Wielkie może
Gołębiewski w budowie. Kiedy ten moloch się otworzy? Sprawdził i nastroje zbadał reporter „Polityki”
Jeszcze nieczynne, a turystyka już trwa. Niezorganizowana, podbramowa, ale liczna. Hotel w budowie, brama owinięta drutem, a setki ludzi przyjeżdżają robić zdjęcia. Od wschodu patrząc, Gołąb (jak się tu mówi) przypomina im piramidę Majów; od południa widać go na kilometry niby miasto zawieszone nad lasami; od plaży to transoceaniczny wycieczkowiec, który wpłynął na ląd.
„Destynacja brama” to nowy fenomen Pobierowa. Gołąb w budowie napędza turystę do wsi już od kilku lat. Wywołuje reakcje od śmiechu po nabożną ciszę. Ale przy okazji pomaga sprzedawać „osobonoclegi” w zasiedziałych pensjonatach i flądrę z frytką w restauracjach przy promenadzie. Wywołuje też niepokój. Bo kiedy ten polski moloch wreszcie się otworzy, może zassać turystę i pracownika nie tylko z Pobierowa, ale z całego Pomorza, wliczając niemieckie.
Wizja
Do środka nikogo nie wpuszczają, zrazili się. Kilka lat temu inwestycja była jak chory wieloryb, którego podgryzają rekiny. Krążyło powiedzenie: potrzeba ci cementu, weź z Gołębia. Z Pobierowa wyjeżdżały w Polskę całe transporty z kradzioną budowlanką. To był zły czas dla firmy – w 2020 i 2021 r. covidowy przestój, w czerwcu 2022 r. śmierć Tadeusza Gołębiewskiego, założyciela rodzinnego imperium.
Stary Gołąb (jak się mówi w Pobierowie) był barwną postacią – prosty człowiek i wielki pan jednocześnie. Ostentacyjnie jeździł starym Mercedesem, ale na budowę do wsi przylatywał helikopterem. Jadał w stołówce razem z robotnikami, sypiał na budowie. Potrafił wskazać palcem – tę ścianę dawać tam. A za tydzień przylatywał i mówił: nie, rozwalać i dawać, gdzie była. Projekt projektem, ale on wiedział wszystko lepiej – miało być na bogato. Wieczorami przychodził do pobliskich hoteli na whisky.