Gruz przyjmę
Polska na jego zdjęciach potrafi wypalić oczy. „Rzeczy, które uwieczniam, nie są brzydkie same w sobie”
JULIUSZ ĆWIELUCH: – W książce „Tutejszy” zamieściłeś zdjęcie chłopięcych nóg z nabazgranym na nich słowem Bóg. O czym to jest?
KUBA DĄBROWSKI: – W takiej najbardziej powierzchownej warstwie to piłkarski tatuaż naszego syna. Piłkarze często mają wytatuowane krzyże, twarz Chrystusa, korony cierniowe, to działa mu na wyobraźnię. Choć nie jest ani ochrzczony, ani nie chodzimy z nim do kościoła. Sam z siebie postanowił chodzić na religię, czyta Biblię... No i sam, za pomocą długopisu, zrobił sobie taki tatuaż.
Jest teraz taka moda na prymitywne, badziewne tatuaże. Polska na twoich zdjęciach też bywa badziewna.
Rzeczy, które uwieczniam, nie są brzydkie same w sobie. Przynajmniej ja ich tak nie postrzegam. To, co fotografuję, jest po prostu takie, jakie jest. Moje zdjęcia to zapis rzeczywistości. Staram się ją opowiedzieć i zamknąć w jakieś estetyczne ramy. Czy amerykańska prowincja jest ładna? Zdjęcia Williama Egglestona, pokazujące życie w Tennessee, nie są z kategorii „ładne”. Eggleston uwielbiał puste parkingi, podupadające stacje benzynowe, mieszkania z obdrapaną farbą, która płatami odchodzi od ściany. Amerykanie doskonale potrafią zamykać swoją często niezbyt przyjazną codzienność w piękne opowieści i w piękne obrazy, zbudować z niej pociągający i inspirujący mit. Uliczny rap z Nowego Jorku, piosenki Bruce’a Springsteena o Nebrasce, filmy Jima Jarmuscha, te wszystkie niezbyt przyjemne okoliczności, o których przecież marzymy.
A u nas Zenek Martyniuk, który jest naszym Bruce’em Springsteenem. Polska na twoich zdjęciach potrafi wypalić oczy.
Od ośmiu lat mam bazę w Berlinie.
Chodzi ci o to, że się tam przeprowadziliście?
No tak.