Gwiazdy i ich gwiazdki
Polscy spece od fine dining. Kim są? Do tej pracy idzie się dla doznań, a zaczyna się w kebabie
Jedni mówią, że fine dining zaczyna się tam, gdzie ostatnie detale dań, jak płatki złota lub gryczany chips, nakłada się na talerz pęsetą. Drudzy, że takie myślenie jest niestrawnie pretensjonalne, a w fine dining chodzi o coś zupełnie innego: esencją jest cierpliwość. Stoisz na prepie, czyli na stanowisku, gdzie szykuje się na zapas składowe menu, i przez trzy godziny wykonujesz ten sam ruch, na przykład pokrywasz centymetrowe cukrowe listki pastą z czerwonych winogron. Każdy listek ma wyglądać dokładnie tak samo, inaczej chef może skwitować: „spier…lone”, a z pewnością każe poprawiać. I wtedy to dopiero trzeba cierpliwości.
Na pewno rdzeniem fine czy inaczej gourmet dining jest przekonanie, że czułość i szacunek należne są produktom. Wśród ryb, dajmy na to, sandacz nazywany jest królem. Traktować go trzeba ostrożnie, podgrzewać nie mocniej niż do 52 stopni w środku. Subtelne mięso troci, żeby utrzymać soczystość, musi dostać dokładnie 38 stopni, ani kreski więcej. Kruchy halibut – 40 (o pospólstwie, czyli karpiach, na zapleczu fine dining raczej się nie rozmawia).