeniały się, aby środowiska, którym odmawia się edukacji seksualnej, zdobywały ją od kompetentnych edukatorów w miejscach, gdzie lubią przebywać, aby wreszcie bezdomni narkomani nie musieli umierać na ulicach ani zagrażać przechodniom.

Lech Kaczyński rozumiał te problemy

Wyjaśnijmy więc, na czym polega idea redukcji szkód, której poseł Kaleta – oburzony np. rozdawnictwem prezerwatyw – zdaje się nie tolerować. Wzięła ona swój początek w pomocy udzielanej na Zachodzie narkomanom, gdzie polegała na ograniczaniu konsekwencji korzystania z używek z równoczesnym tolerowaniem ich konsumpcji.

Gdy epidemia AIDS rozpowszechniała się wśród narkomanów przyjmujących dożylne środki odurzające, w Amsterdamie i Paryżu rozdawano im sterylne igły i strzykawki, aby nie zarażali się nawzajem. U nas rozdawał je już w latach 80. Monar (osobiście na warszawskim Dworcu Centralnym robił to Marek Kotański). Kiedy w zachodnich klubach obdzielano młodzież prezerwatywami, by uchronić ją przed niechcianymi ciążami, ale też chorobami przenoszonymi drogą płciową – w Polsce nazywano to promowaniem rozwiązłej kultury seksu, ale mimo to znaleźli się odważni, którzy w klubach i na ulicach w ten sam sposób ochraniali innych.

Gdy głęboko uzależnionym od heroiny zaczęto podawać metadon, aby za pomocą tego leku narkotycznego w kontrolowanych dawkach zapobiegać śmierci z przedawkowania – nasi moraliści patrzyli i na to z rezerwą.

Lecz największy rozwój programów redukcji szkód w Warszawie nastąpił w czasach stołecznej prezydentury Lecha Kaczyńskiego – mówi Jacek Charmast ze Stowarzyszenia Jump93, który z uzależnionymi pracuje od połowy lat 90. – Znacząco zwiększono wtedy nakłady na programy wymiany igieł i strzykawek, ale też udostępniono wiele miejsc, gdzie osoby używające narkotyków mogły się schronić i ogrzać. Na to wówczas nikt nie dawał pieniędzy prócz prezydenta Kaczyńskiego i Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

Ciekawe, czy pan Sebastian Kaleta wie, że jednym z największych sukcesów prezydentury Lecha Kaczyńskiego, którego nie wątpię, że poważa, było zainicjowanie działań na rzecz zwiększenia dostępu do terapii substytucyjnej? W 2003 r. Warszawa posiadała ok. 200 takich miejsc i wieloletnie kolejki, a kilka lat później ponad 600. – Wśród współpracowników Lecha Kaczyńskiego to Paweł Wypych, ówczesny dyrektor miejskiego Biura Polityki Społecznej, i Teresa Szopińska, naczelnik wydziału ds. uzależnień, mają największe zasługi w spektakularnym zatrzymaniu narkomanii opiatowej, heroinowej i kompotowej – dodaje Jacek Charmast. – Heroina prawie zniknęła wtedy z ulic, a kompot został całkowicie wyeliminowany.

I nikt z ówczesnego PiS nie próbował upolityczniać idei redukcji szkód ani nie straszył nią opinii publicznej, tak jak robi to dzisiaj poseł Kaleta.

Pismo obrazkowe, czyli jak rozmawiać z młodymi

Z przygotowanego przez jego zespół raportu można wysnuć wniosek, że najbardziej kolą w oczy nie kwoty przekazywane na programy inicjowane przez wspomniane organizacje, lecz język i metody dotarcia do zainteresowanych środowisk: LGBT+, narkomanów i osób świadczących usługi seksualne.

Z tendencyjnie wybranych zdjęć półnagich mężczyzn, filmów uczących poprawnego posługiwania się prezerwatywami lub haseł przestrzegających np. przed chemseksem autorzy wywodzą, że „organizacje te czynnie wspierają postulaty ruchu LGBT, a niejednokrotnie afirmują postawy sprzeczne z celami projektów”. Niezorientowany w faktach Sebastian Kaleta podpisuje jedną z fotografii mężczyzny w czarnych slipkach: „roznegliżowane zdjęcia jednego ze współpracowników” (chodzi o Fundację Edukacji Społecznej), bo chyba nie wie, że została wykonana podczas występu queerowego aktora-tancerza Macieja „Gąsiu” Gośniowskiego, znanego m.in. z Teatru Nowego i spektakli Krzysztofa Warlikowskiego, który – jak niewielu polskich artystów – zdecydował się wspierać organizacje pozarządowe w kampaniach antyhomofobicznych.

Tak jak partia posła Kalety dostosowuje przekaz i język do potrzeb własnego elektoratu, tak samo kampanie społeczne – aby mogły trafiać tam, gdzie są wycelowane – muszą przykuwać uwagę odbiorców i odpowiadać na ich oczekiwania. Pana posła chyba przeszkolono, jak ma mówić do swojego elektoratu, aby przerażać ich złowrogą wizją „ideologii LGBT”, szerzenia HIV i straszyć przed imigrantami, więc dlaczego nie rozumie, że Fundacja Edukacji Społecznej też musi operować odpowiednim przekazem, by środowiska, które wydają mu się tak straszne, wiedziały przynajmniej, jak dbać o własne zdrowie i bezpieczeństwo innych? Także być może wyborców i znajomych pana posła lub jego współpracowników, za co summa summarum powinien być jej w ich imieniu wdzięczny.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną