Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

W oczekiwaniu na narzekanie, że „dzieci niczego już się nie uczą”. Zaglądamy do nowej podstawy programowej

Zakończenie roku szkolnego Zakończenie roku szkolnego Michał Borowczyk / Agencja Wyborcza.pl
Ograniczenie treści, które trzeba na lekcjach „przerobić”, ma sprawić, że szkoły będą lepiej przygotowywać dzieci do życia we współczesnym świecie. Część propozycji nowej podstawy programowej już wywołała napięcia i gorące spory.

Na lekcjach historii najważniejsze ma być budowanie wśród uczniów poczucia wspólnoty. Lekcje matematyki, oprócz wyposażenia w umiejętność wykonywania obliczeń, mają sprawić, że młodzi Polacy i Polki nie będą tej dziedziny się bać. Lekcje języka polskiego mają rozwijać umiejętność komunikacji z innymi i rozumienia siebie, a lektury powinny być dobrane tak, żeby czytanie dla przyjemności wchodziło dzieciom w krew. Materiał i informacje przekazywane przez nauczycieli mają głównie charakter służebny. Chodzi o to, żeby z ich wykorzystaniem ćwiczyć umiejętności potrzebne do poruszania się w różnych dziedzinach życia i nauki.

To skrót założeń projektu podstawy programowej, która od przyszłego września ma stopniowo wchodzić do szkół podstawowych. Ministerstwo edukacji widzi w niej zrąb reformy oświaty. Według oczekiwań ograniczenie treści, które trzeba na lekcjach „przerobić”, ma sprawić, że szkoły będą lepiej przygotowywać dzieci do życia we współczesnym świecie. Ma być więcej czasu na dyskusje, naukę krytycznego myślenia, analizy, a także na międzyludzkie relacje. Z tego samego powodu lepiej powinno się też pracować nauczycielom, gdy nie będą spętani koniecznością wlania w uczniowskie głowy horrendalnych ilości materiału.

Bez rewolucji

Eksperci tworzący nową podstawę pod egidą Instytutu Badań Edukacyjnych PIB zapewniają, że nie jest ona rewolucyjna. Faktycznie jednak zaszyta jest w niej wielka zmiana myślenia o tym, co szkoła powinna dawać – i młodszym, i starszym.

Część propozycji zdążyła rozpalić debatę publiczną tuż po wstępnej prezentacji w trakcie organizowanych przez IBE webinarów (ta formuła i inne szerokie formy konsultacji i dyskusji to też nowość w pracy nad podstawami programowymi w Polsce). Dotyczy to zwłaszcza języka polskiego. Eksperci zaplanowali, że nauczyciele w podstawówkach, wraz z uczniami, będą wybierać omawiane na lekcjach książki – przynajmniej cztery dłuższe na rok. I że obowiązkowe do przeczytania zostaną tylko trzy „duże” tytuły, w klasach siódmej i ósmej: „Dziady cz. II” Adama Mickiewicza, „Balladyna” Juliusza Słowackiego i „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego.

Ten postulat doprowadził niemal do kryzysu politycznego, pisowskich oskarżeń o plan „systemowego odmóżdżania” oraz o „kolejną akcję-dewastację polskiej szkoły”. Koordynatorka prac zespołu ds. języka polskiego dr Kinga Białek wielokrotnie podkreślała, że cztery książki rocznie do omówienia to próg absolutnego minimum i że nie ma przeszkód, by go przekraczać w górę. W ostatnich tygodniach do projektu podstawy eksperci dopisali jednak liczący ponad 100 pozycji spis przykładowych tekstów do omówienia – podkreślając, że nie ma on charakteru „listy lektur uzupełniających”, a wyłącznie inspiracji. Wybór natomiast faktycznie jest szeroki, bo w spisie są zarówno klasyki, np. „Pinokio” Carlo Collodiego, jak i kryminały Chmieleckiej lub Christie, utwory Karola Wojtyły, „Rok 1984” Orwella, liczne reportaże oraz poezja polska i zagraniczna.

Nie brakuje napięć

Ale eksperci podkreślają, że nauka języka polskiego ma służyć przede wszystkim jak najlepszej komunikacji z innymi ludźmi – „w sposób skuteczny, etyczny i budujący dobre relacje”. Uczniowie powinni więc opuścić szkoły z umiejętnością tworzenia wypowiedzi tak, by wyrażać myśli zgodnie z własną intencją, i słuchania rozmówców w sposób uważny i zaangażowany. Powinni też rozumieć, jak działają na nich wypowiedzi innych oraz zjawiska kultury, takie jak literatura, filmy, teatr czy dzieła sztuk plastycznych. Według założeń nastolatki powinny też umieć skutecznie, krytycznie i z dbałością o higienę psychiczną poruszać się w świecie przekazów medialnych, a wreszcie wybierać lektury zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, planować proces czytania i pojmować, jak nawyki lekturowe pomogą rozumieć siebie i świat.

Jeśli chodzi o matematykę, Marcin Karpiński z zespołu opracowującego podstawę programową podkreślał, że w tej dziedzinie także nie brakuje napięć na tle tego, ile i jak należy dzieci uczyć. Z jednej strony polscy uczniowie na tle rówieśników z innych krajów wciąż dobrze wypadają w międzynarodowych testach. Nauczyciele i metodycy chcą, żeby tak pozostało, ale też, żeby dzieci przestały się matematyki bać, co jest w Polsce poważnym problemem, zwłaszcza wśród dziewczynek. Kolejne wyzwanie to stosowanie umiejętności matematycznych w rozwiązywaniu realnych życiowych spraw. Nowa podstawa, opracowana na podstawie ankiet i dyskusji z nauczycielami ze wszystkich województw, jest mniej sformalizowana, m.in. dopuszcza wykonywanie przez uczniów obliczeń z zastosowaniem „własnych strategii rachunkowych” (jeśli są skuteczne i prowadzą do właściwych rozwiązań). Przewiduje też, że tzw. myślenie matematyczne – czyli m.in. rozumienie zależności w świecie i rozmowy na ten temat – nie jest zaawansowaną umiejętnością, w której można się ćwiczyć dopiero po osiągnięciu biegłości we wszystkich rodzajach obliczeń. Przeciwnie – nauczyciele powinni ją wypracowywać z uczniami już w IV–VI klasie podstawówki.

Historia na nowo

Podstawa programowa z historii, według przewidywań twórców, także może stać się tematem bardzo gorącej dyskusji z powodu znacznego okrojenia dotychczasowego materiału. Ale i ona powstała po zebraniu opinii od 3 tys. nauczycieli historii ze wszystkich regionów. W założeniach autorów uczniowie nie mają już zakuwać na pamięć kolumny pełnych dat historycznych wydarzeń. Tych obowiązkowych do zapamiętania przez czas nauki w podstawówce będzie tylko ok. 20. To np. daty chrztu Mieszka i koronacji Bolesława Chrobrego, koronacji Władysława Łokietka i końca dynastii Piastów oraz bitwy pod Grunwaldem (wypadła m.in. coraz szerzej kwestionowana, jeśli chodzi o realne znaczenie, bitwa pod Cedynią). Za to uczeń, analizując teksty kultury, ma umieć przedstawić Zawiszę Czarnego jako ideał rycerza średniowiecznego i dyskutować o aktualności rycerskiego etosu. Na późniejszym etapie powinien umieć podać daty I rozbioru Rzeczypospolitej i uchwalenia Konstytucji 3 maja, ale już II rozbiór czy zawiązanie konfederacji targowickiej wystarczy, jeśli ustawi chronologicznie. Powinien natomiast przedstawić zasięg I i II rozbioru, a na tym tle losy własnej lub wybranej miejscowości, a także porównać postulaty oświeceniowe w Konstytucji 3 Maja, amerykańskiej z 1787 r. i francuskiej z 1791 r., wreszcie próbować ocenić trafność odwołań do terminu „targowica” we współczesnych tekstach lub wystąpieniach.

Jak tłumaczył prof. Maciej Fic, koordynujący prace nad podstawą z historii, dla autorów ważne było, aby uczniowie mieli okazję w trakcie lekcji rozważyć to, co dotyczy ich samych, historii lokalnej i regionalnej, a w siódmej i ósmej klasie wręcz skupić się na wydarzeniach XX w. Ważną częścią pracy mają też być doświadczenia takie jak rozmowy ze świadkami historii czy gry historyczne. Zdaniem eksperta jednym z najważniejszych celów edukacji historycznej w obecnych czasach jest tworzenie poczucia wspólnoty wokół przynależności narodowej i państwowej z poszanowaniem i zrozumieniem różnorodności tych, którzy tę wspólnotę tworzą. Edukacja ma przede wszystkim budować postawy, następnie umiejętności, a wiedza i informacje mają być do tego (tylko) narzędziem.

W zestawieniu z wyraźnym w większości projektów podstaw podejściem zanurzenia w rzeczywistości, nacisku na doświadczenie i bycia w kontakcie ze światem dziwią niektóre punkty podstawy wychowania przedszkolnego. Autorzy przewidują, że przedszkolaki mają „podejmować próby pisania liter, wyrazów i krótkich komunikatów”, a także „próby samodzielnego czytania wyrazów i krótkich tekstów”. Praktycy zwracają uwagę, że kilkulatki ogromnie różnią się tempem rozwoju. Niektóre z nich faktycznie są gotowe i chętne, by poznawać litery, pisownię własnych imion i podstawowe zasady czytania – i warto, aby dorośli za tą ciekawością szli. Ale oczekiwanie, że wszystkie dzieci w wieku przedszkolnym będą podejmować próby pisania i „samodzielnego czytania krótkich tekstów” jest nakładaniem na nie i na ich nauczycieli wyśrubowanych standardów, co może raczej utrudniać niż przyspieszać rozwój. W projekcie znalazł się też zapis, że dzieci „co najmniej raz w tygodniu powinny przebywać poza budynkiem przedszkola dłużej niż 1 godzinę”. W zestawieniu ze współczesnymi trendami, rosnącym zainteresowaniem „przedszkolami leśnymi” i akcjami społecznymi przekonującymi do spędzania z dziećmi wręcz większości czasu na dworze trudno logicznie zrozumieć tak skromnie zakreślone minimum. Pozostaje mieć nadzieję, że nastąpił błąd redakcyjny i faktycznie chodzi o przebywanie poza przedszkolem przez przynajmniej godzinę dziennie.

Okazja do wyjaśnień – już niedługo. 18 i 19 września Instytut Badań Edukacyjnych PIB organizuje wysłuchanie publiczne na temat podstawy. Eksperci przyznają, że same rozporządzenia nie zmienią sposobu nauczania, ale powinny być przynajmniej punktem wyjścia. Na razie zapowiada się na kilka godzin dyskusji. Stenogram zebranych opinii, razem z projektem podstaw trafi do MEN, gdzie będą toczyć się nad nim dalsze prace. Na przełomie października i listopada powinny ruszyć organizowane już przez resort konsultacje społeczne.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną