Społeczeństwo

Szkoła centralnie zarządzana? Czarnek nie rzuca słów na wiatr

Koniec edukacji antydyskryminacyjnej? Koniec edukacji antydyskryminacyjnej? Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
W MEiN trwają prace nad reformą, która uniemożliwi prowadzenie zajęć antydyskryminacyjnych, za to wzmocni kompetencje kuratoriów oświaty. A to nie koniec zmian.

Gdy przepisy wejdą w życie, przedstawiciele kuratoriów oświaty zyskają m.in. kluczowy wpływ na wybór dyrektorów. Dziś w komisjach konkursowych panuje względna równowaga wpływów tzw. organów nadzoru, czyli kuratoriów, i tzw. organów prowadzących szkoły, czyli najczęściej samorządów. Mają po trzech przedstawicieli. Po zmianach reprezentantów samorządów ma być najwyżej trzech, za to reprezentantów kuratoriów pięciu (po dwóch przedstawicieli mają mieć jeszcze rada pedagogiczna i rada rodziców oraz po jednym związki zawodowe – tylko te, które działają w danej szkole).

Odwołanie bez wypowiedzenia

W świetle planowanych przepisów kuratorzy zyskują też nieodwołalną moc usuwania dyrektorów ze stanowiska. Jak czytamy w omówieniu zmian na stronach resortu, do ministerstwa spływają sygnały, że dyrektorzy nie realizują zaleceń wydanych w wyniku kontroli. By to ukrócić, kuratorzy będą mogli wezwać dyrektora do wytłumaczenia przyczyn niezrealizowania zaleceń – w ciągu siedmiu dni. Jeśli sytuacja nie zostanie wyjaśniona, kurator może wystąpić z wnioskiem o odwołanie dyrektora w czasie roku szkolnego, bez wypowiedzenia. Jeżeli prezydent czy wójt nie zechce dyrektora odwołać, nic nie szkodzi – stanowisko i tak po dwóch tygodniach wygaśnie.

W projektowanych przepisach nie ma mowy o żadnej ścieżce odwoławczej. Przy czym gdyby to prezydent czy wójt z własnej inicjatywy chciał odwołać dyrektora, kurator musi się na to zgodzić. To oznacza w praktyce, że kuratorzy oświaty, wśród nich słynna małopolska kurator Barbara Nowak, dosłownie przejmą decyzyjność o tym, kto będzie zarządzał polskimi szkołami i co się w nich dzieje.

Koniec warsztatów antydyskryminacyjnych

Co jeszcze mamy w planach? Zapowiadany od dawna realny koniec zajęć edukacyjnych i warsztatów przez stowarzyszenia czy organizacje pozarządowe. Zgodnie z projektem przed wpuszczeniem organizacji do szkoły dyrektor będzie miał obowiązek uzyskać pozytywną opinię kuratora oświaty, a w tym celu co najmniej dwa miesiące wcześniej musi przekazać mu program zajęć oraz materiały wykorzystywane w ich trakcie, a także pozytywne opinie rady szkoły i rodziców.

To nie koniec. Po uzyskaniu zgody kuratora dyrektor będzie zobowiązany przedstawić ją rodzicom każdego ucznia, uzupełniając pełną informacją o celach i treściach realizowanych na zajęciach oraz materiałami na nich wykorzystywanymi. A potem każdy rodzic musi wyrazić na ewentualny udział swojego dziecka pisemną zgodę. W opisie czytamy, że powinien też mieć dostęp do informacji np. o posiadanym przez osoby prowadzące takie lekcje doświadczeniu zawodowym i kompetencjach w danym zakresie. Znów przekładając to na język praktyczny: o jakichkolwiek zajęciach antydyskryminacyjnych możemy zapomnieć.

Ale przecież nie tylko o to chodzi. Gdyby w szkole doszło do sytuacji kryzysowej – np. wybucha jakiś konflikt, ujawnia się przemoc – możliwości doraźnego przepracowania sprawy z dzieciakami nie ma. Dotychczas w podobnych przypadkach dobrze działało wezwanie na pomoc specjalistów – terapeutów z zewnątrz (bo „wewnątrz”, przypomnijmy, są obecni szczątkowo i mają mnóstwo bieżących zadań), którzy prowadzili interwencyjne warsztaty. Wychodzi na to, że teraz kryzysy trzeba będzie planować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i liczyć się z tym, że pomoc i tak nie dotrze do wszystkich.

Ale rozbudowana procedura weryfikacyjna nie dotyczy każdego organizatora zajęć: z obowiązku uzyskania zgody kuratora będą zwolnione zajęcia organizowane „w ramach zadań zleconych z zakresu administracji rządowej”, czyli np. przez stowarzyszenia współpracujące z władzą.

Czarnek nie rzuca słów na wiatr

W opisie projektu na stronie MEiN zupełnie jasno jest napisane, że projektowane w ustawie rozwiązania mają wzmocnić uprawnienia kuratorów oświaty, a osłabić wpływy samorządów. „Z przepisów Konstytucji RP nie wynika, aby sprawami dotyczącymi oświaty czy edukacji publicznej musiał zajmować się samorząd terytorialny, a w szczególności sprawami dotyczącymi: wyboru dyrektora, zawieszenia dyrektora, odwołania dyrektora czy wyboru określonej liczby członków komisji konkursowej wyłaniającej kandydata na stanowisko dyrektora szkoły lub placówki” – argumentują urzędnicy.

I dodają, że samorząd terytorialny nadal będzie wykonywał zadania z obszaru edukacji publicznej w zakresie niezastrzeżonym dla kuratora oświaty, m.in. ma zapewnić dzieciom dostęp do szkoły. A zatem samorządy mają organizować pieniądze i transport, budować placówki, ale w to, kto w nich pracuje i co robi, już się nie mieszać.

W mediach o. Tadeusza Rydzyka minister Przemysław Czarnek obiecywał niedawno, że ograniczy wpływy „liberalnych, lewicowych czy wręcz postkomunistycznych prezydentów miast”, którzy jego zadaniem wywierają naciski na dyrektorów szkół po to m.in., „by wpuszczali do nich organizacje, które nigdy z edukacją dzieci nie powinny mieć nic wspólnego”. Trzeba przyznać, że szef resortu edukacji i nauki nie rzuca słów na wiatr. Wracamy do ery faktycznej centralizacji zarządzania oświatą.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Młodzi: monogamia to tylko jedna z opcji

Amelia chętnie słucha, gdy jej chłopak opowiada, jak mu się udała randka z drugą dziewczyną. Dla coraz większej liczby młodych monogamia przestaje być normą. Staje się tylko jedną z opcji.

Norbert Frątczak
11.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną