Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Wojna krzesełkowa

Rodzic kontra nauczyciel

„Atakowanie nauczycieli w ostatecznym rozrachunku źle robi dzieciom”. „Atakowanie nauczycieli w ostatecznym rozrachunku źle robi dzieciom”. Wojciech Stróżyk/Reporter, MK/Studio Polityka / Polityka
Rozmowa z Anną Kasprzycką, mediatorką szkolną i trenerką, o tym, dlaczego nauczyciele i rodzice się nie lubią, i co z tego wynika dla dzieci.
Anna KasprzyckaTadeusz Późniak/Polityka Anna Kasprzycka

JOANNA CIEŚLA: – Pamięta pani swoją pierwszą rozmowę z nauczycielem w sprawie dziecka?
ANNA KASPRZYCKA: – Oczywiście. To była wychowawczyni mojej córki w pierwszej klasie, według mnie wymagająca nauczycielka z długim stażem. Weszłam, pani sama stała, ale do mnie powiedziała: „Proszę usiąść!”, wskazując małe dziecinne krzesełko. Ja na to: „Dziękuję, wolę stać”. A pani: „Ależ nie, proszę usiąść!”. Wtedy pomyślałam, że warto byłoby się zająć tym obszarem. Wielu nauczycieli, choć nie wszyscy, umie rozmawiać tylko w układzie, w którym sami są na pozycji władzy, a rozmówca sprowadzony jest do parteru. Albo w którym rozmówca jest na piedestale, a nauczyciel „w dole” – przeprasza, że żyje – po to, by rodzica szybko obsłużyć, żeby sobie poszedł i dał mu spokój. A przecież do porozumienia i rozwiązywania problemów potrzebujemy równorzędnego dialogu.

Nauczyciele boją się donosów? Rodzicielskich skarg do kuratoriów, nieformalnych „sygnałów o nieprawidłowościach”, przybywa od lat. W ubiegłym roku tylko podlaskie kuratorium przeprowadziło prawie 500 tzw. kontroli doraźnych w odpowiedzi na takie zgłoszenia.
Czują, że są pod bardzo dużą kontrolą, że każdy ich krok może być powodem kłopotów. Często o tym wspominają podczas warsztatów. To nie ułatwia im budowania relacji z uczniami.

Widzą w rodzicach uczniów wrogów?
A rodzice w nich, często tak jest. Wśród rodziców w każdej klasie jest grupa, która specjalnie nie interesuje się tym, co się w szkole dzieje. Bywa, że paradoksalnie dla dzieci wcale nie jest to takie złe. Są też oczywiście rodzice, którzy autentycznie przejmują się życiem swoich synów czy córek, także tym szkolnym, starają się ich wspierać i dawać wsparcie ich nauczycielom.

Polityka 7.2020 (3248) z dnia 11.02.2020; Społeczeństwo; s. 28
Oryginalny tytuł tekstu: "Wojna krzesełkowa"
Reklama