Patoschronisko w Sobolewie zamknięte! Naprawdę potrzeba było do tego Dody?
Jeszcze leżał w sklepach trzeci styczniowy numer „Polityki”, w którym opisaliśmy patoschronisko w Sobolewie, kiedy internet zaczął huczeć o kolejnej „mordowni w Bytomiu”. 16 stycznia pojawiła się tam Doda i temat nie schodził z nagłówków. Zwłaszcza że po wizycie piosenkarki prezydent miasta Mariusz Wołosz rozwiązał umowę z prowadzącym schronisko. Urząd Miasta przejął kontrolę nad placówką. W sprawie bytomskiego schroniska, jeszcze zanim włączyła się Doda, wszczęła śledztwo prokuratura.
Doda idzie za ciosem
A Dorota Rabczewska poszła za ciosem i w zeszłym tygodniu pojechała do opisanego przez „Politykę” patoschroniska w Sobolewie, nazwanego, o ironio, „Happy Dog”, i do wójta gminy Macieja Błachnio, który sprawuje nad schroniskiem ustawowy nadzór. Zażądała od wójta wypowiedzenia umów na prowadzenie schroniska i dzierżawy gruntu. Marian D. dzierżawi od gminy teren, na którym prowadzi schronisko za 500 zł miesięcznie. Wójt tłumaczy, że opłata jest tak niska, by przedsiębiorca mógł zapewnić lepsze warunki zwierzętom.
Po spotkaniu z wójtem, który nie zgodził się na zamknięcie schroniska, Doda w asyście dziennikarzy pojechała do schroniska Happy Dog. Marian D. zgodził się wpuścić tylko gwiazdę.
Dzień po Dodzie w Sobolewie pojawiła się Małgorzata Rozenek-Majdan i tym razem właściciel schroniska pozwolił wejść nie tylko celebrytce, ale także dziennikarzom.
Tego samego dnia poseł Litewka w mediach społecznościowych zaoferował wójtowi 100 tys. zł dla gminy, jeżeli rozwiąże umowę z Marianem D. do końca stycznia.
Czytaj także: Ustawa łańcuchowa. Większość wiejskich burków na niej straci. Decyzja należy do Nawrockiego
Marian D. wciąż bez wyroku, wójt stoi za nim murem
Wójt jednak pozostał nieprzejednany. Dopóki Marian D. nie usłyszy wyroku skazującego za znęcanie się nad zwierzętami, będzie schronisko prowadził. Sprawa ciągnie się już osiem lat. Sześć lat temu śledczy postawił prowadzącemu schronisko Happy Dog zarzuty. Oskarżono go o to, że „działając umyślnie w zamiarze bezpośrednim, znęcał się nad zwierzętami w ten sposób, że prowadząc schronisko „Happy Dog”, świadomie dopuszczał do zadawania bólu i cierpienia poprzez utrzymywanie tych zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w stanie rażącego zaniedbania, w sposób powodujący agresję u zwierząt, poprzez nadmierne nagromadzenie tych zwierząt w kojcach i zagryzanie się ich, przetrzymywanie psów w klatkach przeznaczonych dla królików lub lisów, nieudzielenie chorym zwierzętom pomocy, brak zapewnienia podstawowych zasad sanitarnych powodujący zakażenia i zgony zwierząt, poprzez utrzymywanie zwierząt bez odpowiedniego pokarmu i wody oraz poprzez wystawianie zwierząt na działanie warunków atmosferycznych, które zagrażają ich zdrowiu i życiu”.
Adwokatka Katarzyna Topczewska współpracująca z fundacją Viva! twierdzi, że dowody i opinia biegłej są miażdżące. W lutym odbędzie się pierwsza rozprawa. Zawiadomienie złożyła Karolina Pawelczyk-Dróżdż, prowadząca małą fundację „Złap Dom”, która w Sobolewie rozkręciła wolontariat. Wolontariusze pomagali, sprzątali kojce, karmili, wyprowadzali psy na spacery, organizowali adopcje i próbowali wpłynąć na prowadzącego schronisko, by nie przyjmował tak wielu psów, wzywał lekarza do chorych zwierząt albo zawoził chore do lecznicy, lepiej karmił. Nic nie odnosiło skutku i po kilku dramatycznych zdarzeniach zakończonych śmiercią zwierząt wolontariusze postawili ultimatum: jeżeli nie zmieni sposobu traktowania zwierząt, zgłaszają sprawę organom ścigania. Wtedy Marian D. wyrzucił ich ze schroniska. Karolina Pawelczyk-Dróżdż została oskarżycielem posiłkowym. Byli wolontariusze mają dowody, zdjęcia, które robili po to, by przekazywać sobie informacje. Te właśnie zdjęcia, płacząc, pokazywała Doda dziennikarzom, którzy towarzyszyli jej w Sobolewie. Pies w dniu odłowienia i przyjęcia do schroniska, normalnie wyglądający, i po miesiącu – dwóch, szkielet obleczony skórą. Sterczą nie tylko żebra, wystaje kręgosłup i kości biodrowe. Psy zamknięte w klatkach dla królików. Pies który wykrwawił się na schroniskowym betonie. Woda w misce z odchodami i pływającymi nicieniami (pasożytami jelitowymi).
Czytaj także: Zwierzęta głosu nie mają. Co dla nich zrobiła koalicja Tuska? Polacy liczyli na więcej
Rażące uchybienia
Tego samego dnia do Sobolewa przyjechał wicewojewoda mazowiecki Robert Sitnik. Był tam już w grudniu i jak twierdzi, schronisko „nie odbiegało od normy”. Dzień wcześniej placówkę na zlecenie ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego kontrolowała inspekcja weterynaryjna. Powiatowy lekarz weterynarii przeprowadził w ostatnim roku sześć kontroli w Sobolewie. Ale przyjechali znowu, bo trzy dni po wizycie Dody w Bytomiu szef resortu zlecił wszystkim wojewodom pilną kontrolę warunków w schroniskach. Niby dobrze, ale kontrole były zapowiedziane, a schroniska kontrolowali ci, którzy są za nie odpowiedzialni. A co najważniejsze, inspekcja weterynaryjna sprawdza tylko to, czego od schronisk wymaga prawo. Tymczasem wielu rzeczy w przepisach nie ma, np. obowiązku ocieplania budy na zimę. Nic dziwnego, że rażące uchybienia stwierdzono tylko w czterech na 175 skontrolowanych schronisk. W Tarnowie, Oświęcimiu, Golubiu-Dobrzyniu i właśnie w Sobolewie.
I te rażące uchybienia były podstawą do zamknięcia patoschroniska. W przytułku jest 180 zwierząt. Trwa akcja ich wywożenia, dość chaotyczna, protestujący wchodzili przez dziury w ogrodzeniu i wyciągali psy, jeszcze zanim przyszła oficjalna wiadomość o zamknięciu schroniska. „Ludzie wzięli sprawy w swoje ręce, jakaś pani wyszła przez dziurę z psem i prosiła o pomoc, więc wzięliśmy tego psa, zawieziemy go do lecznicy, a potem do domu tymczasowego, żadnych kojców”, mówił Michał Gromada z Fundacji Psa Karmela.
Czytaj także: Czy Doda przekona Sejm, prezydenta i branżę do zakazu fajerwerków? Szanse są
„Schronisko w Sobolewie to kolejny dowód na to, że ludziom desperacko brakuje tego, czego możemy uczyć się od psów: miłości, wierności, charakteru. Powiatowy Lekarz Weterynarii zamknął dziś to schronisko. Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie”, napisał na swoich socjalach premier Donald Tusk.