Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Salwy niehonorowe

Czyhają na granicy parku narodowego. I strzelają. „Miłośnicy ptaków są psychicznie pogruchotani”

Łabędzie krzykliwe w Parku Narodowym Ujście Warty Łabędzie krzykliwe w Parku Narodowym Ujście Warty Piotr Chara
W Parku Narodowym Ujście Warty ptaki są chronione, ale jeśli machną kilka razy skrzydłami i dotrą do jego granicy, już strzelają do nich myśliwi.

Z daleka zobaczyli trzy kopce. Piotr Chara i jeszcze dwóch strażników ochrony przyrody byli na rutynowym patrolu. Wcześniej żadnych kopców tu nie widzieli. Im bliżej byli tego miejsca, tym bardziej docierało do nich, że kopce są usypane z ptaków. Średnica podstawy: półtora metra. Wysokość: metr dwadzieścia, może czterdzieści. Około 50 sztuk w jednym. Nie zmieściły się w samochodach, dlatego myśliwi je zostawili. – Coś się we mnie zapadło – wspomina Chara. Widok kopców jest z nim do dziś, choć mija ćwierć wieku.

We wrześniu 2002 r. Park Narodowy Ujście Warty (woj. lubuskie) dopiero raczkował: został powołany rok wcześniej. Jego symbolem są najpopularniejsze tu gęsi zbożowe (od 2020 r. nazywane tundrowymi). Z tych gęsi usypane były kopce. Znajdowały się w otulinie. To strefa ochronna wyznaczona w celu zabezpieczenia parku przed intensywną zabudową, zanieczyszczeniami czy nadmiernym hałasem. W Ujściu Warty myśliwi ustawiają się na granicy otuliny, żeby strzelać do ptaków wylatujących albo wlatujących do parku. Chara: – Dzień za dniem zabijają przedmiot ustawowej ochrony, kluczowy powód istnienia Parku Narodowego Ujście Warty. I to zgodnie z prawem.

Rój pocisków

Wróćmy do 2002 r. Chara jako fotograf przyrody dokumentuje kopce martwych gęsi na służbowym sprzęcie. Gdy go zdaje, zdjęcia giną w tajemniczych okolicznościach. Dyrektorem Ujścia Warty jest wtedy Konrad W. W 2023 r. prokurator postawi mu zarzuty ustawiania przetargów na parkowe łąki, dzięki którym lokalny przedsiębiorca rolny miał wyłudzić prawie 30 mln zł unijnych dotacji. W 2002 r. Polska jednak dopiero szykowała się do Unii. Park jest oczkiem w głowie władz, dyrektor Konrad W. dzięki układom z wszechmocnym przedsiębiorcą nikogo się nie boi. Zakazuje Charze zajmowania się tym, co „nie należy do jego obowiązków”.

Polityka 7.2026 (3551) z dnia 10.02.2026; Społeczeństwo; s. 31
Oryginalny tytuł tekstu: "Salwy niehonorowe"
Reklama