Patobiznes na patohodowlach
Patobiznes na patohodowlach. Można mieć 80 psów i zero pracowników. System pozwala
Ciała 16 martwych psów złożone na stercie w garażu jak zużyte szmaty. Obok skrzynki ze starym, zgniłym mięsem, które przerażeni internauci, oglądając zdjęcia z interwencji, początkowo wzięli za szczątki kolejnych psich ofiar. Czy to następne schronisko mordownia? Albo nielegalna hodowla? Skąd. Fundacja dla Szczeniąt Judyta, powiatowa inspekcja weterynaryjna i skierniewicka policja weszły do znanej hodowli Nescaland Katarzyny Przybylskiej, zarejestrowanej w Związku Kynologicznym w Polsce (ZKwP), największej kynologicznej organizacji i jedynej należącej do Międzynarodowej Federacji Kynologicznej FCI.
Odebrali 51 psich szkieletów pokrytych skórą. Bernardyny, które powinny mieć dobrze ponad 60 kg, ważyły zaledwie 28 kg. Nie miały siły iść, więc inspektorzy bez trudu wynosili je na rękach. Jeden z nich to suczka PEEKABOO Nescaland, która na światowej wystawie w 2021 r. jako szczeniak otrzymała tytuł Światowej Nadziei Rasy.
Czytaj też: Patoschronisko w Sobolewie zamknięte! Naprawdę potrzeba było do tego Dody?
Śmierć z głodu
W Bolimowie, bo tam, w holenderskiej przyczepie campingowej, wyglądającej jak mieszkanie osoby dotkniętej syndromem zbieractwa, mieściła się „hodowla”, były też berneńskie psy pasterskie, corgi, labrador, pudle, chow-chow. I dorosła aussie, owczarka australijska o wadze 5,5 kg, która powinna ważyć 18–20. Interweniujący wyciągali psy z plastikowych klatek służących do transportu, tzw. transporterów, dla większości psów zbyt ciasnych, ustawionych jedne na drugich, w trzech rzędach do góry. Roczny bernardyn, który rósł w takiej klatce, aż przestał się mieścić, miał kompletnie łysą głowę, sierść wytarła się od pocierania o dach kontenerka.