Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Społeczeństwo

Czarnek z wykładem o wolności. Strach się bać. A oklaski były mało rzęsiste

Minister edukacji Przemysław Czarnek w czasie inauguracji nowego roku akademickiego na Uniwersytecie Rzeszowskim. 1 października 2022 r. Minister edukacji Przemysław Czarnek w czasie inauguracji nowego roku akademickiego na Uniwersytecie Rzeszowskim. 1 października 2022 r. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl
„Komunizm”, „liberalizm” i inny tam „relatywizm” można sobie w państwie PiS „hejtować” do upojenia, lecz urąganie katolicyzmowi może się skończyć bardzo niedobrze. Już pana Czarnka w tym głowa!

„Nie ma demokracji bez pluralizmu. Cóż to za demokracja bez pluralizmu?” – te szlachetne słowa padły w sobotę 1 października w Rzeszowie z ust ministra Przemysława Czarnka. Bardzo się cieszymy. Mniej się ucieszyliśmy, gdy w następnym zdaniu wyjaśnił nam, o co mu właściwie chodzi. A chodziło o przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, która według Czarnka najwyraźniej chce takiej „demokracji bez pluralizmu”, gdyż zapowiedziała, że jeśli Włosi wybiorą prawicowy rząd, to „użyje bata”, który stosuje także wobec Polski. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że nic takiego pani przewodnicząca nie powiedziała. Jednak w alternatywnym świecie PiS nieważne jest, co kto powiedział, lecz kto z nami, a kto przeciwko nam.

Czarnek ma zawsze wiele do powiedzenia

Początek października to sezon inauguracji roku akademickiego na polskich uczelniach. Niektóre uniwersytety organizują swoje uroczystości nawet w sobotę, aby nie stracić zajęć poniedziałkowych. Taką godną pochwały decyzję podjął rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego prof. Sylwester Czopek, jakkolwiek mógł w tym pomóc niewątpliwie napięty kalendarz najznamienitszego gościa tegorocznej inauguracji, profesora ministra Przemysława Czarnka. Malowniczy ten minister i strażnik czystości doktrynalnej szkół i uczelni ma zawsze wiele do powiedzenia. Przemawiać lubi i umie. Swady i inteligencji językowej mu nie brakuje. W połączeniu z charakterystyczną fryzurą te oratorskie zalety dają niepospolity efekt wizerunkowy. Z pewnością Czarnka będziemy pamiętać długo, choć zapewne mało sentymentalnie.

Gdy minister zaszczyca swą fizyczną obecnością inaugurację roku akademickiego – a z zasady pojawia się na którejś uczelni – wygłasza przemówienie. Społeczność akademicka całego kraju słucha go wtedy ze szczególną uwagą, czekając na zapowiedzi kolejnych horrendalnych reform (na wszelki wypadek z góry protestując przeciw każdej) oraz podwyżek pensji. Bo też główne nasze oczekiwanie wobec tej nieco anachronicznej instytucji, jaką jest resort nauki (obecnie Ministerstwo Edukacji i Nauki), sprowadza się do jednego postulatu: dajcie nam pieniądze i spokój. Niestety, zwykle jednego i drugiego skąpe i wścibskie ministerstwo daje za mało. Bez względu na to, kto rządzi.

Tym razem minister podszedł do swego zadania krasomówczego szczególnie ambitnie, wygłaszając wykład o wolności, nieco lubieżnie ocierający się o filozofię i teorię prawa. Podobny wygłosił niegdyś premier Donald Tusk na inauguracji na Uniwersytecie Jagiellońskim. Było to dokładnie przed dziesięcioma laty. Pamiętam to przemówienie i swoje nieodparte wrażenie, że Tusk odczytuje tekst napisany przez jakiegoś doktoranta filozofii o konserwatywnych poglądach. Była to sztampowa, ale bardzo poprawna pochwała autonomii uniwersytetu, sformułowana w duchu chadeckim, zresztą w bardzo dobrej polszczyźnie. Otóż wolność na uniwersytecie i w innych instytucjach wyraża się w ich względnej niezależności od władzy, w wolności słowa i krytyki, lecz czym więcej tej wolności jest, z tym większą odpowiedzialnością należy z niej korzystać. Nie mogę powiedzieć, aby był to szczególnie odkrywczy pogląd, za to z pewnością „pobożny”. To trochę jak gdyby postępowy pan nauczyciel mówił do dziewczynek, że owszem, mogą nosić krótkie spódniczki, lecz muszą pamiętać, aby siedząc, mieć zawsze nogi złączone.

Czarnek zawsze dużo obiecuje

O ile wykład Tuska był jakoś dla mnie do przełknięcia, o tyle wykład Czarnka to (jak zwykle u niego) kuriozum. Niecierpliwych wszelako od razu uspokajam: podwyżki na uczelniach będą! Przeznaczono na nie jak dotąd półtora miliarda złotych, a może będzie i więcej. Już lecę kupić sobie na zimę ciepłą czapkę a conto! Będą też zmiany w zasadach ewaluacji jednostek naukowych. Minister dosłownie wyśmiał zasady aktualnie obowiązujące (stworzone przez ten sam rząd) i zapowiedział, że wedle nowych reguł w większym niż dotychczas stopniu liczyć się będą publikacje. Jednocześnie zapowiedział kolejną modyfikację tzw. listy czasopism punktowanych, w których pracownicy uczelni muszą publikować, aby dobrze wypaść w ewaluacji osobistej i zbiorowej. Czy znajdą się na niej wszystkie jeszcze niewpisane biuletyny parafialne? Czas pokaże. Najważniejsze, że będzie nam ciepło i jasno. Bo minister Czarnek solennie obiecał, że rachunki za prąd i ogrzewanie będą sensowne i do udźwignięcia dla uczelni. Trzymamy za słowo, bo np. mój rektor (UJ) straszy powrotem do zajęć online w długie zimowe wieczory.

Pochwałom dla rządu w przemówieniu Czarnka nie było końca. A i na przygany dla kogo trzeba również czas się znalazł. Dowiedzieliśmy się m.in. od członka rządu RP, że Putin został „wychowany przez Europę Zachodnią”. „My i Zachód” to już oficjalna opozycja kulturowa funkcjonująca w retoryce rządowej. Nic nowego pod słońcem. Pan minister tego już nie pamięta, lecz za komuny było całkiem podobnie.

Unia Europejska jest nam „absolutnie potrzebna”, lecz „musi wrócić na tory praworządności, demokracji i pluralizmu”. Tak mówi minister rządu kraju, który z łamania konstytucji, ignorowania fundamentalnych praw i wartości Unii oraz politycznej korupcji uczynił znaną w świecie polską markę eksportową. Bezczelne odgryzanie się i bezwstydne szyderstwa to istota retoryki tego środowiska. Buta i ironia mają przykryć bezprawie, skrajne zepsucie i skrajną niekompetencję. To się nazywa subwersja, czyli przewrotność. Polega na pozornym przyjmowaniu zasad i wartości albo pozornym przyjmowaniu na siebie win czy nawet krytycznych epitetów, lecz tylko po to, by je cynicznie wyszydzić bądź odwrócić ich znaczenia. Na przykład niepraworządność nazwać praworządnością, a kłamstwo prawdą. W stosowaniu tych chwytów PiS osiągnął mistrzostwo, a Czarnek okazuje się tu pilnym uczniem samego Kaczyńskiego.

Czarnek o religii i mowie nienawiści

Jak każdy niemal mówca wygłaszający mowę o wolności Czarnek zaczął od tego, że wolność słowa, ekspresji artystycznej i w ogóle prawa i wolności obywatela podlegają ograniczeniom i muszą być powiązane z odpowiedzialnością. Jako że konstytucja gwarantuje wolność słowa i wolność głoszenia przekonań religijnych, nikomu nie można tego ostatniego zabronić. Z poczynionych przez Czarnka aluzji wynika, że takie zakusy na ograniczanie wolności wyrażania przekonań religijnych ma lewica i w tych zakusach musi być ona powstrzymywana. To zresztą w wypowiedziach Czarnka stały refren: podobno ci, którzy chcą świeckiego państwa, nastają na wolność religijną, podczas gdy konstytucja ją gwarantuje razem z bezstronnością światopoglądową i religijną państwa.

To doprawdy arcyprzewrotne. Klerykalizacja państwa i podporządkowywanie go oczekiwaniom Kościoła i jego doktrynom ma być wyrazem „bezstronności państwa” połączonej z szacunkiem dla wolności religijnej. W tej sofisterii chodzi o to, że państwo ma być bierne wobec swobodnie manifestujących swoją religijność i odwołujących się do religii w stanowieniu prawa funkcjonariuszy państwa. To jak gdyby nie łapać złodziei, tłumacząc to połączeniem prawa własności z wolnością prowadzenia działalności gospodarczej: państwo powinno biernie patrzeć, jak złodzieje korzystają z wolności zarobkowania kradzieżą i posiadania swych łupów.

Następnie dowiedzieliśmy się, że wolność słowa „na pewno nie oznacza” prawa do kłamania i manipulacji. Och, gdybyż tak było! Wtedy trzeba by było natychmiast zamknąć ten ściek kłamstw, jakim są media „publiczne” i inne kontrolowane przez PiS. Niestety, poza szczególnymi przypadkami zniesławienia i naruszenia dóbr osobistych jednostki bądź organizacji kłamstwo generalnie jest niekaralne. Prawo do kłamstwa, czyli pozostawianie odpowiedzialności za kłamstwo relacjom międzyludzkim w obszarze życia prywatnego oraz społeczeństwa obywatelskiego, to jeden z fundamentów wolnego społeczeństwa. Gdyby kłamstwo było zakazane, wszyscy mielibyśmy zakneblowane usta, bojąc się, że nasze słowa zostaną przez władze uznane za nieprawdziwe.

Następnie Czarnek przypuścił atak na pojęcie mowy nienawiści. Jak twierdzi, epitet ten odnosi się do wszystkiego, co „nie pasuje światu lewicowemu”. To relatywistyczny knebel zakazujący odróżniania dobra od zła. Czy Czarnek naprawdę nie rozumie, że kaskady rasistowskiego hejtu, którymi spływa internet, to nie jest żadna ekspresja poglądów, lecz przemoc słowna i karalne nawoływanie do nienawiści? Oczywiście, że rozumie, tylko po prostu sympatyzuje. Byleby nie było to urąganie Kościołowi i katolikom. O, taką mowę nienawiści pan Czarnek z całą pewnością potępia i żadnego wyroku skazującego w tego rodzaju sprawie by nie kwestionował.

Ministerstwo Prawdy Przemysława Czarnka

Jak twierdzi Czarnek, wolność słowa i wolność twórczości artystycznej muszą być chronione, „ale nie mogą być fetyszyzowane”. Ponadto ochrona dotyczy twórczości, a więc tworzenia czegoś dobrego i pięknego, a nie destrukcji. Destrukcja podająca się za twórczość chroniona nie jest. Darcie Biblii i podcinanie gardeł kukłom przedstawiającym biskupów na taką ochronę nie zasługuje. Gloryfikowanie chamstwa, brutalności i agresji nie może być akceptowane i nie mogą się przed nimi uginać sądy. W przeciwnym razie będzie u nas jak w Rosji, gdzie kłamstwo i destrukcja doprowadziły do tyranii.

Cóż, na szczęście w wolnym świecie ministrowie nie wyznaczają granic między sztuką prawdziwą i sztuką pozorną, a nawet nie czynią tego samodzielnie sędziowie. W przypadkach gdy skarżone są nadużycia wolności słowa i ekspresji, sądy odwołują się do opinii biegłych, którymi są znawcy posiadający potwierdzony autorytet. Niestety, chyba wszędzie w świecie zdarzają się w tego rodzaju sprawach wyroki wielce kontrowersyjne. Natomiast w państwach wyznaniowych i półwyznaniowych (jak Polska) ekspresja negatywnych emocji oraz krytyka doktryn religijnych są bardzo utrudnione. „Komunizm”, „liberalizm” i inny tam „relatywizm” można sobie w państwie PiS „hejtować” do upojenia, lecz urąganie katolicyzmowi może się skończyć bardzo niedobrze. Już pana Czarnka w tym głowa!

„Kłamstwo w demokracji jest szczególną zbrodnią, (...) być może jeszcze bardziej szkodliwą niż przemoc”, rzecze Czarnek, nie zdając sobie chyba sprawy, że przemawia jak na otwarciu „Ministerstwa Prawdy”. Co jest prawdą, a co kłamstwem, najlepiej wiedzą, rzecz jasna, PiS i Kościół. I to w ich rękach jest oczyszczanie naszej demokracji ze zbrodniczych kłamców. Już się boję! Oklaski były mało rzęsiste.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Rosyjscy janusze idą na wojnę. Wygrają ją dla Putina?

Rosjanie odkryli cudowną broń, którą pokonają Ukrainę, a raczej – pardon – zrealizują cele Specjalnej Operacji Wojskowej. Tą bronią są kuźmicze.

Adam Grzeszak
24.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną