Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Koniec miłości?

Społeczeństwo straciło kontrolę nad sposobem, w jaki ludzie tworzą związki intymne i rodzą dzieci. Społeczeństwo straciło kontrolę nad sposobem, w jaki ludzie tworzą związki intymne i rodzą dzieci. Marta Frey / Polityka
Świat, jaki znaliśmy, dobiega końca. Coraz mniej potrzebna staje się choćby miłość. Uległa współczesnemu kapitalizmowi, który postawił na wolność obyczajową, a z seksualności uczynił siłę napędową gospodarki.
Kolejne etapy emancypacji i rosnącej autonomii kobiet pozwoliły im odzyskać władzę nad swoimi ciałami, seksualnością i własnym losem.Getty Images Kolejne etapy emancypacji i rosnącej autonomii kobiet pozwoliły im odzyskać władzę nad swoimi ciałami, seksualnością i własnym losem.

Teza o końcu miłości szokuje i przypomina inne stwierdzenia o dziejowych przełomach. Był już wszak koniec historii, który filozof Francis Fukuyama ogłaszał po upadku komunizmu, wieszcząc triumf demokracji liberalnej. Po 30 latach historia hula w najlepsze, a wątpliwości budzi kondycja demokracji. A jednak Eva Illouz, izraelska socjolożka z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, twardo stawia tezę o końcu miłości, wybijając ją na tytuł swej najnowszej książki wydanej na razie po niemiecku, angielsku i francusku.

Illouz od kilkudziesięciu lat bada, jak miłość funkcjonuje w zmieniającym się nieustannie społeczeństwie.

Efektem poszukiwań jest wiele ważnych prac, z jej opus magnum – „Dlaczego miłość rani”. Wydaje się, że o miłości napisano już wszystko, o jej sile wypowiadali się przecież już Platon i św. Paweł, niemal cała sztuka krąży wokół miłości, niemożliwa byłaby bez niej kultura popularna i walentynki, na miłości kariery zrobiło tysiące psychologów. W tej perspektywie miłość jawi się jako zjawisko tak niezmienne jak przemoc i nie sposób sobie bez niej wyobrazić ludzkiej kondycji.

Izraelska badaczka w swych poszukiwaniach jako źródło wykorzystuje zarówno dzieła kultury, jak i ustalenia różnych dyscyplin naukowych. Na to wszystko nakłada jednak socjologiczny filtr, co oznacza, że mniej ją interesuje konkretny Romeo i Julia, bo ciekawsze wydaje się jej społeczeństwo, w którym taka historia mogła się wydarzyć. Dla socjologa miłość nie jest jedynie uczuciem angażującym dotknięte nim osoby, jest medium społecznej komunikacji; służy temu, co dla funkcjonowania społeczeństw najważniejsze – tworzeniu międzyludzkich więzi, na których budowane są i podtrzymywane społeczne struktury.

Świetnie to widać podczas lektury „Romea i Julii”.

Polityka 7.2020 (3248) z dnia 11.02.2020; Temat z okładki; s. 14
Reklama