Obietnice w lesie
W Polsce powstaje rekordowo dużo rezerwatów. Budzą więcej emocji, niż zajmują miejsca
Stowarzyszenie Klub Przyrodników przez dekady zebrało 1,5 tys. propozycji lokalizacji nowych rezerwatów. Wszystkie mają solidne uzasadnienie. Na głosy naukowców nałożyły się oczekiwania społeczne. Zwłaszcza mieszkańców dużych miast, którzy ciepło myślą o takiej formie troski o przyrodę. Ślady ich tęsknot zapisano w kilku środowiskowych punktach umowy koalicyjnej, w której zapowiedziano m.in. nowe parki narodowe, ochronę rzek i wyłączenie 20 proc. lasów z wycinek. Co można zrobić, powołując właśnie rezerwat. I słowo stało się rezerwatem.
W ostatnim dwuipółleciu powstały 173 z 1694 funkcjonujących obecnie rezerwatów (to stan na 14 maja). Rozszerzono też część istniejących. W sumie oznacza to kilkanaście tysięcy dodatkowych hektarów pod ochroną i kilkanaście procent z propozycji Klubu Przyrodników. Dla jednych to za wiele, dla innych stanowczo za mało i za wolno. Rezerwaty w Polsce to wciąż raptem 192 tys. ha i 0,6 proc. powierzchni kraju. Wzbudzają jednak więcej emocji, niż zajmują miejsca na mapie i w przestrzeni.
Kampanijny potencjał ochrony przyrody polscy politycy odkryli późno, za to ze spektakularnym efektem. Prekursorem był Jan Szyszko, kilkakrotny minister środowiska, m.in. w rządach Jarosława Kaczyńskiego i Beaty Szydło. Nieżyjący już Szyszko stał na stanowisku, że przyrodę sprawnie ochroni drwal z piłą łańcuchową w ręku. Forsował obwodnicę Augustowa przez unikatowe torfowiska Doliny Rospudy (rezerwat powstał tam w 2024 r.). Zdecydowanie i nielegalnie, jak uznał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, walczył z kornikiem w Puszczy Białowieskiej. Prawicowy elektorat był zachwycony.
Za czasów rządów PiS o lasy wybuchła już otwarta wojna, na pierwszej linii stanęły setki lokalnych inicjatyw, które skrzyknęły się, by bronić przed piłami swoich ulubionych fragmentów lasów, nierzadko o wielkiej wartości przyrodniczej lub rekreacyjnej.