Społeczeństwo

Zwierzętom też się należy emerytura. Taki pomysł prezes PiS chyba poprze?

Część przewodników nie wyobraża sobie porzucenia psa czy konia, z którym przepracowała wiele lat. Część przewodników nie wyobraża sobie porzucenia psa czy konia, z którym przepracowała wiele lat. James Barker / Unsplash
Wszystkie zwierzęta w jakimś sensie służące ludziom tracą z czasem zdrowie albo po prostu się starzeją. No i wtedy zderzają się z brutalną rzeczywistością: są zdane na łaskę człowieka.

Posłanka Katarzyna Piekarska pewnie jeszcze nie zdążyła porozmawiać (co obiecała) z Jarosławem Kaczyńskim, żeby zyskać jego przychylność dla przygotowanych przez nią zmian w ustawie o ochronie zwierząt. Ale to zmiany godne poparcia i aż dziwne, że dotychczas nikt o takich nie pomyślał. Jedną z nich jest objęcie systemem emerytur zwierząt, które wielką część dorosłego życia spędziły w służbie i na służbie. To psy, a także konie.

Psy są nieocenione w walce z terrorystami

Do służby zostały powołane przez człowieka, a właściwie wcielone siłą. Nikt ich nie pytał o zgodę na taką zawodową karierę. Wystarczyło, że były zdolniejsze niż inne, utalentowane, wierne, skłonne do poświęcenia dla człowieka. Nauczono je bronić, ratować, odnajdywać ludzi w lawinach, w gruzach po trzęsieniu ziemi, katastrofie budowlanej czy ataku terrorystycznym. Albo wyciągania z wody tonących. Nauczono je odnajdywania zaginionych, tropienia przestępców, a także wyszukiwania narkotyków w bagażach i transportach. Tutaj psi nos jest prawdziwie nieoceniony: tylko pies potrafi wykryć zakamuflowany głęboko narkotyk. Podobnie jak tylko pies potrafi wykryć ładunek wybuchowy czy minę przeciwpiechotną, jest nieoceniony w walce z terrorystami. Dla człowieka umie poświęcić życie, robi to bez wahania.

Specjalnie wyszkolone, potrafią wskazać obecność komórek rakowych w bardzo wczesnym stadium choroby, kiedy inne metody zawodzą, okazują się mniej doskonałe niż psi nos.

O ludziach, którzy zginęli na posterunku, pisze się w gazetach, mają nekrologi, odznaczenia i ceremonie pożegnalne. O psach, które giną na służbie, które oddały życie w obronie życia swego pana albo innej, całkiem obcej osoby, nie wie nikt, nie licząc psich przewodników. Ile zwierząt zostaje ciężko rannych, niezdolnych do dalszej służby? Wszystkie tracą z czasem zdrowie albo po prostu się starzeją. No i wtedy zderzają się z brutalną rzeczywistością: są zdane na łaskę człowieka. Lub niełaskę, co rzadkie nie jest.

Zapomniane po latach służby

Część przewodników nie wyobraża sobie porzucenia psa czy konia, z którym przepracowała wiele lat. Po prostu chce je adoptować. Fakt, że pies na odchodnym ze służby otrzymuje odprawę w postaci smyczy, kagańca i posłania, brzmi niczym smutna prawda: ludzka wdzięczność sprowadza się do kagańca i smyczy. Czy to jest godne zachowanie? Zwierzę jest traktowane niczym rzecz, niepotrzebna, więc trzeba ją wyrzucić na śmietnik.

Osoby zabierające zwierzęta, z którymi przepracowały wiele lat i nie wyobrażają sobie porzucenia partnera, często mają problem finansowy z utrzymaniem go, leczeniem, opieką. Często same są też emerytami lub do emerytury się szykują. A tu przybywa kolejny członek rodziny. Można sobie odebrać od ust, ale czy o to chodzi? Inni obawiają się adopcji ze względów finansowych właśnie. Jaki los czeka takiego psa, konia? Czy tak się godzi?

Katarzyna Piekarska proponuje dobre wyjście: emeryturę dla zwierząt, które spędziły życie w służbie, 300 zł miesięcznie. Te pieniądze zmieniłyby wszystko, a zwłaszcza los zwierząt. Człowiek jest im to winien. Myślę, że Jarosław Kaczyński za taką zmianą prawa zagłosuje obiema rękami.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Samice alfa: czego nie dostają, kogo poszukują?

Silne kobiety współczesne: z jakimi mężczyznami mają największe szanse na udany, trwały związek.

Ryszarda Socha
09.02.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną