Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Nie rzucą ziemi

Nie rzucą ziemi! Port Polska czeka na wbicie pierwszej łopaty. „Na najlepszych glebach stawiamy lotnisko”

Preferuj w Google
Kamil Szymańczak, sołtys Skrzelewa. Podkreśla, że proponowane grunty zamienne nie mogły zastąpić ziemi, którą jego rodzina uprawiała od lat. Kamil Szymańczak, sołtys Skrzelewa. Podkreśla, że proponowane grunty zamienne nie mogły zastąpić ziemi, którą jego rodzina uprawiała od lat. Leszek Zych / Polityka
Port Polska czeka na wbicie pierwszej łopaty, a ludzie, którzy nie zgodzili się na wykup ziemi, czekają, aż wywiezie ich stąd policja.

Plany robią wrażenie. Dużo szkła, dużo przestrzeni, dużo nowoczesności. Tyle że wcześniej trzeba się pozbyć teraźniejszości. Zgodnie z zapowiedziami Port Polska – nowoczesne megalotnisko między Warszawą a Łodzią – powstanie na rozległym obszarze trzech gmin: Baranów, Teresin i Wiskitki, i obejmie 21 wiosek w całości lub częściowo. Razem ponad 3 tys. działek i ponad 500 domostw. Budowa ma się zacząć już za kilka miesięcy. Dziś w okolicy łatwiej spotkać koparki burzące gospodarstwa niż miejscowych. Zanim przyjadą spychacze, trzeba będzie wysłać policję, bo część mieszkańców mówi, że po dobroci ziemi nie odda.

Koniec świata

Na terenach, gdzie planowana jest budowa megalotniska, prawie wszystkie gospodarstwa już opustoszały. Tu i ówdzie widać linie energetyczne i betonowe wiatraki. Domy do wyburzenia łatwo poznać po oknach zabitych dechami. Od drogi odgradza je metalowy płot z informacją, że wstęp na posesję jest wzbroniony, a wtargnięcie będzie skutkować interwencją policji.

Pani Ania i jej mąż dech w oknach nie mają. Nie zamierzają się również wynosić. Deklarują, że zostaną w swoim domu do momentu ewentualnej egzekucji. – Najwyżej przyjdzie policja i mnie zgarnie – opowiada mieszkanka Skrzelewa w gminie Teresin. Siedzimy w jej gospodarstwie w miejscu, gdzie za kilka lat będzie się ciągnął ogromny pas startowy i droga kołowania największego portu w Polsce. Ojciec pani Ani gospodarzył tu 80 lat. Urodził się jeszcze przed drugą wojną światową. Wszystko, co powstało wokół, to dzięki pracy jego rąk. A konkretnie jednej ręki, i to lewej, bo prawą stracił w młodości w maszynie rolniczej. Młodemu chłopakowi pewnie musiało się wydawać, że to koniec świata. Ale prawdziwy koniec jego świata następuje dopiero dziś. – Mój tata, gdyby zobaczył, co tu się wyprawia, umarłby drugi raz – mówi cicho pani Ania.

Polityka 32.2026 (3576) z dnia 04.08.2026; Społeczeństwo; s. 36
Oryginalny tytuł tekstu: "Nie rzucą ziemi"
Reklama