Społeczeństwo

Aktywistka LGBT brutalnie zatrzymana. „Chcą nas wymęczyć, zastraszyć”

Członkowie kolektywu Stop Bzdurom, „Margot” po prawej Członkowie kolektywu Stop Bzdurom, „Margot” po prawej mat. pr.
„Zaczęli dobijać się do drzwi, kopać, grozić”. Po Małgorzatę „Margot” Szutowicz policja przyszła o godz. 10. Gdzie ją zabrano, długo nie wiedzieliśmy. I dalej nie wiemy, jakie zarzuty jej grożą.

Szutowicz działa w kolektywie „Stop bzdurom” i daje im odpór bezpośrednio. 26 czerwca na fanpage’u inicjatywy znalazła się relacja z „obywatelskiego zatrzymania” furgonetki Fundacji Pro-Prawo do życia. Kilka osób zamazuje sprejem płachtę z napisem: „Czego lobby LGBT chce uczyć dzieci? 4-latki: masturbacji, 6 latki: wyrażania zgody na seks, 9-latki: pierwszych doświadczeń seksualnych i orgazmu”. Na jednym ze zdjęć rosły mężczyzna wykręca ręce dziewczynie o różowych włosach.

Dzień później robi się jeszcze goręcej. Na fotografiach zrobionych przy ul. Wilczej można dostrzec, że ktoś zrywa banery, wyłamuje lusterka, wyrywa rejestracje, zamalowuje szyby, przebija opony. Dochodzi do regularnej bójki, której uczestniczką – co widać na filmie udostępnionym przez Pro-Prawo do życia – jest m.in. Szutowicz. W rozmowie z „Polityką” Mariusz Dzierżawski, założyciel fundacji, mówi wprost: – To nie były „obywatelskie zatrzymania”, tylko chuligańskie, bandyckie napaści. Dochodziło do nich wielokrotnie, były zgłaszane. W kolejnych dniach wóz jeździ z policyjną obstawą.

Czytaj też: Nastolatki LGBT do Dudy. Nie chcemy na ulicy bać się o życie

„Rozważaliśmy, czy ktoś jej nie porwał”

Dwa tygodnie później, Ursynów. – O 10 zaczęli dobijać się do drzwi, kopać, grozić, że wezwą straż pożarną. Wpuściliśmy. Wszystkich wylegitymowali, odmówili podania własnych danych – wspomina Lu, właścicielka mieszkania, z którego zabrano Szutowicz. Jako podstawę prawną funkcjonariusze mieli podać art. 15 Ustawy o policji. Lu: – Czyli totalny bullshit. Przyszli w cywilu, wywieźli ją bez butów nieoznakowanym radiowozem. Skuli, rzucali po ścianach, choć podążała za ich poleceniami. Mamy film z zatrzymania, wyślemy go do Rzecznika Praw Obywatelskich.

Widzieliśmy ten film. Wpierw policjant spokojnie tłumaczy, że realizuje postanowienie prokuratorskie. – Co pan narozrabiał, tego nie wiemy – tłumaczy. Ale zabrać na przesłuchanie muszą. W następnej scenie funkcjonariusz trzyma Szutowicz za kark, aktywistka ma skute nadgarstki. Pyta, czy może założyć skarpetki. – Chłopaku, nie wykonujesz moich poleceń. Będziesz dalej dyskutował czy nie? Przygważdża ją do ziemi. Cały czas zwraca się do niej w formie męskiej, choć Szutowicz jest osobą niebinarną i identyfikuje się jako kobieta. – Ja przyszedłem cię zatrzymać, kulturalnie chciałem z tobą wyjść. Przez chwilę trwa nerwowa dyskusja o to, czy zatrzymana może założyć buty i skarpety. – Liczę do pięciu i po prostu wychodzimy. – Czy naprawdę jesteś takim ch...? Tak, jestem ch... (...) – Typie, ty się wygłupiasz? Jara cię to? Jara mnie to. Kopie ją i wyprowadza. Nikt nie wie, gdzie, nikt nie wie, za co.

Czytaj też: Strasburg zajmie się polskimi skargami osób LGBT

Policja nie udziela informacji. Nawet posłom

Przez kilka godzin szukaliśmy Margot my, prawnik i posłanki. Policja nie udzielała żadnych informacji na temat tego, gdzie może być i dlaczego została zatrzymana – opowiada Marta Puczyńska z Kolektywu Antyrepresyjnego SZPIL(A). – Rozważaliśmy nawet, czy ktoś jej nie porwał. No bo jeżeli przychodzi dwóch panów ubranych po cywilnemu, nie mówią, kim są, nie podają jednostki...

W odnalezienie aktywistki zaangażowały się trzy posłanki Lewicy – Katarzyna Kotula, Hanna Gil-Piątek i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Ta ostatnia w rozmowie z „Polityką” rozkłada ręce: – Skontaktowałam się z rzecznikiem prasowym Komendy Stołecznej, który najpierw udzielił mi informacji, że nic nie wie o miejscu pobytu tej pani – zaczyna. – Pan rzecznik konsekwentnie, podobnie jak inni przedstawiciele policji, bo dzwoniłam też po innych komisariatach warszawskich, zasłaniał się ochroną danych osobowych. Że niby nie mogą udzielić mi informacji telefonicznie, ponieważ nie mogą potwierdzić mojej tożsamości. Posłanka twierdzi, że to działanie niezgodne z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora. – To od parlamentarzysty zależy wybór trybu i formy uzyskania takiej informacji. Dziemianowicz-Bąk wysłała skan dowodu osobistego, legitymacji poselskiej i pisemny wniosek. Na niewiele się to zdało.

Czytaj też: Język może nieść śmierć. „Ideologia LGBT” i siedem znaków

Aktywiści LGBT: zatrzymania, zastraszenia

Więcej szczęścia miał karnista ze stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza. Dzięki jego staraniom ok. 16 było jasne, że Szutowicz przewieziono do prokuratury na Chocimskiej. Gdy przyjeżdżam, koczuje pod nią kilkunastu anarchistów i anarchistek. Z przeróżnych środowisk. – Jest taki dowcip – zagaja Ola – że jeśli jesteś gdzieś na warszawskim squocie, wchodzisz do kuchni i widzisz trzy osoby, to prawdopodobnie widzisz sześć kolektywów. Do śmiechu bynajmniej im nie jest. – Przemoc, molestowanie i pobicia to codzienność dla osób LGBT, które chcą coś w tym kraju zmieniać. Jak lądujemy na komisariacie, dziewczyny są często kontrolowane przez mężczyzn albo słyszą komentarze w rodzaju: „No, takiej to bym nie wyruchał”.

Brutalność policji jest dla nas czymś oczywistym. My jako aktywiści i aktywistki LGBT jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że jesteśmy zatrzymywani pod byle pozorem, są nam stawiane absurdalne zarzuty. Jedyne, co możemy czuć, to gorycz i wściekłość. Ale na pewno nie zaskoczenie. Marta: – Jesteśmy notorycznie zatrzymywane za naruszenie nietykalności funkcjonariusza. Wystarczy stanąć obok i ktoś powie, że się go naruszyło. Chcą nas wymęczyć ciąganiem po sądach i zastraszyć zamykaniem w areszcie.

Czytaj też: Pałująca policja w państwie PiS

Ciąg dalszy nastąpi

Ostatni post, który Szutowicz opublikowała na Facebooku, zaczyna się profetycznie. „Wiem, że Polska Policja mnie kiedyś pewnie doje...”. Jej przesłuchanie zakończyło się po godz. 18, nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że prokuratura chce wnioskować o tymczasowy areszt. Prawnik nie zdradza, jakie zarzuty ciążą na Margot.

Koledzy i koleżanki zapewniają, że będą na nią czekać przy Chocimskiej aż do skutku. I że dalej będą walczyć z ludźmi, którzy próbują sklejać homoseksualność z pedofilią. Daga: – Atakuje się nas i zastrasza. My, osoby queerowe, czujemy się niepewnie, są ludzie, którzy chcą nam zrobić krzywdę za tęczowe przypinki. Co mamy robić, gdy ktoś stosuje przemoc? Nieraz zostałam pobita, zwyzywana i opluta za wygląd… Spójrz, tutaj mam ślad po nożu.

Czytaj też: Mamy atmosferę przedpogromową. Polacy tego nie chcą

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rozmowa z lesbijkami, szczęśliwymi małżonkami

Gdy słyszę, że ktoś krzyczy za mną lesba, wzruszam ramionami i idę dalej. A nawet gdybym miała zareagować, powiedziałabym: tak, lesba, i co z tego? – rozmowa z Małgorzatą Rawińską i Ewą Tomaszewicz.

Joanna Cieśla
12.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną