Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Nie kocham TikToka. Polemika z Janem Hartmanem

Eyestetix Studio / Unsplash
Namawianie do „kochania TikToka” przy obecnym stanie wiedzy o zagrożeniach cyfrowych i niedopasowaniu regulacji prawnych jest przedwczesne i szkodliwe społecznie.

Miłość jest ślepa. Dlatego Jan Hartman w tekście „Kochajmy TikToka!” wyznaje bezkrytycznie: „Zadaję sobie pytanie, czy przeglądając podane mi przez algorytm treści przez około godzinę dziennie, uczę się więcej, niż w dzieciństwie spędzając sześć godzin w szkole. Pewności nie mam, ale wydaje mi się, że TikTok wygrywa ze szkołą”. Hartman jest „pewien, że zaprzyjaźnienie się rodziców i szkoły z TikTokiem wyszłoby wszystkim na dobre”, i wymienia walory edukacyjne tej platformy społecznościowej.

„TikTok wygrywa ze szkołą”... Ale to nie Jan Hartman do niej chodzi, tylko np. 13-latkowie. Takich użytkowników TikToka przebadało w ubiegłym roku Amnesty International. W jego raporcie „Pogrążeni w ciemności: jak TikTok zachęca do samookaleczeń i myśli samobójczych” czytamy, że treści rekomendowane 13-letnim użytkownikom tej platformy romantyzują i normalizują temat samobójstw, a w wielu przypadkach nawet do samobójstw zachęcają.

Tak działa algorytm, to nie błąd, ale model biznesowy. Jak powiedział mi niedawno ekspert jednej z ważniejszych polskich agencji marketingowych, TikTok zebrał doświadczenia dotychczasowych platform cyfrowych i nie popełnia błędów. Potęguje wszystkie negatywne zjawiska znane z mediów społecznościowych (szerzej piszę o nich w tekście „Patomedia”).

Czytaj też: Dajemy smartfon i mamy malca z głowy. Co robić, żeby nasze dziecko nie żyło na TikToku?

Nie jesteśmy podmiotem tej gry

Jeszcze na początku bieżącego roku w stronę szefów Mety, Discorda, Snapchata, TikToka oraz X padały w amerykańskim Senacie słowa takie jak „Macie krew na rękach” oraz pytania o odszkodowania dla ofiar nadużyć wynikających z korzystania z ich usług – przemocy seksualnej, zastraszania czy zmuszania do samookaleczenia. Mark Zuckerberg kajał się przed obecnymi na sali przedstawicielami poszkodowanych: „Przepraszam za wszystko, przez co przeszliście. Nikt nie powinien przechodzić przez cierpienie, przez jakie przeszliście wy i wasze rodziny”. Dlatego dzisiejszy entuzjazm Jana Hartmana wobec mediów społecznościowych, zwłaszcza TikToka, wydaje się nie tyle felietonowo intrygujący, ile szkodliwy społecznie.

Publicysta opisuje własne doświadczenia z TikTokiem; cechują je „dojrzały wiek i częściowa kontrola nad treściami, które przyjmuje”. Przedstawia siebie jako świadomego selekcjonera i odbiorcę wartościowych treści. Nie zauważa, że stanowi zaledwie anegdotyczny przykład użytkownika serwisu. Dziś cyfrowe platformy są bardziej aspołeczne niż społecznościowe. Są przede wszystkim narzędziami marketingu, a nie miejscami budowania relacji i dzielenia się wiedzą – czego można oczywiście doświadczać na marginesie ich działalności.

Miliard użytkowników TikToka – i miliardy użytkowników innych platform – to nie podmiot w grze. Jesteśmy niedostatecznie chronieni przez firmy big tech. Czy wiemy choćby, co się dzieje z naszymi danymi? W ubiegłym roku TikTok potwierdził w liście do amerykańskich senatorów, że część danych użytkowników ze Stanów Zjednoczonych jest przechowywana w Chinach. Jesteśmy także niedostatecznie chronieni przez prawo krajowe i europejskie, a nawet przecież niedostatecznie świadomi manipulacji, jakiej staliśmy się przedmiotem. My, nasi rodzice, nasze dzieci.

Czytaj też: Zakaz smartfonów w szkołach? Prościej wysłać uczniów w kosmos. Robi się bardzo groźnie

Jest już za późno, nie jest za późno

„Można TikToka nie lubić, ale gdyby przyznawano Nobla za algorytm, pewnie by go dostał, tak sprawnie prześwietla użytkowników” – pisze Aleksandra Żelazińska w okładkowym tekście w ostatniej „Polityce”. Nobel był moralnie przybity po tym, gdy wynalazł dynamit i zbudował jego fabryki. Algorytm TikToka także powinien zostać poddany dyskusji i ocenie. Problem w tym, że nie ma do niego dostępu.

Właśnie tego algorytmu boją się Amerykanie najbardziej, pisał w środę w „New Yorkerze” Kyle Chayka, publicysta tygodnika i autor książki „Filterworld: How Algorithms Flattened Culture” (Świat filtrów: jak algorytmy spłaszczyły kulturę, 2024). Także dlatego, że może dostarczać chińską propagandę nieświadomym amerykańskim nastolatkom oraz umożliwiać obcemu rządowi szczegółowe śledzenie zachowań obywateli. Autor nie ma złudzeń: „TikTok dostarczył wzór dla algorytmicznej, pasywnej przyszłości konsumpcji mediów społecznościowych, a inne firmy technologiczne spieszą się, by go skopiować. Można zakazać TikToka w Ameryce, ale jest już za późno, aby powstrzymać nawyki, które zostały przez niego uwolnione”.

Podobnie jak Jan Hartman nie chodzę już do szkoły. Ale szykuje się do niej moje dziecko. Jeszcze nie ma ani smartfona, ani konta w social mediach. Liczę – choć bez wygórowanych oczekiwań – że przez najbliższe lata pogłębi się społeczna świadomość higieny cyfrowej, dzięki wysiłkom organizacji społecznych i instytucji publicznych. Że dzisiejsze dzieci będą mądrzej od nas, dorosłych, którzy bezrefleksyjnie zachłysnęli się technologiami, korzystać z coraz to nowych narzędzi. Namawianie do „kochania TikToka” przy obecnym stanie wiedzy o zagrożeniach cyfrowych i niedopasowaniu regulacji prawnych jest co najmniej przedwczesne, nawet dla entuzjastów internetu.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Historia

Mieli rusyfikować, a się spolonizowali. Rosyjscy kolonizatorzy na Mazowszu

W XIX w. car sprowadził na Mazowsze rosyjskich kolonistów. Mieli krzewić rodzimą kulturę i zruszczać okoliczną ludność. Zamiast tego Rosjanie sami się spolonizowali.

Violetta Wiernicka
21.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną