Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Ratownik WOPR: Ludzie kąpią się gdziekolwiek. Myślą, że umieją pływać

Plaża w Pieczyskach, zakaz kapieli Plaża w Pieczyskach, zakaz kapieli Roman Bosiacki / Agencja Wyborcza.pl
W Górze Kalwarii utopiło się dwóch nastolatków, w Tałtach ośmioletnia dziewczynka. Początek lata to czas wzmożonych utonięć. Jak ich uniknąć, mówi Dariusz Stefaniak, prezes Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sochaczewie.

NORBERT FRĄTCZAK: Tylko od początku wakacji w wodzie zginęło 16 osób. Skąd taka tragiczna statystyka?
DARIUSZ STEFANIAK: Odpowiadają za nią te same problemy, o których alarmujemy od lat: przecenianie swoich umiejętności, alkohol, słaby nadzór nad dziećmi. Wiadomo, rodzice chcą trochę odpocząć na wakacjach, ale spuszczenie pociechy z oczu, gdy wchodzi do wody, to proszenie się o tragedię.

Wielu ludzi bagatelizuje zagrożenia. Kapią się gdziekolwiek, byle było trochę wody, szczególnie w takie upały, jakie mieliśmy w ostatnich dniach. To błąd, do wody wchodzimy tylko w miejscach bezpiecznych, czyli takich, których pilnuje ratownik.

Tydzień temu w Wiśle w Górze Kalwarii utonęło dwóch nastolatków. A to tylko dwie z dziewięciu osób, które utonęły w tej rzece tego dnia.
Wisła z pewnością nie jest bezpieczna i większość osób to wie. Ale rzeczywiście zdarzają się tacy, którzy mimo zakazów próbują w niej pływać. To dzika, nieuregulowana rzeka, w niektórych jej częściach odbywa się żegluga, inne są natomiast niebezpieczne do pływania. Bardzo łatwo stracić w niej siły, zostać pociągniętym przez nurt, a to już murowane nieszczęście.

Czytaj też: Skąd w Polsce tylu topielców?

Tałty, też tydzień temu: wywrócona motorówka, prawdopodobnie pasażerowie nie mieli kamizelek. Sześć osób uratowano, ośmiolatkę znaleziono razem z łódką 30 m pod powierzchnią wody.
Niezakładanie sprzętu asekuracyjnego to kolejny przykład bagatelizowania zagrożenia na wodzie. Zwykle pojawiają się te same tłumaczenia rezygnacji z kapoka: bo za gorąco, bo niewygodnie, bo świetnie pływam...

Od siebie opowiem o wypadku, który wydarzył się w maju w okolicach Czerwińska nad Wisłą. Łódką wiślaną wypłynęły cztery osoby – tylko jedna z nich miała kamizelkę, pozostałe, w tym dziecko, nie miały. Dziecko jakimś cudem się uratowało, dopłynęło z dorosłym do kępy na Wiśle, ale jego ojciec nie miał tyle szczęścia i się utopił.

Co robić, żeby nie dochodziło do takich tragedii?
Nadrzędna zasada: wybierajmy bezpieczne miejsca, czyli takie z ratownikami. Uprawiając turystykę wodną albo sporty, zakładajmy sprzęt asekuracyjny. Nie przeceniajmy swoich umiejętności. Jeżeli wypływamy, poinformujmy o tym kogoś, kto jest na lądzie. Wchodzenie do wody bez świadka, i tyczy się to nie tylko dzieci, jest niebezpieczne. Uważajmy na temperaturę, nie wbiegajmy do chłodnej wody bardzo szybko, szczególnie w gorące dni. I oczywiście: nigdy nie wchodźmy do wody po alkoholu.

Czytaj też: Śmierć na dzikim kąpielisku

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną