Społeczeństwo

„Telefon dzwoni non stop”. Jak Polki przerywają ciążę w pandemii

„Telefon dzwoni non stop”. Jak Polki przerywają ciążę w pandemii? „Telefon dzwoni non stop”. Jak Polki przerywają ciążę w pandemii? PantherMedia
Zaledwie trzy miesiące po rozpoczęciu akcji Aborcja Bez Granic w Europie zamknięto granice. Polki zaczęły się interesować, jak bezpiecznie przerwać ciążę w domu – za pomocą farmakologii.

Poznajesz kogoś, myślisz, że to miłość twojego życia, a potem okazuje się, że oczywiście się myliłaś – mówi Karolina, 25-latka z dużego miasta w centralnej Polsce. Okres nie przychodził, więc zrobiła serię testów ciążowych. Piąty tydzień. Był luty 2020 r., miesiąc do ogłoszenia pandemii w Europie.

Karolina nie miała wtedy stałej pracy, oszczędności ani własnego mieszkania. Pochodzi z wielodzietnej rodziny, w której jako najstarsza córka opiekowała się młodszym rodzeństwem. Wtedy, kiedy mogła, bo część dzieciństwa upłynęła jej w domach dziecka i rodzinach zastępczych. Wiedziała, że nie chce własnych dzieci, ale nie miała pojęcia, kto może jej w takiej sytuacji pomóc.

Wpadło jej do głowy hasło „aborcja domowa”. Wpisała je do wyszukiwarki, która podpowiedziała stronę Women Help Women, międzynarodowej organizacji, która za kilkadziesiąt euro wysyła tabletki poronne do krajów, w których aborcja jest zakazana. Wysłała wiadomość, odpowiedź przyszła po godzinie. Aby zamówić zestaw z bezpośrednią dostawą, trzeba wypełnić kwestionariusz na stronie internetowej. To forma wywiadu lekarskiego, którego celem jest stwierdzenie, czy istnieją przeciwwskazania do przyjęcia zestawu poronnego. – Nie zamówiłam ich na domowy adres, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś cię nie wsadzi za te tabletki do więzienia – mówi. Za aborcję zapłaciła 35 euro – pieniędzmi pożyczonymi od znajomej. Kiedy wkładała do ust najpierw jedną dużą tabletkę, a potem cztery mniejsze, po dwie na każdy policzek, wybił szósty tydzień ciąży.

50 godzin w podróży

3327 telefonów od 2206 osób i blisko 600 maili odebrały w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy prowadzące akcję Aborcja Bez Granic. Inicjatywa rozpoczęła się w grudniu 2019 r., kiedy do kilku proaborcyjnych grup wspierających Polki od lat poradnictwem na temat przerywania ciąży dołączyła Abortion Support Network, organizacja, która wcześniej opiekowała się Irlandkami i Maltankami. W Irlandii prawo zliberalizowano w 2018 r., na Malcie aborcja wciąż jest zakazana. ASN udziela konkretnej pomocy, bo wnosi fundusz aborcyjny, z którego finansowane są zabiegi za granicą lub wysyłka środków poronnych dla tych kobiet, które same nie mogą ich opłacić. Pieniądze pochodzą ze zbiórki – nazwiska darczyńców pozostają anonimowe, ale gros stara się oddać światu pomoc, jaką kiedyś może dostało.

Zaledwie trzy miesiące po rozpoczęciu akcji Aborcja Bez Granic w Europie granice zamknięto. Od końca lutego telefon na infolinii się urywał, odbierano po 40 telefonów każdego dnia. Kobiety dzwoniły zdezorientowane, bały się, że nie dostaną na czas zamówionych przesyłek albo nie będą mogły wyjechać. Większość ze 122 tys. zł z funduszu aborcyjnego dla Polek w niechcianej ciąży przeznaczono na pokrycie rosnących kosztów zabiegów w europejskich klinikach – część lekarzy wyczuła interes i nawet o 100 proc. podniosła ceny za przerywanie ciąży w pandemii. Wiedzieli, że podstawione pod ścianą imigrantki ze Wschodu i tak przyjadą. Niektóre spędziły w podróży nawet 50 godzin, telepiąc się pod wskazany adres czterema autobusami.

Marze Clarke, założycielce Abortion Support Network, w szczególny sposób zapadła w pamięć historia Polki, u której leki poronne nie zadziałały. Kiedy kobieta dowiedziała się, że jednak jest w ciąży, był już 21. tydzień. Umówiono jej wizytę w Wielkiej Brytanii, ostatniej desce ratunku dla Polek, które zaczęły drugi trymestr. Kobieta nie zdążyła na umówione spotkanie, bo miała wypadek samochodowy. Umówiono jej kolejną wizytę, na którą dotarła. Okazało się, że przekroczyła dozwolony termin o dwa dni.

10 tys. wiadomości z Polski

Ponieważ wyjazdy stały się i droższe, i bardziej niebezpieczne wobec zmieniających się restrykcji, zdecydowana większość wybierających numer infolinii Aborcji Bez Granic pyta o aborcję farmakologiczną, którą można przeprowadzić w domu. Do Women on Web, drugiej obok Women Help Women organizacji, która wysyła środki poronne, od marca do czerwca wpłynęło 10 tys. wiadomości z Polski, o 75 proc. więcej niż wcześniej. Liczba telefonów wzrosła o połowę.

Naszym zdaniem kryzys wywołany pandemią – ekonomiczny, a dla wielu osób też egzystencjalny, związany z lękiem o przyszłość – spowodował, że więcej osób zdecydowało się na przerwanie niechcianej ciąży. Innym efektem pandemii jest to, że więcej osób dotkniętych jej skutkami potrzebuje wsparcia finansowego, ponieważ nie stać ich na zabieg – tłumaczy ten wzrost zainteresowania Ciocia Basia, berlińska grupa aktywistyczna udzielająca wsparcia dla kobiet, które nie mogą skorzystać z aborcji w swoich państwach (również należy do ABG). I podaje, że 80 proc. osób, które skontaktowały się z nią w ostatnich miesiącach, podjęła decyzję o zamówieniu tabletek i przeprowadzeniu aborcji domowej. – Nie liczymy tych osób, ale było ich naprawdę bardzo
dużo – dodaje. Odradzające się dyskusje na temat zaostrzenia prawa aborcyjnego w Polsce sprawiają, że niektóre kobiety dzwonią profilaktycznie – nie są w ciąży, ale chcą się upewnić, że gdyby były, miałyby możliwość jej przerwania.

Dzwoni też coraz więcej nastolatek. Trzy na 20 osób, które kontaktują się z Aborcją Bez Granic, ma mniej niż 18 lat. Nie wszystkie są w ciąży – niektóre pytają o antykoncepcję albo mają trudności w zdobyciu testu ciążowego. Co ciekawe, jedna piąta wszystkich rozmówców to mężczyźni. Dzwonią, bo chcą wspierać swoje partnerki albo czują odpowiedzialność za organizację tabletek.

Dzwonią też kobiety, które przyjęły tabletki i nie wiedzą, czy zadziałały.

95 proc. skuteczności

Z fizjologicznego punktu widzenia aborcja farmakologiczna przypomina proces naturalnego poronienia. Polega na przyjęciu dwóch rodzajów substancji. Pierwsza – mifepriston – w Polsce nielegalna, ma za zadanie blokować działanie progesteronu, hormonu niezbędnego do podtrzymania ciąży. Drugą – misoprostol – przyjmuje się od 24 do 48 godzin później. Powoduje skurczanie macicy aż do wydalenia tkanek płodu. Stosuje się ją także u nas – przy indukcji porodu, naturalnym lub sztucznym poronieniu oraz by zapobiec krwotokom poporodowym.

Ból porównałabym do menstruacyjnego połączonego z bólem jajników. Poza tym miałam nudności – mówi Karolina. – Znacznie gorszy był ból psychiczny: byłam z tym wszystkim sama, czułam straszny wstyd, nie mogłam na siebie patrzeć. I nie do końca wiedziałam, co się ze mną dzieje – wspomina. Uspokoiła ją rozmowa z Natalią Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu, do której napisała po wzięciu tabletki wywołującej skurcze. ADT udziela w sieci informacji na temat aborcji. – W pewnym momencie przyszły silniejsze skurcze i pojawił się większy skrzep krwi. W szóstym tygodniu zarodek ma 4 mm, w dziewiątym – 16, a w dwunastym – 60. To znaczyło, że wszystko poszło dobrze. Całkowitą ulgę Karolina odczuła, kiedy pojawiła się miesiączka.

Światowa Organizacja Zdrowia w 2015 r. określiła, że możliwe jest samodzielne przeprowadzanie aborcji farmakologicznej w pierwszym trymestrze i sprawdzenie jej skuteczności na własną rękę, bez nadzoru lekarskiego, przy dostępie do odpowiednich informacji oraz opieki zdrowotnej w razie potrzeby. Jej skuteczność, przy postępowaniu zgodnie z zaleceniami w ulotce dołączonej do tabletek, WHO ocenia na 95 proc. Odsetek nieprzerwanych ciąż wynosi 2 proc., a częstotliwość powikłań 3 proc. Co oznacza, że na sto osób stosujących tabletki poronne mniej niż pięć będzie potrzebować opieki medycznej.

Do wspomnianych statystyk z rezerwą podchodzi dr Milena Kabatnik, ginekolożka z Płocka. – Jeżeli kobieta kupuje tabletki poronne ze sprawdzonych źródeł, to można powiedzieć, że domowa aborcja w polskich warunkach jest podobnie bezpieczna jak w krajach zachodnich, gdzie kobiety nie muszą się zastanawiać, czy nie trafiły na oszusta – mówi dr Kabatnik. Ale dodaje: – Miałam kilka pacjentek, które zgłosiły się do mnie po zażyciu tabletek, które zamówiły do domowej aborcji. Kupiły je na popularnych portalach od osób, które ogłaszały się ze skutecznymi sposobami na przywrócenie miesiączki. A ostatecznie zatruły się paracetamolem.

Do tego należy wspomnieć o przeciwwskazaniach. Są nimi ciąża pozamaciczna czy zaśniadowa (diagnozowane przy pomocy USG), choroby zakrzepowo-zatorowe i układu krzepnięcia. Jak tłumaczy dr Kabatnik, częścią dyskusji o domowej aborcji farmakologicznej powinno być zwracanie uwagi na symptomy, które świadczą o tym, że proces poronienia jest zaburzony. – U nas dzisiaj edukowanie na temat aborcji odbywa się tylko dzięki organizacjom feministycznym, ale to za mało – przyznaje ginekolożka. I wskazuje, że mimo stresu przed konfrontacją z lekarzem, kiedy występuje nadmiarowe krwawienie, gorączka lub dreszcze, należy się do niego udać. W Polsce wiele kobiet, jeśli nie większość, po przyjęciu tabletek w obawie przed stygmatyzacją rezygnuje z kontroli lekarskiej. Szczególnie jeśli aborcja przebiegła bez problemów. – Nie chcę, żeby to zabrzmiało, jakbym namawiała do kłamstw, ale wolę, żeby kobieta udała się do lekarza i powiedziała nieprawdę, ale została zbadana, niż żeby naraziła swoje zdrowie – mówi ginekolożka.

O dwa dni za późno

W krajach takich jak Wielka Brytania, Irlandia, Nowa Zelandia i Szwecja na czas zagrożenia koronawirusem przeniesiono aborcję ze szpitali do domów. Brytyjki, Irlandki, Nowozelandki czy Szwedki otrzymują receptę w klinikach, ale przyjmują tabletki w swoich domach. Nie tak jak wcześniej, pod okiem lekarza. Mogą się do niego zwrócić w razie problemów – pokonując kilka ulic, a nie przekraczając granice kilku państw jak Polki. „Dzięki telemedycynie kobiety miały dostęp do terminowej, wysokiej jakości opieki, na jaką zasługują. Gdyby nie była dostępna, konsekwencje mogłyby być katastrofalne” – komentował tę decyzję brytyjski ginekolog dr Jonathan Lord.

A w Polsce po staremu. Choć więzienie grozi głównie lekarzom przeprowadzającym nielegalne zabiegi w podziemiu, a poddanie się aborcji w domu, wyjazd do zagranicznej kliniki czy dzielenie się swoimi doświadczeniami nie są karalne, konserwatywne fundacje, jak PRO – Prawo do Życia, co jakiś czas donoszą na aborcyjne aktywistki, że łamią prawo. A dokładniej art. 152 Kodeksu karnego mówiący o pomaganiu komuś w aborcji. Grożą za to trzy lata więzienia.

Justyna Wydrzyńska w ciągu 14 lat istnienia forum Kobiet w sieci była przesłuchiwana przez prokuraturę jako świadek trzy razy. Ostatnio dwa lata temu w sprawie „udzielania pomocy lub nakłaniania kobiet do nielegalnej aborcji”. Do dziś nie wie, co stało się z tą sprawą. Jeśli została umorzona, to nikt jej nawet o tym nie poinformował.

Tekst został przygotowany z okazji Światowego Dnia Bezpiecznej Aborcji – poświęconego w tym roku aborcji domowej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną