Społeczeństwo

Z szuflady do kosza. O konwencji atakowanej przez prawicę

Demonstracja przeciw przemocy wobec kobiet. Warszawa, 24 lipca 2020 r. Demonstracja przeciw przemocy wobec kobiet. Warszawa, 24 lipca 2020 r. Adam Chełstowski / Forum
Od tygodnia aktywistki protestują przeciwko groźbie wypowiedzenia konwencji. Od lat alarmują natomiast, że stanowi ona prawo tyleż dobre, co martwe.

Przemoc w sądzie. Trzy przykłady

1. Sąd Rejonowy w Opocznie. Pan został oskarżony o znęcanie się nad żoną przez pięć lat, często pod wpływem alkoholu (doszło m.in. do uszkodzenia zębów partnerki). Sędzia uznał go winnym i skazał na – uwaga – 500 zł grzywny. Powtórzmy: pięć lat znęcania, 500 zł grzywny. W apelacji od tego wyroku przywołano wyrok Sądu Rejonowego w Warszawie, który skazał pewnego pana za wykroczenie polegające na tym, że będąc nietrzeźwym, oddał mocz na trawnik. Również musiał zapłacić 500 zł grzywny.

Czytaj też: Dlaczego PiS boi się konwencji stambulskiej

2. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia. Pani, wskutek wieloletniej przemocy doznawanej ze strony męża, uciekła w alkohol. Uzależniła się, ale poszła do szpitala psychiatrycznego na sześciotygodniowy odwyk, który ukończyła z powodzeniem. Na rozprawie pan otwarcie przyznał: tak, faktycznie przemoc była, ubliżał, wyzywał, groził śmiercią... Sąd go pyta: a jak pan się z tym czuł, no, z tym uzależnieniem żony? Odparł, że był sfrustrowany. Sąd uznał, że nie można panu postawić zarzutu przemocy wobec żony, bo jego zachowanie, cokolwiek naganne, wynikało przecież z uzasadnionej frustracji.

3. Sąd Okręgowy w Łodzi. Biegli psychologowie i psychiatrzy stwierdzili, że kilkunastoletnia dziewczynka jest ofiarą przemocy ze strony ojca. Natomiast ojciec zindoktrynował dziecko, nastawił je przeciw matce. Ta chciała się rozwieść, bo ich małżeństwo się rozpadło, ale on wmówił córce, że mama jej nie kocha, że odeszła do innego mężczyzny, że ich porzuciła. Sąd uznał, że w tej sytuacji dziewczynka może i jest ofiarą przemocy ze strony ojca, ale w związku z tym, że jest silnie negatywnie nastawiona do matki, nie można siłą zmienić jej miejsca zamieszkania. „Dla dobra dziecka” zostało ono powierzone sprawcy przemocy.

Czytaj też: Przemoc zostaje z dziećmi na zawsze

„Stereotyp prawdziwej ofiary”

Małgorzata Tatucha, prawniczka łódzkiego Centrum Praw Kobiet, może mnożyć przykłady na to, że konwencja stambulska nie znajduje w sądach zastosowania. Choć bowiem dokument kładzie nacisk na edukację antydyskryminacyjną (zwłaszcza tych, którzy mają kontakt z ofiarami przemocy), sędziowie i prokuratorzy nie mają jak uzupełnić luk w wiedzy. – Prokuratorzy na aplikacji poświęcają problemowi przemocy w rodzinie dziesięć godzin. Natomiast jeżeli chodzi o aplikację sędziowską, to tematu w ogóle nie ma w programie – wyjaśnia prawniczka. Z własnej praktyki dodaje, że powołując się na zapisy konwencji, nierzadko spotyka się bądź z konsternacją, bądź z lekceważącym uśmiechem sędziego.

CPK od dawna bije w tej sprawie na alarm. W 2016 r. badaczki opracowały – w oparciu o ankiety, wywiady i obserwacje uczestniczące w sądach – raport „Temida pod lupą”. Wyszło im, że grecką boginię sprawiedliwości oślepia w Polsce nie opaska, ale stereotypy. I tak rozwodząca się kobieta musi się wpisywać w „stereotyp dobrej żony oraz porządnej kobiety”, a zatem „być pracowita, zajmować się domem i jeszcze pracować”. (Uwaga! Jeżeli nie pracuje, to „może być uznana za pasożyta, który wykorzystuje pracę męża”!). Ofiary przemocy seksualnej powinny z kolei realizować „stereotyp prawdziwej ofiary” („kobiety napadniętej i zgwałconej przez nieznanego mężczyznę w ciemnej alejce”). Pójście z mężczyzną do domu jest dla wielu sędziów i prokuratorów równoznaczne z przyzwoleniem na współżycie. Dla mężczyzny usprawiedliwieniem bywa alkohol, natomiast jeśli spożywała go kobieta, to... sama jest sobie winna. – Sądy bardzo często wychodzą z założenia: no dobrze, pan czasem sobie wypił... ale nie przesadzajmy. Przecież nie codziennie, był aktywny zawodowo, przyczyniał się do pomnażania majątku, no i jakoś musiał odreagować stres. Dla mężczyzny alkohol będzie co najwyżej przewiną. Dla kobiety, choćby była ofiarą przemocy, to okoliczność obciążająca – ocenia Tatucha.

Marta Lempart, liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, dodaje, że dyskryminują nie tylko panowie w togach, ale i panowie w mundurach. – Byłam ostatnio na interwencji, na której zapytano ofiarę przemocy, co się stało... a zza pleców policjantów groziła jej cała rodzina, brat, ojciec, matka. Wrzeszczeli: „Zobaczysz, co ci zrobię!”, „Ja ci później pokażę!”, „Co ty w ogóle gadasz!?”. Była tak wystraszona, że prawie nam tam zemdlała, a policjant wyszedł z propozycją, żeby się może z nimi spróbowała dogadać. Receptą, zdaniem aktywistki, byłyby obowiązkowe szkolenia („Ale nie wewnętrzne, a prowadzone przez organizacje zajmujące się działaniem na rzecz ofiar, rekomendowane przez organizacje międzynarodowe”) i nakładanie na policjantów kar („W takich sytuacjach, w szczególności w nagminnych przypadkach rozmawiania z ofiarą w obecności grożącego jej sprawcy, trzeba natychmiast wyciągać konsekwencje służbowe. Natychmiast”).

Czytaj też: Minister Ziobro staje w obronie rodziny, przeciw kobietom

Przemoc domowa, dziurawe prawo

Konwencja nakłada na Polskę nie tylko obowiązek edukowania, ale i zmian w prawie, które – ocenia Lempart – jest dziś dziurawe. – Nie mamy w nim chociażby zapisów dotyczących przemocy ekonomicznej, ochrony przed byłym partnerem i ochrony świadków przemocy, dzieci – wyjaśnia. Tatucha dodaje, że choć dokument Rady Europy wyraźnie zakazuje mediacji w sprawach dotyczących przemocy (art. 48), w Polsce wciąż do nich dochodzi.

Dlaczego to ważne? Jak wyjaśnia Tatucha: – Trudno, by kobieta dochodziła w takiej sytuacji swoich praw. Jej ewentualny sprzeciw zapewne nie wywoła natychmiastowej agresywnej reakcji partnera, ale przecież ona wie, że mediacja się skończy, będą musieli razem wrócić do domu, gdzie partner zapewne wyrazi swoje niezadowolenie i zdyscyplinuje ją jak zwykle: pięścią. Czy ugoda w sprawie dotyczącej przemocy domowej może zawierać korzystne dla pokrzywdzonej przepisy? – Tylko deklaracje i pobożne życzenia, np. „oskarżony przeprosi pokrzywdzoną”, „oskarżony deklaruje całkowitą abstynencję”, „oskarżony deklaruje, iż będzie powstrzymywał się od nagannych zachowań”. Nikt później nie zweryfikuje, czy sprawca wywiązuje się z przyjętych zobowiązań, a tym bardziej nie wyegzekwuje ich realizacji.

Czytaj też: Z brutalem trudno mediować

Nie można powiedzieć, że polskie prawo zupełnie ignoruje zapisy konwencji. Podczas kampanii Andrzej Duda podpisał ustawę, która pozwala na szybkie odizolowanie sprawcy od ofiary. Gdy jeszcze Polska przygotowywała się do ratyfikacji, Sejm uchwalił zmianę trybu ścigania gwałtu (wcześniej postępowanie musiała zainicjować ofiara, dziś państwo podejmuje takie sprawy z urzędu).

To jednak kropla w morzu potrzeb, bo – przykładowo – art. 197 Kodeksu karnego stanowi, że do gwałtu dochodzi w wyniku zastosowania przez sprawcę przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu. Rada Europy sugeruje alternatywną definicję, postulując, by o przestępstwie zgwałcenia przesądzał brak zgody osoby pokrzywdzonej. Tatucha: – Pamiętam doskonale sprawę dziewczyny odurzonej tzw. pigułką gwałtu, którą zgwałciło kilku mężczyzn. Zachował się monitoring z dyskoteki i nie było żadnych wątpliwości, że przytomną (choć prawdopodobnie już nieświadomą) kobietę wyprowadził z klubu mężczyzna, którego poznała chwilę wcześniej. Dziewczyna nie stawiała oporu, nie szarpała się, nie miała potem żadnych obrażeń.

Ustalenie, czy podano jej substancję, było praktycznie niemożliwe, badania krwi i moczu przeprowadzono zbyt późno. Kobieta wypiła niewielką ilość alkoholu i nie pamiętała niemalże niczego od chwili podania jej drinka przez barmana do momentu odzyskania świadomości w pokoju obcego mężczyzny. Czy w tych warunkach można uznać, że wyraziła zgodę na kontakt seksualnych? Oczywiście nie. Na nagraniach nie widać jednak ani przemocy, ani momentu podania środka odurzającego. Kobieta nie manifestowała swoim zachowaniem niezgody na seks, sprawę umorzono więc z powodu braku znamion czynu zabronionego.

Czytaj też: Bo zupa była za droga. Domowa przemoc majątkowa

Profilaktyka „leży i kwiczy”

Zapytana o to, na ile Polska realizuje postulaty konwencji w obszarze profilaktyki, prezeska Feminoteki Joanna Piotrowska przeprasza za kolokwializm: – Profilaktyka leży i kwiczy. Bo choć państwo inicjuje kampanie antyprzemocowe, to nie są one adresowane bezpośrednio do ofiar. – W ostatnich latach mieliśmy kampanie ogólnie o przemocy i o przemocy w rodzinie, o dzieciach, o alimentacji… ale unika się tematu przemocy wobec kobiet. Nic w tym zresztą dziwnego, skoro instytucje pod rządami PiS nie prowadzą rozróżnień na sprawców i sprawczynie przemocy.

Problem jest z nami nie od wczoraj (już w 2014 r. Komitet ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet przy ONZ zwracał Polsce uwagę na kwestię „znikania” kobiet w statystykach i traktowania przemocy domowej jako problemu neutralnego płciowo). I że na szczeblu samorządowym wcale nie jest lepiej. Na okoliczność raportu „Lokalne programy przeciwdziałania przemocy w rodzinie a perspektywa płci” badaczki Feminoteki wzięły pod lupę 318 inicjatyw wojewódzkich, powiatowych i gminnych. Przeważająca większość (90 proc.) nie uwzględniała płci sprawcy.

Czytaj też: Mężczyźni ofiarami przemocy

A to tylko ułamek problemów. – Skrócę panu lekturę – oferuje Piotrowska. – Programy lokalne są na żenująco niskim poziomie, wiele z nich przekleja informacje z innych programów. I to do tego stopnia niechlujnie, że zostają w nich nawet nazwy innych miejscowości. W dodatku: – W Polsce mamy gminy, w których nie ma lokalnych programów przeciwprzemocowych, a państwo nie robi w tej sprawie nic. Wręcz przeciwnie: bije brawo tym gminom. Na ciepłe słowa Beaty Szydło zasłużyło dwa lata temu Zakopane, które – jako jedyna gmina w Polsce – nie wdrożyło ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. „Muszę państwu przede wszystkim pogratulować, boście są odważni. Jedyny samorząd w Polsce, który się sprzeciwił, ale górale, no wiadomo, to naród odważny” – oklaskiwała dezynwolturę radnych ówczesna wicepremier.

Na ogół jednak Polska tworzy schroniska i zapewnia usługi pomocowe... przynajmniej w teorii. Bo niby działają ośrodki pomocy społecznej, interwencji kryzysowej czy powiatowe centra pomocy rodzinie, ale – wyjaśnia prezeska Feminoteki – są ulokowane jedynie w większych miejscowościach, tymczasem kobieta doświadcza przemocy nie tylko w Warszawie i Poznaniu. W dodatku przygotowanie pracowników pozostawia wiele do życzenia. – Wiele Polek nie otrzymuje tam właściwej pomocy, są wtórnie wiktymizowane, przerzuca się na nie odpowiedzialność za przemoc.

Czytaj też: Alimenty – broń w konfliktach rodzinnych

„Dyskryminacja mężczyzn”

Choć art. 55 konwencji nakłada na Polskę obowiązek wspierania specjalistycznych organizacji pozarządowych, PiS patrzy na ich działalność nieprzychylnym okiem. Od czterech lat Zbigniew Ziobro odmawia pieniędzy stowarzyszeniom broniącym praw kobiet (m.in. CPK, BABA, INTRO), argumentując tę decyzję „zawężeniem pomocy do określonej grupy”, a więc: „dyskryminacją mężczyzn będących ofiarami przemocy domowej”. Dzięki zmianie przepisów na wsparcie mogą natomiast liczyć wszystkie podmioty (w tym państwowe), które w jakikolwiek sposób zapobiegają przestępczości. W 2017 r. 25 mln zł trafiło do CBA, a kolejne miliony otrzymały oddziały Caritasu, straży pożarnej czy organizacje pro-life. Dwa lata później OKO.press ujawniło, że dotacje przyznano 11 organizacjom związanym z PiS i/lub Solidarną Polską (w tym samym roku kontrolerzy NIK stwierdzili, że aż 86 proc. środków z Funduszu Sprawiedliwości było wydatkowanych „w sposób niecelowy i niegospodarny”). W lipcu tego roku konkurs na stworzenie sieci ośrodków pomocy ofiarom przestępstw wygrała fundacja Profeto ks. Michała Olszewskiego. To były egzorcysta, który w swojej książce opisywał, jak za pomocą salcesonu „wypędzał demona” z wegetarianki.

Czytaj też: Fundusz Sprawiedliwości. Na co idą miliony?

Dzięki pomocy samorządów prokobiecym NGO’som udało się nieco załatać luki w budżecie, ale w prowadzeniu działalności przeszkadza im efekt mrożący. Feminoteka od lat organizuje dla dziewczynek bezpłatne warsztaty z WenDo (samoobrony i asertywności). Długo cieszyły się powodzeniem, ale Piotrowska zauważa, że „po aferach z genderem” szkoły zaczęły się wycofywać ze współpracy. – Dyrekcje boją się konsekwencji ze strony kuratorium – twierdzi. Mniejszy popyt mają również zajęcia antydyskryminacyjne organizowane przez Kulturę Równości, deklaruje Alina Szeptycka, jej współzałożycielka. – Jeszcze kilka lat temu nie było problemu z uzyskaniem zgody, szczególnie jeśli zajęcia odbywały się po południu albo w weekendy.

Ale ostatni rok to jest fundamentalna zmiana. Powiem brutalnie: Ordo Iuris nas trochę w szkołach „zaorało”. W zeszłym roku jedno z wrocławskich liceów chciało zorganizować wydarzenie związane z Tygodniem Równości. Inicjatywa oddolna, uczniowie zaprosili nas, żeby porozmawiać o dyskryminacji... tyle że jeden z rodziców doniósł o sprawie kuratorium. Pojawiła się groźba kontroli, więc dyrekcja – by nie robić sobie problemów – postanowiła wszystko odwołać. To się zdarza coraz częściej.

Czytaj też: Ułaskawiony przez Dudę. Przemoc domowa, przemoc państwa

Martwa konwencja stambulska

W 2018 r. Amnesty International podnosiło, że na trzy lata od ratyfikowania konwencji stambulskiej w Polsce zmieniło się niewiele. Wypowiedzi polityków Zjednoczonej Prawicy, zgodnie z którymi dokument „redefiniuje rodzinę”, „obciąża odpowiedzialnością za przemoc religię” albo „promuje koncepcję trzeciej płci” (czy tam 56 płci), bynajmniej nie są pierwszyzną. Prace nad wypowiedzeniem konwencji trwały już w poprzedniej kadencji, a prezydent Duda zachęcał (w telewizyjnym wywiadzie), by jej „przede wszystkim nie stosować”. Choć dziś burzymy się, że obóz rządzący chce wyrzucić dokument z polskiego porządku prawnego, nie zapominajmy, że ignorował jego istnienie od momentu przejęcia władzy.

Czytaj też: Dlaczego skutki pandemii mocniej uderzają w kobiety

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną