Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Wszedł do kościoła w czapce. Od pięciu lat jest ciągany po sądach

Od pięciu lat przed sądami wszystkich instancji toczą się sprawy przeciwko Bartoszowi Horbowskiemu, który wszedł do kościoła w czapce. Od pięciu lat przed sądami wszystkich instancji toczą się sprawy przeciwko Bartoszowi Horbowskiemu, który wszedł do kościoła w czapce. Andrew Seaman / Unsplash
Od pięciu lat przed sądami wszystkich instancji toczą się sprawy przeciwko Bartoszowi Horbowskiemu, który wszedł do kościoła w czapce. Mężczyznę uniewinniono już od zarzutu pobicia księdza, teraz próbuje się mu dowieść, że obraził uczucia religijne.

Jest 24 grudnia 2016 r. W kościele Marii Śnieżnej w Międzygórzu kończy się pasterka, do przedsionka świątyni wchodzi wówczas 19-letni Bartosz Horbowski. Na głowie ma czapkę, co nie podoba się niektórym wiernym, a przede wszystkim ks. Andrzejowi Adamiakowi. Uderzeniem w głowę strąca czapkę jednemu z mężczyzn. Bartosz wyciąga telefon, nagrywa. Ksiądz rzuca się na niego, próbuje wyrwać komórkę. Dochodzi do przepychanki.

Tak przynajmniej opisała to „Gazeta Wyborcza”, opierając się na nagraniu z monitoringu kościoła z tej nocy. Nagranie trafi później do sądu jako dowód w sprawie przeciwko Bartoszowi. Na jednej z rozpraw powie on, że wchodząc do kościoła, nie miał zamiaru obrażać czyichś uczuć religijnych. Po prostu było mu zimno.

Czytaj też: Z pięściami do wiernych. W Pacanowie mają dość proboszcza

Sędzia wyraża ubolewanie

Sprawa ciągnie się od pięciu lat. Prokuratura rejonowa w Bystrzycy Kłodzkiej dwa razy ją umarzała, ostatecznie jednak zdecydowała się oskarżyć Bartosza o pobicie duchownego, mimo że na wspomnianym nagraniu widać dokładnie, że to ksiądz atakował. Chłopak najpierw został skazany, a później uniewinniony w apelacji. Sędzia Ewa Rusin z Sądu Okręgowego w Świdnicy uznała, że sprawa w ogóle nie powinna trafić na wokandę. „Pozostaje wyrazić ubolewanie, że Bartosz Horbowski został bezpodstawnie oskarżony, zmuszony do udziału w niepotrzebnym, bardzo stresującym procesie, a skarb państwa, czyli my wszyscy podatnicy zapłacimy nie tylko koszty procesu, ale i oskarżonemu koszty obrony” – tłumaczyła. Sprawa dotarła aż do Sądu Najwyższego, który odrzucił kasację wyroku wniesioną przez pełnomocnika ks. Adamiaka.

Na tym jednak nie koniec, bo niedługo później przed Sądem Rejonowym w Kłodzku (tym samym, który skazał mężczyznę za rzekome pobicie księdza) ruszył kolejny proces: tym razem za obrazę uczuć religijnych. Obrażone miały zostać uczucia parafian, a oskarżycielem posiłkowym w sprawie został sam ks. Andrzej Adamiak. Ta sprawa też zakończyła się uniewinnieniem Horbowskiego.

Czytaj też: Czy kara za obrazę uczuć religijnych ma sens

Działanie z ewentualnością obrazy

Prokuratura w Bystrzycy nie odpuściła i odwołała się od wyroku. Zdaniem prokuratora Krzysztofa Szota oskarżony „szarpiąc i uderzając pięścią” duchownego (przypomnijmy, że sąd wcześniej umorzył te zarzuty), „przynajmniej godził się na to, że dojdzie do wysypania na podłogę opłatków znajdujących się na trzymanej przez niego tacy stanowiących przedmiot czci religijnej oraz znieważenia Sanktuarium Marii Śnieżnej stanowiącego miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych”. Jaki z tego wniosek? „Oskarżony godził się na to, że swoim zachowaniem spowoduje obrażenia uczuć religijnych osób uczestniczących w Pasterce”.

Sprawę prowadzi sędzia Waldemar Majka. Podczas ostatniej rozprawy w czwartek 4 sierpnia poinformował strony, że wszczyna z urzędu postępowanie dowodowe. W związku z zarzutami w apelacji prokuratury chce sprawdzić zeznania świadków z prowadzonych dotychczas przed polskimi instytucjami postępowań. Także w sprawie o pobicie, która w świdnickim sądzie została umorzona.

Biorąc pod uwagę determinację prokuratury i ks. Adamiaka, sprawa po raz kolejny może otrzeć się o najwyższe instancje. Czy 24-letni dziś Bartosz Horbowski zazna wreszcie spokoju?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojtek z Zanzibaru i jego rajski niby-biznes. Oszukał setki Polaków

Wojtek z Zanzibaru reklamował się jako ten, który otwiera egzotyczny raj przed Polakami. Zostawił za sobą setki poszkodowanych i straty oszacowane jak dotąd na kilka milionów złotych. A za stare grzechy jest ścigany listem gończym.

Marcin Piątek
10.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną