Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Dłuższe urlopy ojcom się należą. Trzeba im tylko pomóc z nich skorzystać

Z urlopów rodzicielskich korzysta co drugi ojciec w Hiszpanii, w Finlandii 75 proc., w Islandii 85 proc. i zaledwie 1 proc. w naszym kraju. Z urlopów rodzicielskich korzysta co drugi ojciec w Hiszpanii, w Finlandii 75 proc., w Islandii 85 proc. i zaledwie 1 proc. w naszym kraju. Emery Co Photo / Flickr CC by SA
Ojcowie zyskają prawo do niezbywalnego dwumiesięcznego urlopu rodzicielskiego – to najważniejsza z proponowanych przez rząd zmian prawa pracy. Idą w dobrym kierunku, ale bojaźliwie i za wolno.

10 stycznia 2023 r. rząd przyjął projekt ustawy o zmianie kodeksu pracy i niektórych innych ustaw. Nowelizacja przewiduje przedłużenie urlopu rodzicielskiego z 32 tygodni do 41 w przypadku urodzenia jednego dziecka i z 34 tygodni do 43 w przypadku porodu mnogiego.

W ramach tego urlopu do dziewięciu tygodni dla każdego z rodziców stanowić będzie „część nieprzenoszalna”. Innymi słowy, ani mama, ani tata nie będą mogli przenieść jej na drugiego rodzica (inaczej ten czas „stracą”). Projekt przewiduje wprowadzenie nowych urlopów: z powodu tzw. siły wyższej (dwa dni albo 16 godzin w roku kalendarzowym do wykorzystania w pilnych sprawach rodzinnych, płatność: 50 proc. wynagrodzenia) i opiekuńczego (na opiekę nad bliskimi członkami rodziny, którzy wymagają wsparcia z poważnych względów medycznych; pięć dni bez prawa do wynagrodzenia).

Rodzice dzieci do lat ośmiu będą mogli także skorzystać z elastycznej organizacji pracy (m.in. pracy zdalnej, w ruchomych godzinach i niepełnym wymiarze). Kluczowe są jednak zmiany, które obejmą ojców, bo mogą wpłynąć na sytuację rodzin i pozycję zawodową matek, ale też na rynek pracy i demografię.

Dyrektywa work-life balance z poślizgiem

Zmiany dyktuje dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów (work-life balance). Została przyjęta w 2019 r., do krajowego porządku prawnego powinna być implementowana 2 sierpnia 2022 r. Jeszcze w czerwcu zeszłego roku wydział prasowy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapewniał „Politykę”, że mimo globalnej pandemii oraz wojny w Ukrainie rząd zdąży wdrożyć dyrektywę w terminie, ale – jak widać – zdecydowanie nie podołał.

Nie wiadomo, czy – a jeśli tak, to kiedy – się z tym upora, bo droga jest daleka i wyboista. Tzw. Zjednoczona Prawica trzeszczy w szwach, do tego weszliśmy w rok wyborczy, a to nie sprzyja planowej legislacji, bo neutralny akt prawny nie może raczej liczyć na szybką ścieżkę i bywa przedmiotem partyjnych targów. Przyjęte przez Radę Ministrów zmiany stanowią dopiero projekt ustawy. Nie trafił jeszcze pod obrady Sejmu, jego ostatecznej wersji nie opublikowano nawet (stan na 12 stycznia) na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

Opinia publiczna poznała jedynie w tej sprawie oficjalny komunikat, w którym czytamy m.in.: „Nowe przepisy przewidują minimalne wymagania mające na celu osiągnięcie równości kobiet i mężczyzn pod względem szans na rynku pracy i traktowania w miejscu pracy – przez ułatwienie pracownikom będącym rodzicami lub opiekunami godzenia życia zawodowego z życiem rodzinnym. Projekt dostosowuje polskie prawo do przepisów Unii Europejskiej”.

Ojciec, a nie pomocnik matki

Oprócz poślizgu rządowy projekt ma inne wady. Zakłada zwiększenie wysokości zasiłku na urlopie rodzicielskim z 60 do 70 proc. (podstawy wymiaru zasiłku) – na pierwszy rzut oka to korzystne, ale w prawdziwym życiu niewystarczające. Dyrektywa work-life balance wskazuje, że świadczenie musi „zostać ustalone w taki sposób, aby ułatwić korzystanie z urlopu rodzicielskiego przez oboje rodziców”. Według niezależnych ekspertów zasiłek powinien jednak wynosić co najmniej 80 proc., bo wtedy z urlopów chętniej korzystają mężczyźni. Bez tego projekt nie wypełni swojego zadania, nie zaktywizuje ojców – ostrzegały organizacje pozarządowe w konsultacjach społecznych.

Wbrew pozorom wysokość zasiłku ma newralgiczne znaczenie także dla matek i całych polskich rodzin, bo pracuje w nich niemal 90 proc. mężczyzn i co druga kobieta. Na dodatek mężczyzna zarabia na tych samych stanowiskach więcej (średnio o 20 proc.). To dla kobiet krzywdzące, ale realia można by przy tej okazji modyfikować – jeśli nie 80-proc. zasiłkiem, to wariantami pośrednimi, np. zwiększeniem odpłatności za część niezbywalną drugiego rodzica. Takie propozycje również pojawiały się w konsultacjach (i nadal są na stole), ale rząd z nich nie skorzystał, najwidoczniej z chęci ogrania Unii Europejskiej i zakonserwowania tradycyjnego podziału ról w rodzinie.

Na podobne motywy wskazuje też inny element nowelizacji: umożliwienie korzystania z urlopu rodzicielskiego w trakcie urlopu macierzyńskiego. „Postulaty równości płci, o których mówi dyrektywa, są możliwe do zrealizowania, jeśli ojcowie będą korzystać ze swojej części urlopu rodzicielskiego samodzielnie, bez obecności [w domu] matki dziecka. Daje to szanse ojcom na budowanie pozycji równoprawnego i niezależnego opiekuna dziecka, a nie pomocnika matki dziecka” – komentuje fundacja Share the Care (Podziel opiekę), która propaguje urlopy rodzicielskie dla ojców.

Urlopy dla ojców opłacają się wszystkim

Mamy w tym zakresie wiele do nadrobienia: z urlopów rodzicielskich korzysta co drugi ojciec w Hiszpanii, w Finlandii 75 proc., w Islandii 85 proc. i zaledwie 1 proc. w naszym kraju. Tymczasem to się naprawdę opłaca – nie tylko ojcom. Niemal w każdym kraju, który postawił na dogodne urlopy rodzicielskie dla mężczyzn, zaobserwowano polepszenie zawodowej pozycji matek. W Hiszpanii zmniejszyła się dzięki temu dyskryminacja kobiet w miejscu pracy, pary w Norwegii ograniczyły kłótnie o podział obowiązków domowych (u nas to jeden z głównych powodów domowych napięć według 38 proc. kobiet i 27 proc. mężczyzn, dwie trzecie polskich par kłóci się o wychowanie dzieci). Szwedzi odnotowali wzrost „jakości pożycia”, na Islandii spadła liczba rozwodów, wyhamował spadek liczby urodzeń pierwszego dziecka i zwiększyło się prawdopodobieństwo przyjścia na świat drugiego i trzeciego.

Obóz władzy w Polsce nie wyciąga z tego żadnych wniosków. Pompuje coraz większe pieniądze na świadczenia rodzinne (w 2019 r. aż 10,3 mld zł, ok. 4 proc. PKB), ale przyrost naturalny jest ujemny i nadal spada. Współczynnik dzietności w 2020 r. wynosił 1,378 (dane Eurostatu). To najniższy wynik od 2016 r. Mamy jeden z najdłuższych urlopów dla rodziców (bez podziału na kobiety i mężczyzn) w Europie, a jednocześnie zamykamy stawkę krajów postrzeganych jako przyjazne rodzicielstwu. Aby to zmienić, nie musimy zwiększać wydatków na „politykę rodzinną”, lecz rozsądniej je kierować. To opłaci się nam wszystkim razem i każdemu/każdej z osobna. Dla 89 proc. Polek i Polaków szczęście rodzinne jest podstawową wartością i celem życia (CBOS 2019). Psychologowie wskazują, że włączenie ojca w proces wychowawczy harmonizuje rodzinę i korzystnie wpływa na dziecko – zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia, gdy tworzą się połączenia nerwowe i mapy mózgowe. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę zauważa nawet, że dobra relacja z ojcem dodatkowo chroni najmłodszych przed zaburzeniami psychicznymi i próbami samobójczymi.

Coraz więcej polskich ojców mentalnie jest już do opieki nad dziećmi gotowych: 58 proc. preferuje partnerski model rodziny (CBOS 2020), 57 proc. bierze (ZUS 2021) urlopy ojcowskie (nie mylić z rodzicielskimi), bo zasiłek wynosi 100 proc. pensji, procedura jest prosta, a urlop niezbywalny. Dogodne warunki sprawiają, że np. na Islandii polscy ojcowie korzystają z urlopów rodzicielskich tak samo chętnie jak Islandczycy. „W opinii Polek ich partnerzy pod wpływem tych urlopów inaczej postrzegają rolę ojca w wychowaniu dzieci. Rezultaty dowodzą, jak bardzo zwyczaje zmieniają się pod wpływem doświadczenia życiowego i sytuacji” – zauważają badacze z Reykjaviku, którzy sprawdzili to na zlecenie Share the Care. Jak zauważa fundacja, dłuższe urlopy polskim ojcom należą się też w Polsce. Trzeba im tylko pomóc z nich skorzystać.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Świat kolekcjonerów zabawek. Ludzie bez pasji ich nie zrozumieją

Świat kolekcjonerów zabawek niewiele ma wspólnego z zabawami.

Juliusz Ćwieluch
28.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną