Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

PSZOK i niedowierzanie

PSZOK i niedowierzanie. Jak to się sprawdza? Można stworzyć polską mapę upokorzeń

Preferuj w Google
Przeprowadzka, remont czy porządki w piwnicy mogą zamienić się w logistyczną operację wymagającą samochodu, wolnego dnia i oceanu cierpliwości. Przeprowadzka, remont czy porządki w piwnicy mogą zamienić się w logistyczną operację wymagającą samochodu, wolnego dnia i oceanu cierpliwości. Shutterstock
Obywatel coraz więcej płaci za wywóz odpadów, ale gdy musi się ich pozbyć sam, traktowany jest jak intruz lub potencjalny oszust.

Niewygodne, niepraktyczne, niedostępne, oddalone, zatłoczone, przepełnione, chaotyczne, skomplikowane, nieprzyjazne, niewydolne, frustrujące. Takie bywają według użytkowników polskie PSZOK-i, czyli Punkty Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych. Od 2013 r. każda gmina ma ustawowy obowiązek prowadzenia przynajmniej jednego (może też podpisać umowę z sąsiednią gminą). Dziś w kraju jest ok. 2130 PSZOK-ów (gmin – 2479). Ich zadaniem jest przyjmowanie od mieszkańców odpadów, których nie można wyrzucić do pojemników koło domu: gruzu, elektrośmieci, mebli, opon, chemikaliów. Ma to ograniczyć dzikie wysypiska i zwiększyć poziom recyklingu, co więcej – zrobić to taniej niż w systemie odbioru „od drzwi do drzwi”.

Na oko punkty też wyglądają sensownie: wyznaczone sektory, oznaczone kolorami kontenery, waga i schludnie ubrani pracownicy. Z Trójmiasta, Szczecina, Warszawy, z miast wojewódzkich i powiatowych oraz z gminnych wsi płyną jednak sygnały, że PSZOK-i są torem przeszkód, na którym logika przegrywa z regulaminem. Unijne wymogi, ambicje państwa, możliwości samorządów i doświadczenia mieszkańców co rusz przechodzą na PSZOK-ach crash testy.

Problem zaczyna się od paradoksu: infrastruktura niby jest w całym kraju, ale dysproporcje są ogromne. Tylko większe miasta mają więcej niż jeden PSZOK, to jednak nie załatwia sprawy. Krynica Morska ma swój punkt gminny dla 1,4 tys. mieszkańców, a w Warszawie na każdy z pięciu punktów przypada niemal 300 razy więcej mieszkańców (prawie 400 tys. osób). Kolejki, ograniczone godziny otwarcia i coraz bardziej szczegółowe wymagania dotyczące segregacji sprawiają, że wielu mieszkańców miast i gmin czuje się bardziej petentami niż partnerami systemu ochrony środowiska. Przeprowadzka, remont czy porządki w piwnicy mogą zamienić się w logistyczną operację wymagającą samochodu, wolnego dnia i oceanu cierpliwości.

Polityka 25.2026 (3569) z dnia 16.06.2026; Społeczeństwo; s. 28
Oryginalny tytuł tekstu: "PSZOK i niedowierzanie"
Reklama