Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Tygrysy kontratakują

Tygryski kontratakują. Ta seria była fenomenem PRL. Wraca i wojuje o nowego czytelnika

W czerwcu 2024 roku wydawnictwo Bellona zdecydowało się przywrócić do życia kultową serię. W czerwcu 2024 roku wydawnictwo Bellona zdecydowało się przywrócić do życia kultową serię. materiały prasowe
Wojenne minipowieści z emblematem tygrysa były fenomenem wydawniczym PRL. Do 1989 r. sprzedało się ich ponad 96 mln egzemplarzy. Legendarna seria właśnie powróciła na front księgarski i walczy o odzyskanie wpływów.
Znakiem rozpoznawczym serii był charakterystyczny żółty tygrys na okładce, który przez lata stał się symbolem całej kolekcji.materiały prasowe Znakiem rozpoznawczym serii był charakterystyczny żółty tygrys na okładce, który przez lata stał się symbolem całej kolekcji.

Inne czasy – inne słowa. Dziś zamiast legendarne mówi się kultowe, a emblemat to logo. Strefę wpływów zastąpiły wzięte z internetowych socjali zasięgi. Tygryski – nazywane tak od logo z żółtym ryczącym tygrysem – wydawane w latach 50. i 60. zeszłego wieku też miewają kłopoty ze słowami i trzeba je tłumaczyć na dzisiejszość, aby nowy czytelnik nie potykał się na różnych „zaplutych karłach reakcji” lub „kręgach rewanżystowskich”.

Tylko rynek bardziej przypomina bitewny front niż w PRL, kiedy książki wydawały firmy państwowe, bo innych nie było. Telewizor był rarytasem, a internet futurologią, więc ludzie czytali. Teraz książka walczy o grymaśnego klienta, ale akurat tygryski mają metodę marketingową, która się nie zestarzała. Jak to sentencjonalnie ujął recenzent serii w 1974 r.: „poważny temat podany w sposób prosty i atrakcyjny jest powszechnie akceptowany”.

Sentymenty

Michał, rocznik 1970, właściciel kilkudziesięciu tygrysków, wspomina je jako blockbustery podstawówek. W latach 70. i 80. były walutą w szkolnym handlu wymiennym obok resoraków Matchbox i Majorette, komiksów „Tytus, Romek i A’Tomek” i tych o kapitanie Żbiku.

Cena wiązała się z dojrzałością: za jednego obitego Matchboxa, którym siódmoklasista już się nie bawił, mógł dostać trzy tygryski od drugoklasisty, który świsnął je rodzicom z półki. Zdarzało się, że ten były drugoklasista, spotkany po latach, miał pretensję, że został oszukany, bo tymczasem już sam wpadł w szpony tygrysków.

W tamtych czasach nikt z dorosłych nie zwracał uwagi, kiedy bandy uzbrojonych w zabawkową broń chłopaków „zabijały się” na podwórkach – opowiada Michał. – Druga wojna światowa była naszą pasją, chciało się o tym wiedzieć wszystko, a tygryski tej wiedzy dostarczały.

Polityka 14.2026 (3558) z dnia 31.03.2026; Społeczeństwo; s. 42
Oryginalny tytuł tekstu: "Tygrysy kontratakują"
Reklama