Społeczeństwo

294 ciąże za 46 mln zł. Marne efekty rządowego programu

Z ogłoszonego cztery lata temu „Programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego” zostały tylko szczątkowe założenia. Z ogłoszonego cztery lata temu „Programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego” zostały tylko szczątkowe założenia. John Looy / Unsplash
Z ogłoszonego cztery lata temu „Programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego” zostały tylko szczątkowe założenia. Zmarnotrawiono połowę jego budżetu.

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała sprawozdanie z wykonania budżetu Ministerstwa Zdrowia w 2019 r., dzięki czemu poznaliśmy najświeższe statystyki „Programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego”. Są druzgocące.

Prokreacja. Pięta achillesowa PiS

Liczący 99 mln zł budżet programu rozłożony na cztery lata (78,6 mln z budżetu państwa oraz 21 mln zł dofinansowania z Unii) dawał nadzieję zarówno na zagwarantowanie większej dostępności do diagnostyki, jak i objęcie leczeniem większej grupy osób. W Polsce już co piąta para ma problemy z poczęciem dziecka, czyli stara się o to bezskutecznie przez minimum 24 miesiące.

Przez trzy lata wydano jednak mniej niż połowę, czyli 46 mln zł. Na co? Głównie na doposażenie szpitali uniwersyteckich, w których mieszczą się ośrodki referencyjne, a więc na infrastrukturę i sprzęt – na ten cel przeznaczono 36 mln, a tylko 10 mln na badania i opiekę psychologiczną nad pacjentami. W 2020 r. zaplanowano wykorzystanie kolejnych 8 mln zł, ale co z resztą niewydanej kwoty? Jak zostanie wykorzystana?

Z programu miało skorzystać 6 tys. par, ale do końca 2019 r. z ponad 5,7 tys., które się do niego zgłosiły, etap diagnostyczny zakończyło tylko 2,6 tys. Co się stało z resztą? Cudownie ozdrowiała, czy może nie udało im się pomóc inaczej niż metodą pozaustrojową, wyklętą przez ministra zdrowia? Na tym ma polegać, w kraju zamieszkanym przez 1,5 mln niepłodnych par, „zwiększenie dostępności do wysokiej jakości świadczeń”? Ostatecznie 1155 par „zostało skierowanych do dalszego leczenia niepłodności”, a miało ich być 4 tys. 30 proc. z nich miało zajść w ciążę. NIK podkreśla, że „istnieje ryzyko nieosiągnięcia zakładanych w Programie wielkości docelowych”, co jest niezwykle łagodną oceną starań kierownictwa resortu zdrowia.

Czytaj także: Resort zdrowia nie pomoże młodym kobietom chorym na raka

Dzietność się w Polsce nie poprawiła

No i wreszcie wskaźnik, który wszystkich interesuje najbardziej, czyli liczba ciąż. Do kwietnia 2019 r. było ich 294 – taka informacja pochodzi z wewnętrznych raportów przekazywanych do NFZ przez realizatorów programu. Mają one jednak charakter dobrowolny, czyli ośrodki referencyjne nie muszą już donosić aktualnych statystyk. Poza tym mowa o ciążach, a więc nie mamy nawet pewności, czy zakończyły się szczęśliwym porodem. Dla porównania: tylko w Poznaniu przez trzy lata dzięki miejskiemu programowi dofinansowania in vitro urodziło się 201 nowych mieszkańców. Koszt tego przedsięwzięcia to... 7 mln zł.

Narodowy Program Prokreacyjny wygasa w grudniu 2020, ale nie trzeba czekać do końca roku, by już dziś ogłosić go wielką porażką. Nie da się skutecznie leczyć, wykluczając najskuteczniejsze lekarstwo.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Rozmowa – klucz do udanego związku

Czego człowiek powinien się dowiedzieć o najbliższej mu osobie.

Ewa Wilk
25.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną