Skazany na łagier
Skazany na łagier. Polak pojechał Fiatem walczyć dla Ukrainy. Rosja traktuje go jak kryminalistę
„Nie mam żadnych ran, jestem cały i zdrowy. Mam tylko niewielkie kłopoty ze słuchem, gdyż koło mnie wybuchały pociski. Więzienie wyleczyło mnie z nadciśnienia. Po prostu przestałem je mierzyć” – napisał do nas Polak więziony przez Rosjan w areszcie śledczym nr 1 w okupowanym przez Rosję Ługańsku.
Więziony to Krzysztof Flaczek. Grozi mu poważne niebezpieczeństwo. I długie więzienie. Po wielomiesięcznym areszcie 16 kwietnia 2026 r. został skazany na 13 lat kolonii karnej. Po uprawomocnieniu wyroku będzie wysłany do łagru.
W czasie drogi – która może trwać nawet kilka tygodni – skazańcy są często torturowani, zdarzają się też śmiertelne wypadki. Podobny los może czekać go w samej kolonii karnej. W takich miejscach więźniowie są gwałceni, męczeni, bici do śmierci przez strażników lub innych osadzonych.
Sprawa jest poważna, bo podobna historia zdarzyła się już wcześniej. Polak Krzysztof Galos został złapany przez Rosjan w 2023 r. w okupowanym Melitopolu. Był uwięziony w Taganrogu i został tam zamęczony na śmierć – o czym mówili świadkowie, ukraińscy jeńcy, z którymi siedział. Rosja do dziś utrzymuje, że mężczyzna zmarł z przyczyn naturalnych.
Brat
Jak Krzysztof Flaczek trafił do rosyjskiego więzienia? Dlaczego pojechał walczyć do Ukrainy? Oto jego historia.
Piotr Flaczek opowiada o bracie: – Złota rączka. Nie pracował na etacie, raczej dorywczo. Ojciec dwójki dzieci. Mąż. W domu nie układało się najlepiej. Dość mocno kłócili się z małżonką. Generalnie, kiedy ona wracała do domu, Krzysiek z domu wychodził.
Najczęściej jechał do matki. – Mama choruje, zajmuje się nią opiekunka, Ukrainka Olha (imię zmienione). Brat zakochał się w tej dziewczynie. Chyba bez wzajemności, musiałem go nawet mitygować.