Polska ludowa
Polska klasa ludowa. Wynosi populistów do władzy, nie wypada o niej mówić. A może trzeba?
Ciemnogrodzianie byli generalnie nastawieni antyeuropejsko. „Nie jesteśmy w Europie, gdzie każdy działa jak mu się zdaie; w tym kraju uchybienie dawnym przepisom i zwyczaiom jest naywiększym występkiem” – ostrzega przybyszy gubernator przyjmujący ich w imieniu władcy, czyli Nayciemniejszego Pana. Pominąwszy archaizmy językowe, brzmi znajomo. Lecz choć tytułowe określenie jest powszechnie znane, nie wolno go używać, bowiem – zdaniem lewicy – jest obraźliwe i klasistowskie. Nie chodzi tu jednak o generalizowanie, ale pokazanie zauważalnych tendencji.
Politycy populistycznej prawicy mają swoją bazę społeczną wśród gorzej wykształconych mieszkańców wsi, dzięki którym wygrywają wybory i narzucają całemu społeczeństwu swoją wizję wspólnoty oraz reguły mające w niej obowiązywać. W 2023 r. PiS uzyskało na wsi 48,6 proc. głosów, Nawrocki w drugiej turze 63,4 proc. Wśród wyborców z wykształceniem podstawowym PiS zdobyło 63,7 proc., z wykształceniem zasadniczym zawodowym 62,2 proc., a Nawrocki odpowiednio 73,4 i 69,8 proc.
Te preferencje polityczne są odzwierciedleniem poglądów dotyczących wielu kwestii obyczajowych czy kulturowych. Wieś i mieszkańcy z niskim wykształceniem tworzą środowiska nie tylko tradycjonalistyczne, ale w wielu kwestiach też zacofane, nietolerancyjne. Jak ujął to w rozmowie z „Krytyką Polityczną” badający zagadnienie dr Bartosz Rydliński z Centrum im. Ignacego Daszyńskiego, „klasa ludowa ze wsi i małych miast mówi dziś językiem Rodaków Kamratów Wojciecha Olszańskiego”.
W niedawnych wyborach prezydenckich faszyzujący Grzegorz Braun, jak podsumował Piotr Parzysz z Radia RMF FM, „najskuteczniej trafiał do wyborców z mniejszych miejscowości i o niższym poziomie wykształcenia”, bijąc rekordy poparcia w wiejskich gminach Lubelszczyzny, Mazowsza i Podhala.