Tata jak mama
Nowy tata: jaki ma być? Model musi się zmienić. „Zawsze chciałem być innym ojcem niż mój ojciec”
Polska grzęźnie w zapaści demograficznej. W 2025 r. zarejestrowano 238,3 tys. urodzeń (żywych). To najniższy wynik w powojennej historii. Współczynnik dzietności spadł do stanu 1,1. Jest jednym z najniższych w Europie i daleko mu do poziomu 2,1, który gwarantuje zastępowalność pokoleń. Mimo że mamy 800 plus, becikowe, babciowe, kosiniakowe, szkolne wyprawki i prorodzinne ulgi podatkowe, dzieci kosztują nas coraz więcej. Dosłownie i w przenośni. W tym roku budżet państwa wyda na ten cel niemal co dziesiątą złotówkę, łącznie ponad 80 mld zł.
Tymczasem badania dowodzą, że o liczbie dzieci w społeczeństwach rozwiniętych decyduje nie tylko wysokość świadczeń, dostępność mieszkań czy sytuacja materialna rodziny. Coraz częściej kluczową zmienną okazuje się jakość partnerstwa między kobietą i mężczyzną. Ujmując rzecz inaczej: nie ma lepszego narzędzia zwiększania dzietności niż nowoczesny ojciec. Nie rodzi dzieci w sensie fizjologicznym, ale poprzez tworzenie warunków, w których kobiety czują się bezpieczne na tyle, by podjąć decyzję o macierzyństwie. Aby Polska się nie wyludniała, potrzebna jest więc fundamentalna zmiana modelu ojcostwa. Jak sobie z tym radzą ojcowie, jakie wzorce ojcostwa odziedziczyli i jakie przekazują synom?
Emocje w tabelce
– Zawsze chciałem być innym ojcem niż mój ojciec, który chodził do roboty, a nami się nie przejmował. Wychowanie zrzucał na barki mamy – mówi Piotr Haraf. Ma 39 lat i troje dzieci: 11-letnie bliźnięta Franka i Hanię oraz 4-letniego Hugona. Mieszka z rodziną w Lubaczowej pod Tarnowem w drewnianym domku na górce wśród drzew. Kupili go z żoną do remontu, gdy postanowili wyprowadzić się z Krakowa. Ewelina była wtedy w pierwszej ciąży, ale założyła, że dadzą radę – i z remontem, i z dziećmi.