Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

„Wyrok nie kończy sprawy”. Oskarżeni w sprawie zabójstwa Ziętary uniewinnieni

Gdyby żył, Jarosław Ziętara miałby 54 lata. Gdyby żył, Jarosław Ziętara miałby 54 lata. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Ponad 30 lat po zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił oskarżonych. „Wyrok nie kończy sprawy, będziemy nadal dążyć do jej wyjaśnienia” – komentował brat zamordowanego.

Chwilę wcześniej sędzia sprawozdawca Sławomir Szymański nie zostawił suchej nitki na głównych świadkach oskarżenia. W zamian za obciążenie oskarżonych prokuratura miała obiecać im korzyści: akt łaski dla skruszonego gangstera Macieja B. (ps. „Baryła”, odsiaduje dożywocie za zabójstwo policjanta), skrócenie wyroku dla Marka Z. i łagodniejszy wyrok dla Jerzego U.

Samo w sobie nie dyskwalifikuje to ich wiarygodności, ale świadkowie swoje zeznania wycofywali, mówili niespójnie, przeczyli sobie i innym świadkom – mówił sędzia Szymański w ustnym uzasadnieniu wyroku. Krytykował też metody pracy prokuratora, który „dokonywał selekcji zeznań świadków, jako wiarygodne traktując tylko pasujące do linii oskarżenia”. W ten sposób prokurator odrzucił zeznania świadka, który zapewnił alibi jednemu z oskarżonych. Drugi go nie miał, ale jak zauważał sędzia, to po stronie prokuratury należy udowodnienie winy, a tego zrobić nie zdołała. – To jedna z najbardziej tajemniczych spraw III RP, ale nadal nie można jej uznać za wyjaśnioną – podsumował.

Czytaj też: Zabójstwo Ziętary. Ktoś zacznie mówić

Ziętara „zginął, bo był dziennikarzem”

Proces przed poznańskim sądem toczył się od 2019 r. „Sprawa Ziętary to dramat nie tylko osoby. To dramat rodziny, dramat środowiska dziennikarskiego, ale również tak naprawdę dramat państwa polskiego” – mówił prokurator Tomasz Dorosz, przywołując cytat z tablicy na kamienicy przy ul. Kolejowej 49 w Poznaniu, gdzie mieszkał Ziętara: „Zginął, bo był dziennikarzem”.

Prokuratura jest przekonana, że reporter „Gazety Poznańskiej” został porwany i zamordowany, ale do dziś nie udało się znaleźć jego szczątków, choć przeszukiwano poligon w Biedrusku, kilka akwenów i wskazywane przez świadków budynki. Przez 30 lat nie udało się też ustalić, kto zlecił i kto zabił reportera. W maju 2018 r. Prokuratura Krajowa w Krakowie zarzuciła 60-letniemu wówczas Mirosławowi R. (ps. „Ryba”) i 50-letniemu Dariuszowi L. (ps. „Lala”) uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie.

Ziętara został uprowadzony rano 1 września 1992 r. w drodze z domu do redakcji. Według prokuratury Ryba i Lala, podając się za policjantów, nakłonili go, by wszedł do ich samochodu wyglądającego jak radiowóz. „Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków”.

Motywem zbrodni według prokuratury było dziennikarskie penetrowanie afer gospodarczych, w których, jak ujęła to prokuratura, „dochodziło do wzajemnego przenikania się świata przestępczego ze światem biznesu oraz polityki, a co za tym idzie, obawa o ujawnienie przez dziennikarza opinii publicznej szczegółów sprzecznej z prawem albo odbywającej się na granicy prawa działalności”. Ziętara interesował się m.in. Elektromisem, w którym Ryba i Lala pracowali wówczas jako ochroniarze. Jego zapiski i świadkowie dowodzili, że prowadził śledztwo w sprawie holdingu i tzw. poznańskiej szarej strefy – nielegalnych interesów najbogatszych Polaków.

Mimo zastraszania, próby przekupienia i pobicia zamierzał opublikować wyniki swojego śledztwa, celem zabójstwa było jego zastopowanie – dowodziła prokuratura, ale sąd się tego nie dopatrzył. – Jarosław Ziętara był początkującym reporterem, pisywał głównie drobne artykuły, poza jednym ważnym tekstem nie miał na koncie wielkich osiągnięć, a znalezione w jego notatkach numery telefonów do Elektromisu i jego szefa Mariusza Ś. nie świadczą przecież o żadnym prowadzonym śledztwie dziennikarskim – uzasadniał sędzia Szymański. Wyrok uniewinniający obu byłych ochroniarzy jest nieprawomocny, prokurator zapowiada apelację.

Drugi proces w sprawie Ziętary

W lutym 2022 r. w pierwszej instancji zakończył się po ponad sześciu latach inny głośny proces związany ze sprawą Ziętary. Oskarżonym o podżeganie do zabójstwa był w nim niegdyś senator i najbogatszy Polak Aleksander Gawronik. To on według prokuratorów miał nakłaniać Rybę i Lalę do porwania, a potem stwierdzić, że dziennikarz ma być „skutecznie zlikwidowany”. Zagrożony dożywociem były senator od początku nie przyznawał się do winy i Sąd Okręgowy w Poznaniu go uniewinnił. Jacek Ziętara, brat zamordowanego i oskarżyciel posiłkowy, uznał to za skandal, bo sąd odrzucił wnioski o przesłuchanie ważnych świadków i odroczenie procesu w celu przygotowania mów końcowych, a werdykt wydał po zaledwie 20 minutach od wysłuchania stanowiska stron procesowych. „Odebrałem to jako brak szacunku do oskarżycieli, a przede wszystkim do pamięci mojego brata” – mówił (cytat za WirtualneMedia.pl).

Z jego „pełnym poparciem” prokuratura złożyła apelację. „Prawidłowa analiza zgromadzonych dowodów we wzajemnym ich powiązaniu, przy uwzględnieniu zasad prawidłowego rozumowania oraz zasad logiki i doświadczenia życiowego, jednoznacznie wskazuje, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu” – stwierdził w ponad 30-stronicowym dokumencie prokurator Piotr Kosmaty. Wskazywał m.in. na zaniechanie konfrontacji pomiędzy ważnymi świadkami i zlekceważenie zeznań świadków, którzy mieli słyszeć, jak Aleksander Gawronik domagał się zabicia Ziętary, a potem się tym chwalił. Sprawę rozpatrzy sąd apelacyjny (termin posiedzenia nie jest jeszcze znany).

Petycja do Zbigniewa Ziobry

„Na ławie oskarżonych zasiedli jedynie były senator (…) oraz dwaj byli ochroniarze Elektromisu. (…) Brakuje na niej zabójców i zleceniodawców” – czytamy w apelu do prokuratora generalnego o wznowienie śledztwa w sprawie zabójstwa dziennikarza. Zostało umorzone przed trzema laty z powodu niewykrycia sprawców. „Jesteśmy przekonani, że jedynie utworzenie specjalnej grupy śledczej złożonej z prokuratorów zajmujących się dotychczas sprawą Jarosława Ziętary oraz poznańskich funkcjonariuszy znających lokalną specyfikę dałoby gwarancję rzetelnego wyjaśnienia sprawy i osądzenia winnych tej zbrodni” – podkreślili autorzy apelu: brat zamordowanego i dwa społeczne komitety jego imienia. Wskazali też na opieszałość poznańskiej prokuratury, zaniechania w śledztwie, a także niewyjaśnione powiązania sprawców ze służbami specjalnymi PRL i III RP. „Odtajnienie akt, zwolnienie z tajemnicy służbowej mogłoby okazać się kluczowe w wyjaśnieniu tej zbrodni i osądzeniu winnych” – dodali. Ostatni wyrok w poznańskim sądzie zapadł dokładnie rok od publikacji petycji na stronie Avaaz.org. Tego dnia widniały pod nią podpisy jedynie 264 osób.

– Prokuratura odmówiła wznowienia śledztwa w sprawie zabójstwa, ale nie rezygnujemy. Za dziesięć lat sprawa ulega przedawnieniu, nie wiem więc, czy doczekam sprawiedliwości – mówił reporterowi „Polityki” Jacek Ziętara na sądowym korytarzu.

Jarosław Ziętara już na studiach współpracował z rozgłośnią akademicką, „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym” i dziennikiem „Dzisiaj”. Potem dostał etat w tygodniku „Wprost”, a na początku 1992 r. w „Gazecie Poznańskiej”. Gdyby żył, miałby 54 lata. 13 października tego roku przed wejściem do auli wydziału nauk politycznych i dziennikarstwa UAM, którego był absolwentem, odsłonięto tablicę poświęconą jego pamięci. Wcześniej decyzją prezydenta RP został pośmiertnie uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla rozwoju niezależnego dziennikarstwa, Ziętara ma też w Poznaniu ulicę swojego imienia, a w rodzinnej Bydgoszczy symboliczny grób z tablicą pamiątkową.

W 30. rocznicę uprowadzenia i zamordowania jego bliscy, społeczny komitet i Press Club Polska powołali Nagrodę im. Jarosława Ziętary, żeby upamiętnić go jako jednego z pionierów dziennikarstwa śledczego w Polsce po 1989 r. „Dzięki pracy dziennikarzy śledczych obywatele dowiadują się o kwestiach, które miały pozostać ukryte. Powstałe w ten sposób publikacje niejednokrotnie skutkują usunięciem nieprawidłowości i odpowiedzialnością konkretnych osób. Podczas pracy nad materiałami dziennikarze śledczy często narażają się na realne niebezpieczeństwo. Jarosław Ziętara za dążenie do prawdy zapłacił najwyższą cenę” – piszą inicjatorzy wyróżnienia. Nagrody w pierwszej edycji mają zostać przyznane w przyszłym roku.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną