Pies na kości
Racuch, pies na kości. Idzie tropem śmierci. Znajduje to, czego nie widać gołym okiem
Do sali odpraw działu patrolowo-wywiadowczego Komendy Stołecznej Policji wchodzi Racuch, biszkoptowy labrador, ale szczuplejszy i bardziej wysportowany niż te, które można spotkać na ulicy. Za nim podąża jego przewodnik, aspirant sztabowy Kamil Malicki.
– Gdy nie wyjeżdżamy na poszukiwania, tylko mam zwykły dyżur, też zabieram go do pracy. Siedzi obok albo zaczepia innych. Kiedyś w socjalnym ukradł koledze burgera, którego ten dopiero wyjął do podgrzania. Racuch, jak to labrador, jest łasuchem. Podczas akcji to też ma znaczenie. Kiedy Malicki ze swoim psim kompanem jedzie w teren, do bagażu pakuje też zabawki, smaczki i psi izotonik. Racuch musi dostać nagrodę, gdy odnajdzie ludzkie zwłoki.
Charakterystyczny dzwonek
Na miejscu Kamil najpierw zakłada odblaskową kamizelkę z napisem „Policja K9”, a Racuchowi szelki z takim samym napisem, GPS-em i niewielkim dzwonkiem, podobnym do tych, które noszą psy pasterskie. – Dzwonek informuje, gdzie znajduje się Racuch. Dla innych jest też potwierdzeniem, że to pies pracujący. No i ma jeszcze jedną funkcję: dzika zwierzyna słyszy go wcześniej i może się oddalić, zanim wejdziemy w teren.
Dla psa szelki są sygnałem, że zaczyna się zadanie. Kamil wydaje komendę „pracuj”, następnie wskazuje mu, dokąd ma podążać. Racuch nie wybiega przed siebie i nie znika od razu między drzewami, tylko zaczyna szukać od pierwszego metra, sam wybierając kierunek: raz oddala się od przewodnika, za chwilę znowu jest bliżej. Przez następne dwie godziny las wypełnia dźwięk dzwonka przypiętego do jego szelek i chrzęst chrustu pod butami Kamila. Dzwonek nagle cichnie, a po chwili rozlega się szczekanie. To znak – Racuch coś znalazł.
Jedną z takich akcji były poszukiwania 16-letniej Mai z Mławy, która zaginęła w kwietniu 2025 r.