Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Wstrzymać konie

Polska jazda. Jaki będzie efekt wprowadzenia nowych stawek mandatów

Sześć lat temu liczba zabitych na polskich drogach spadła do średniego poziomu 2850 i na takim zastygła. Sześć lat temu liczba zabitych na polskich drogach spadła do średniego poziomu 2850 i na takim zastygła. Shutterstock
Nowe stawki mandatów zrujnują niejedną kieszeń. Ale w szczytnym celu. Na polskich drogach ginie cztery razy więcej osób niż w wyniku zabójstw.
Funkcjonariusz łódzkiej policji podczas pomiaru prędkości. Z policjantami był nasz reporter.Juliusz Ćwieluch/Polityka Funkcjonariusz łódzkiej policji podczas pomiaru prędkości. Z policjantami był nasz reporter.

Z nowym taryfikatorem było jak u Hitchcocka. Ludzie jeszcze nie zdążyli wytrzeźwieć po sylwestrze, a już w mediach trąbili o mieszkance Warszawy, która dostała 1,5 tys. zł mandatu za wyprzedzanie na pasach. Manewr był spektakularny, bo wyprzedzała oznakowany radiowóz. Jednak to wysokość mandatu była newsem dnia. Dzień wcześniej za to samo wykroczenie obowiązywał mandat z widełkami od 50 do 500 zł. I 8, a nie 10 pkt karnych. A teraz nawet gdyby policjant chciał być wyrozumiały, to i tak musiał dać 1,5 tys. Ustawodawca nie zostawił funkcjonariuszom przestrzeni na negocjacje – w myśl zasady zero tolerancji. W myśl tej samej zasady kierowca Audi, który 1 stycznia pędził przez Warszawę 160 km na godzinę, zapłacił 2,5 tys. mandatu i stracił prawo jazdy na trzy miesiące. Jak skomentował to na forum jeden z internautów: „No i skończyło się rumakowanie”.

Popatrz do góry

Po 16 latach w warszawskiej drogówce J. ma już własną mapę trupów. Mówi, że pierwszego nie zapomina się nigdy. Zresztą trudno, żeby było inaczej, skoro na miejscu okazało się, że nie mogą znaleźć głowy kierującego. Ciało było przypięte pasami. Auto fantazyjnie rozbite. Tylko głowy brakowało. Losowali z kolegą, kto otworzy drzwi i zajrzy pod siedzenia. Padło na niego. Sięgnął po klamkę. Szarpnął. I… w czasach, w których wszyscy policjanci chcieli pracować w warszawskiej drogówce, jemu jakoś nagle się odwidziało. Tym bardziej że dyżurny cisnął, co z tą głową, bo trzeba było coś powiedzieć prokuratorowi. Zameldowali, że głowy nie ma. Ale szukają. Starsi i bardziej doświadczeni koledzy połączyli się z nimi przez radiostację i kazali sprawdzić, czy na podsufitce nie ma czasem takiej większej plamy. Była.

Takich historii J. ma więcej, ale taktownie milknie, kiedy się go prosi, żeby nie kontynuował.

Polityka 8.2022 (3351) z dnia 15.02.2022; Społeczeństwo; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Wstrzymać konie"
Reklama