Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Dr Grzesiowski dla „Polityki”: Covid nam ucieka. Będziemy chorować, może nawet wiele razy

Dr Paweł Grzesiowski Dr Paweł Grzesiowski Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
To w jakimś sensie znak czasu, że nie umiemy przyjąć do wiadomości, że pojawiło się zagrożenie, z którym naprawdę trzeba codziennie obcować – mówi dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. zagrożeń epidemicznych.
Covid-22 przebiega inaczej niż covid-19.Mufid Majnun/Unsplash Covid-22 przebiega inaczej niż covid-19.

KATARZYNA KACZOROWSKA: Covid-22 to nowa choroba?
DR PAWEŁ GRZESIOWSKI: Jestem sceptyczny, jeżeli chodzi o zmianę nazwy z covid-19 na covid-22. Znamy takie sytuacje, gdy jakaś choroba przebiega u jednego pacjenta łagodnie, ale u innego już nie i nie nazywamy jej za każdym razem od nowa. Polio to polio, gruźlica to gruźlica – niezależnie od indywidualnego przebiegu. Covid-22 rzeczywiście przebiega inaczej niż covid-19.

Czyli jak?
Omikron wywołuje inne objawy, głównie górnych dróg oddechowych, ewentualnie sercowo-naczyniowe. Dawał je też wariant pierwotny czy delta, ale u wielu pacjentów dominującym objawem było ciężkie zapalenie płuc, a tego akurat omikron właściwie nie wywołuje. Może więc ta zmiana nomenklatury ma ludziom dać sygnał, że nie tylko zmieniają się literki w alfabecie greckim i nazywamy te wirusy inaczej, ale też zmieniają się objawy, jakie te zmutowane wirusy wywołują.

Covid-22. Wzrosła zakaźność wirusa

Ten wirus naprawdę tak się zmienia?
Co do swojej podstawowej cechy, jaką jest związanie z białkiem ACE2 i potem wywoływanie stanu zapalnego, a więc tzn. immunoaktywacji – nie. Trzeba sobie jasno powiedzieć: to jest dalej ten sam covid, ale ciężkich zapaleń płuc, obarczonych bardzo wysokim ryzykiem śmierci pacjenta, mamy mniej. Wzrosła za to zakaźność. Nie pomaga nam też to, że covid i jego kolejne warianty łatwiej uciekają odporności. I z tego powodu mamy reinfekcje u ozdrowieńców, którzy mogą chorować drugi, trzeci i czwarty raz. Mamy również przełamania odporności poszczepiennej, a więc chorują także osoby zaszczepione.

Czego więc możemy się spodziewać w najbliższym czasie? Rośnie liczba zakażeń w krajach Europy Zachodniej, a jednocześnie mimo apeli lekarzy we Włoszech tamtejsze ministerstwo zdecydowało, że nie wprowadzi ograniczeń dotyczących masowych imprez, takich np. jak duży koncert ubiegłorocznego laureata Eurowizji, zespołu Måneskin.
Problem jest cały czas w jednym – świat zachodni nie chce pogodzić się z myślą o konieczności zmiany podejścia do życia. Koronawirus wciąż wpływa na wszystkie jego aspekty, a nie tylko na stan zdrowia. Zakłamujemy rzeczywistość, uważając, że jakoś sobie z tym wirusem poradzimy. To nie jest problem tylko Polski, właściwie cała Europa przestała stosować maski w większości sytuacji. Przyjęto koncepcję, że trzeba z tym wirusem żyć i trudno, będziemy chorować, być może wiele razy.

Tylko że nie ma przesłanek w literaturze naukowej, że ten wirus musi mutować w kierunku łagodniejszego. Najnowszy wariant omikron BA.5 powoduje więcej hospitalizacji i zgonów niż początkowe podtypy BA.1 czy BA.2. To jest zresztą w jakimś sensie znak czasu, że nie umiemy przyjąć do wiadomości, że pojawiło się zagrożenie, z którym naprawdę trzeba codziennie obcować.

Ma pan na myśli obowiązek noszenia maseczek w miejscach publicznych?
I zamkniętych pomieszczeniach. Oglądałem ostatnio mecz siatkówki Polska–Chiny, relacjonowany z Sopotu, z hali sportowej. W tym tłumie, bo przecież na hali byli też kibice, tylko chiński zespół medyczny był w maskach. I to jest znamienny obrazek, bo Azja wie, co to jest epidemia, boi się jej i mimo że maska zmienia komfort naszego życia, to jest podstawą w działaniach na rzecz wspólnego bezpieczeństwa, bo chroni przed transmisją. Europa nie chce tego uznać, choć ponieśliśmy straszne straty.

Szczepienia nie chronią przed zakażeniem

Nie chronią nas szczepienia?
Chronią, ale przed ciężkim przebiegiem choroby, a nie przed zakażeniem. Niestety, na świecie przyjęto koncepcję, że będziemy postępować z koronawirusem tak jak z grypą, czyli będziemy bronić się nowymi szczepionkami. Tylko że tu się nie da tak działać, bo koronawirus zbyt szybko mutuje. To są trzy, cztery nowe warianty w roku, o zakaźności zbliżonej do wirusa odry, podczas gdy grypa ma zwykle jedną, dwie, które znacznie wolniej się przenoszą. Szczepionkami, którymi dysponujemy obecnie, a więc opartymi na białku S, prawdopodobnie nie nadążymy za tym wirusem. On zawsze będzie przed nami. Konieczne są nowe generacje szczepionek, podobnych do szczepionek przeciw polio, czyli doustnych lub donosowych, opartych na pełnej cząstce wirusa.

W Polsce zaprzestano powszechnych testów.
I to jest błąd, bo aby czemuś zapobiegać, to trzeba mieć wiedzę, a więc monitorować i wyciągać szybkie wnioski z tego, że np. rośnie liczba zakażeń. Jeśli wykonuje się kilka tysięcy testów dziennie zamiast kilkudziesięciu tysięcy, dostajemy wycinek informacji, a wirus krąży bez naszej wiedzy.

Zakaża, jak chce?
Nie wiemy, który wariant krąży między nami, ile osób jest zakażonych, nie wiemy też – niestety – jak wielu ludzi zakażonych trafia do szpitali, bo w szpitalach również się nie testuje. Kwietniowe komunikaty ministerstwa, NFZ i Rzecznika Praw Pacjenta spowodowały, że w tej chwili na izbach przyjęć medycy boją się robić testy. Dokładniej zaś obawiają się, że będą skargi na to, że przy przyjęciu ktoś miał wykonywany test. To jest kompletny absurd, bo nie mając wiedzy, jesteśmy po prostu bezbronni. I mamy już ogniska epidemiczne w niejednym szpitalu w Polsce, bo straciliśmy czujność budowaną na testach przesiewowych na masową skalę.

Koronawirus. Kogo testować?

Dlaczego testy powinny być masowe?
Bo wtedy nie czekamy, aż pacjent będzie miał 40 st. gorączki. Obecnie wielu pacjentów jest przyjmowanych do szpitali w przebiegu covid z przyczyn nie płucnych, a więc nie trafiają na intensywną terapię, tylko na kardiologię, neurologię, mają zawały, udary, nadciśnienie, zaburzenia rytmu serca. To jest w tej chwili główna przyczyna hospitalizacji – pogorszenie stanu zdrowia. Starsza osoba choruje na covid, ale głównymi objawami tej choroby są niemoc i osłabienie. Pacjent nie je, odwadnia się, trafia do szpitala i nie jest tam testowany w kierunku covidu, bo nie ma w tej chwili masowego badania pod tym kątem. I już na oddziale po prostu staje się źródłem zakażenia. Ostatnie wytyczne mówią, żeby nie testować masowo.

Dlaczego?
Jesteśmy wciąż na etapie kwietnia, kiedy rzeczywiście zakażeń było dużo mniej. Minister zdrowia zapowiedział co prawda, że testowanie zostanie przywrócone, ale dopiero kiedy będzie 5 tys. hospitalizacji. Tylko że długo tych 5 tys. nie osiągniemy bez testowania. Sami sobie budujemy pułapkę. I moim zdaniem to zakłamywanie rzeczywistości jest pewnie na rękę politycznie. Wiadomo, że kiedy pojawi się kolejna fala, ludzie będą znowu wściekli. W końcu jest środek wakacji i nikt nie chce psuć ludziom wypoczynku. Z drugiej strony naprawdę ryzykujemy zdrowie i życie Polaków.

Kolejna fala pandemii w Polsce

Jak pana zdaniem będzie wyglądała ta kolejna fala?
Jest możliwe, że kolejne fale będą krótsze, ale bardziej intensywne, bo wirus zakaża coraz więcej osób w krótszym czasie. Jest mniej ciężkich przypadków, dlatego takiej fali jak jesienią 2021 r. możemy nie zobaczyć już nigdy, bo wirus musiałby ponownie zmutować, żeby pojawiły się dramatyczne zapalenia płuc. Możliwe, że nie doświadczymy tak długiego zablokowania szpitali, ale to będzie dotyczyło tylko intensywnej terapii. Mamy dużo łóżek na internach, kardiologiach itd. zajętych przez pacjentów z covid. Może nawet i będą tam dokładane kolejne łóżka, ale nie będzie to robione pod hasłem covidu. Po prostu będą duże obłożenia w szpitalach, ale nie będą odnotowywane jako kolejna fala hospitalizacji z powodu koronawirusa. Jak stłuczemy termometr, to nie będziemy wiedzieli, że mamy gorączkę.

Kto będzie najbardziej narażony na zakażenie i ciężki przebieg?
Po pierwsze, zagrożeni są nieszczepieni, niezależnie od wieku, bo omikron u osób nieszczepionych wywołuje cięższe objawy. I osoby 50 plus lub przewlekle chore dlatego, że ich organizm odpowiada słabiej na szczepienia. Tym osobom już powinniśmy podawać czwarte dawki. W tej chwili mamy czwartą dawkę dopuszczoną dla osób powyżej 80. roku życia, ewentualnie dla ciężkich zaburzeń odporności, ale przecież 60-latek z cukrzycą, nadciśnieniem, obturacyjną chorobą płuc czy nowotworem jest tak samo narażony na zaburzenia odporności. Moim zdaniem szczepienia w grupach ryzyka to jest najpilniejsza potrzeba, bo to działanie ratujące życie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
09.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną