Prawo broni
Kat czy ofiara? Kulisy strzelaniny w Bystrzycy Kłodzkiej. Ta historia nie jest czarno-biała
W ciele Krzysztofa L. patomorfolog naliczył pięć ran postrzałowych. Dwie w brzuchu i podbrzuszu. Kolejne dwa strzały były w nogi. Konkretnie uda. Śmiertelny okazał się ten w klatkę piersiową – kula rozerwała tętnicę. Sprawca, instruktor strzelectwa, strzelał z karabinka AR-15, kaliber 5,56. To broń wojskowa. Z tego się nie strzela na postrach. Krzysztof L. zmarł natychmiast.
Taki obraz
10 kwietnia tego roku, ok. 22.30. Głosy niosą się odbijane od ścian czteropiętrowych bloków Osiedla Szkolnego w Bystrzycy Kłodzkiej. Na filmie nagranym telefonem komórkowym, najprawdopodobniej z okna na trzecim piętrze, widać drzewa przed blokiem, światła latarni i niewyraźne sylwetki kilku postaci na trawniku.
– Leż, k…! Słychać strzał. – Chcesz w zęby? – Mówiłem ci, odejdź stąd, tak? Kolejne strzały. Jeden po drugim. – O, kurde – wyrywa się kobiecie nagrywającej film. Po kilku sekundach słychać kolejne krótkie zdania. – Ej, żyjesz, mordo? – Wyp… – Odejdź stąd. – Wyp… – K… je… – Dzwoń po karetkę! – Mordo, żyjesz? – Dzwoń po karetkę! Karetka, już!
W policyjnym żargonie mowa jest o zajściu. Na jego miejscu szybko pojawiają się policja i karetka. Ciało 26-letniego Krzysztofa L. zostaje odgrodzone specjalnym parawanem na wypadek, gdyby jakiś ciekawski chciał zobaczyć niemającą szans powodzenia reanimację. Przy ciele zastrzelonego mężczyzny policjanci znajdują kastet. W kolejnych dniach media poinformują, że do Krzysztofa L. strzelał o dwa lata od niego starszy Borys B., instruktor strzelectwa, były żołnierz zawodowy. I że to on zadzwonił do znajomego policjanta, by powiedzieć mu, co się wydarzyło w piątkowy wieczór na osiedlu, na którym sam mieszka.