Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Społeczeństwo

„W Kościele nic się nie zmienia”. Ofiara ks. Jankowskiego wycofała pozew

Proces aktywistów, którzy obalili pomnik ks. Henryka Jankowskiego w lutym 2019 r. Proces aktywistów, którzy obalili pomnik ks. Henryka Jankowskiego w lutym 2019 r. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta
Barbara Borowiecka wycofała pozew, który dwa lata temu złożyła do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Od archidiecezji domagała się przeprosin i pół miliona złotych zadośćuczynienia, które zamierzała przeznaczyć na cele charytatywne.

O wycofaniu pozwu poinformował katolicki portal wiez.pl. W rozmowie z redaktorem naczelnym Zbigniewem Nosowskim Barbara Borowiecka tak tłumaczy swoją decyzję: „Najbardziej mi przykro, że w gdańskim Kościele nic się nie zmienia. Przedstawiciele kurii wciąż podchodzą do tej sprawy z niezmienną bufonadą i arogancją. Jestem psychicznie zmęczona. Już nie mam siły walczyć z kościelnymi wiatrakami. Po prostu mam dość zmagań z instytucją niewrażliwą na ludzką krzywdę. Głową muru nie przebiję. Rzecz jasna, inni będą to komentować po swojemu. Ich prawo, każdemu wolno myśleć, co chce. Oczywiście swoich zeznań nie odwołuję, bo są prawdziwe”.

„Dopadł mnie 10, może 20 razy”

Barbara Borowiecka, od lat mieszkająca w północnej Australii, w 2018 r. stała się bohaterką głośnego reportażu Bożeny Aksamit „Sekret św. Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?”, opublikowanego w „Dużym Formacie”. Nieżyjącej już reportażystce opowiedziała, że była molestowana, ale przytoczyła też inne wstrząsające historie, w tym o samobójstwie nastolatki, która miała być z księdzem w ciąży.

„Dopadł mnie z 10, może nawet 20 razy. (…) Chciałam uciec przez strych i wybiec drugim wejściem. Ale tym razem drzwi były zamknięte. Dopadł mnie, gdy szarpałam się z klamką. Dotykał piersi, powiedział, że pokaże mi, co to znaczy od tyłu. Wkładał ręce w majtki i próbował je zdjąć. Nie udało mu się. Pamiętam, że miałam spódniczkę na gumce, naciągnęłam majtki tak, że trzymałam je w zębach i odpychałam się rękoma. Byłam przerażona, nie rozumiałam, czego chce, co to znaczy »od tyłu«. A on mówił: »Ja ci pokażę, jak się spuścić«. Był obleśny” – opowiadała dziś ponad 60-letnia Barbara Borowiecka.

Trzy miesiące po tej publikacji, w lutym 2019 r., trzech mężczyzn przewróciło pomnik prałata Henryka Jankowskiego stojący niedaleko kościoła św. Brygidy, z którym był przez lata związany. Oskarżono ich o znieważenie monumentu i uszkodzenie mienia, za co groziło im do pięciu lat więzienia. We wrześniu zeszłego roku zapadł wyrok w tej sprawie – sąd uznał ich za winnych zniszczenia, a nie znieważenia pomnika, i odstąpił od wymierzenia kary. Nakazał jednak naprawienie szkód i pokrycie kosztów procesu.

Długie dochodzenie zadośćuczynienia

Barbara Borowiecka oficjalnie zgłoszenie molestowania złożyła w gdańskiej kurii w styczniu 2019 r. W piśmie datowanym na 25 stycznia napisała: „Zgłaszam do kurii, że były to zdarzenia prawdziwe i miały miejsce w latach 60. Wnioskuję o zbadanie tej sprawy”.

Kanclerz kurii ks. Rafał Dettlaff odpisał jej w imieniu ówczesnego metropolity archidiecezji abp. Sławoja Leszka Głódzia, że „Kongregacja Nauki Wiary przesłała pismo (Prot. N. 200/2019-71414), w którym w sposób jednoznaczny wyjaśnia, iż w sytuacji oskarżenia skierowanego po śmierci osoby oskarżanej, w tym wypadku Ks. Henryka JANKOWSKIEGO, prowadzenie postępowania procesowego jest niemożliwe. (…) Ponadto Kongregacja Nauki Wiary informuje, że sprawa została zamknięta, a wszelka dokumentacja z nią związana została przekazana do archiwum wspomnianej Kongregacji”.

W 2020 r. kobieta zdecydowała się złożyć pozew przeciwko kurii gdańskiej. I wycofała go po dwóch latach nieskutecznego dochodzenia zadośćuczynienia. Jak wyjaśnia w rozmowie z Nosowskim, z jednej strony to efekt pandemii – nie jest w stanie wyjechać z Australii, a trudno sobie wyobrazić prowadzenie sprawy, szczególnie o takim charakterze, na odległość. Z drugiej strony znacznie ważniejsza jest, co podkreśla Borowiecka, postawa przedstawicieli Kościoła.

„Arcybiskup wie, gdzie mnie znaleźć”

Barbara Borowiecka zdradziła też, że prosiła przez swoją pełnomocniczkę Katarzynę Warecką o możliwość osobistej rozmowy z abp. Tadeuszem Wojdą, następcą abp. Głódzia. Ze względu na obostrzenia pandemiczne – online. Do takiej rozmowy nie doszło.

„Jako osoba pokrzywdzona nie spotkałam się z życzliwością czy choćby szacunkiem ze strony przedstawicieli archidiecezji gdańskiej. Wręcz przeciwnie – z podejrzeniami i upokorzeniami. A ja liczyłam na to, że moje wystąpienie może pomóc władzom kościelnym wyjść z twarzą z tej sytuacji – i wobec mnie, i wobec prawdy historycznej. Z tej okazji nie skorzystano. Wycofuję więc pozew sądowy, bo aspekt prawny był dla mnie zawsze wtórny wobec płaszczyzny moralnej. Jeśli arcybiskup metropolita gdański chciałby mi jeszcze coś powiedzieć, to wie, jak mnie znaleźć” – powiedziała gorzko Barbara Borowiecka w rozmowie ze Zbigniewem Nosowskim.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
18.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną