Randka w biegu
Biegi, bachata i swatki. Zmęczeni Tinderem dziś szukają miłości inaczej. A nuż się ktoś trafi
Na warszawskiej Woli w okolicach Muzeum Powstania Warszawskiego kilkudziesięcioro 30-latków, którzy z dużym prawdopodobieństwem szukaliby miłości w internecie, próbuje czegoś w starym stylu – szukają znajomości w prawdziwym życiu. Wszyscy wstali wcześnie, by wspólnie pobiegać. Choć niektórzy po intensywnej nocy przespali zaledwie kilka godzin, nie powstrzymało ich to przed niedzielnym biegiem na dystansie 5 km przez warszawskie ulice w towarzystwie nieznajomych.
Dwóch napakowanych facetów uśmiecha się spod ciemnych okularów, wzrokiem skanując szczupłe uczestniczki w pastelowych legginsach. To oni zorganizowali rozgrzewkę eventu Run & Date (Biegaj i Randkuj) i to oni mają największe powodzenie wśród kobiet. Już rozgrzewka jest okazją do lepszego poznania. Oprócz krążenia ramion i podskoków zaplanowano ćwiczenia w parach – najpierw trzeba wybrać partnera, a potem wspólnie porozciągać barki, kręgosłup i partie nóg. Uczestnicy wymieniają spojrzenia i nerwowo się śmieją.
Padają pytania o to, jak długo mieszkają w Warszawie, gdzie pracują i co robią w wolnym czasie. O ile jakiś wolny czas mają. A może mają za wiele i chcieliby go wspólnie spędzić.
Czytaj też: Czy miłość ma przyszłość? Piotr Mosak dla „Polityki”: Coraz trudniej ją rozpoznać. Coś się zmienia
Powrót do psa
Na takie eventy przychodzą zarówno prawnicy, lekarki, jak i przedstawiciele branż IT, Polacy i obcokrajowcy. – Można mieć Tindera i miesiącami nie pójść na żadną randkę. Nawet jeśli w czasie biegu nikogo nie poznam, to i tak nie mam poczucia, że zmarnowałam swój czas – opowiada Alina, która przedstawia się jako dumna rozwódka i szczęśliwa singielka.