Tułaczka w labiryncie
Choroby rzadkie: mamy bałagan, to jak tułaczka w labiryncie. System może szybko się zapchać
Choroba jest uważana za rzadką, jeśli choruje na nią mniej niż pięć osób na 10 tys. mieszkańców. Zidentyfikowano ponad 6 tys. takich chorób (80 proc. jest uwarunkowanych genetycznie). Diagnoza dotyczy na ogół małych dzieci – rodzą się zdrowe, ale po pewnym czasie wychodzą na jaw zaburzenia, które stopniowo odsłaniają prawdę o ukrytym defekcie jakiegoś genu lub braku enzymu. Razem tworzą ogromny – i wciąż niewidoczny – problem zdrowotny, obejmujący w naszym kraju blisko 3 mln ludzi.
Są w tej grupie powszechnie znane choroby, takie jak białaczki, chłoniaki czy mukowiscydoza, są rzadkie odmiany padaczek, chorób kości, wątroby i nerek, ale są też schorzenia o nazwach, które niewiele mówią i trzeba się wgłębić w historię medycyny lub wiedzieć, jakie enzymy rządzą pracą komórek, aby powiązać je z nazwiskami odkrywców lub przemianami metabolicznymi (jak choroba Pompego, Fabry’ego, Niemanna-Picka, von Hippel-Lindau, Gauchera, cystynoza, fenyloketonuria).
Coroczne obchody Dnia Chorób Rzadkich to ten szczególny moment, kiedy urzędnicy Ministerstwa Zdrowia przywdziewają szaty wizjonerów, a pacjenci spotykają się, by przypomnieć o chorobach, które pojedynczo dotykają niewielu. W tym roku od urzędników usłyszeliśmy o 44 ośrodkach wpiętych w europejskie sieci, o setkach tysięcy kliknięć w platformę informacyjną, o „wspaniałym finiszu” Planu dla Chorób Rzadkich i cyfrowej e-Karcie Pacjenta z Chorobą Rzadką.
Słuchający tych deklaracji przecierali oczy ze zdumienia. Prof. Alicja Chybicka, pediatra onkolog z Wrocławia i przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Rzadkich, nie wytrzymała: „Minęło kilka lat obiecywania. I specjalistycznych ośrodków dla chorych nie ma” – rzuciła krótko w stronę audytorium.