Śmierć posła Litewki. Jak w pięciu krokach zwiększyć bezpieczeństwo rowerzystów
JULIUSZ ĆWIELUCH: Czy śmiertelne potrącenie posła Łukasza Litewki będzie przełomem i wreszcie dojdzie do zmian, które pozwolą chronić życie innych rowerzystów?
ANDRZEJ JANOWSKI: Zacznijmy od tego, że już w warstwie językowej widać, jak podchodzi się do rowerzystów. Potrącić to można kogoś łokciem. Kiedy półtoratonowy samochód wjeżdża w kierującego 15-kilogramowym rowerem, to nie jest żadne potrącenie. Łukasz Litewka został zabity, doprowadzono do jego śmierci. Mówi się również – samochód potrącił. A przecież nie samochód potrącił, tylko zrobił to konkretny człowiek, który siedział za kierownicą, nie zachował zasad ruchu, nie zadbał o bezpieczeństwo tego drugiego człowieka. Nawet na poziomie języka mamy problem z relacjonowaniem tej tragedii i ewentualnym wyciąganiem z niej wniosków, bo ja chcę wierzyć, że jakieś wnioski wyciągniemy.
We wpisach części internautów pojawiają się komentarze, że poseł jechał bez kasku, czytaj: sam sobie winien.
Kask przed niczym by go nie uratował. Nie przy zderzeniu czołowym. Mogła go uratować sensowna infrastruktura drogowa dla rowerzystów. Zwłaszcza że do wypadku doszło poza obszarem zabudowanym, ale w granicach miasta. Na drodze, która prowadzi z centrum miasta do ważnego obszaru rekreacyjnego, gdzie jest duży ruch rowerowy. Niestety niewiele zrobiono, żeby rowerzystów w tym miejscu chronić. Droga jest długa i prosta, co pozwala kierowcom samochodów rozpędzać się. Gdyby była droga rowerowa albo chociaż progi zwalniające, takiej możliwości po prostu by nie było.
W 2015 r. rząd Ewy Kopacz próbował przeprowadzić przepisy dotyczące zmian w budowie dróg rowerowych.